Artykuły

Mija rok, trudny rok…

kupidura
Andrzej Kupidura: „Co znajdę pod choinką? Może książkę, jakieś kosmetyki, może koszulę i krawat”…
Fot. TG

Gazeta Żabianki rozmawia z Andrzejem Kupidurą, przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka w Gdańsku
– Mija rok, trudny rok?
– Rok jak każdy. Trudny z przyczyn zewnętrznych (Ustawa śmieciowa, permanentne podwyżki cen mediów), ciekawy ze wzglądu na innowacyjne zmiany w funkcjonowaniu spółdzielni oraz uzyskanie wyników, które okazały się niezwykle zadowalające.
– Co według Pana przewodniczącego było najważniejsze w życiu spółdzielni? Reorganizacja nie przyniosła splendoru władzom spółdzielni. Takie rozwiązania, zawsze są niepopularne i budzą sprzeciw pracowników. A jednak przeszliście przez to zwycięsko…
– Bezsprzecznie najważniejszym było podjęcie decyzji o reorganizacji dot. funkcjonowania spółdzielni. Decyzje, które choć podejmowane po gruntownym przeanalizowaniu ewentualnych skutków, niosły ze sobą pewne ryzyko niepowodzenia. Przy podejmowaniu decyzji nie chodziło o splendor, a o wynik ekonomiczny nakierowany na dobro członków spółdzielni. Chodziło wszak o oszczędności na poziomie 600 tys. do 1 mln. zł. Sprzeciw, który wyartykułowano na Walnym Zgromadzeniu w maju 2013 roku, spowodowany niezadowoleniem redukowanych pracowników, był wynikiem przedstawiania nieprawdziwego obrazu dokonywanych zmian w strukturze zatrudnienia. Dość przypomnieć, że redukowani pracownicy mieli zapewnione przejście do firmy zewnętrznej z pakietem socjalnym, zapewniającym utrzymanie warunków pracy i płacy na niezmienionym poziomie. Z sobie tylko znanych powodów nie przyjęli takiego rozwiązania, kłamliwie twierdząc wszem i wobec, że zarząd i rada wyrzucają ich na bruk. Pracownicy pionu technicznego (elektrycy, hydraulicy) również objęci reorganizacją, założyli swoje firmy i jako podmioty zewnętrzne, które po wynegocjowaniu odpowiednich warunków umownych, obsługują zasoby spółdzielni, chwaląc sobie takie rozwiązanie, twierdząc nawet, iż szkoda, że ta reorganizacja nie została wprowadzona kilka lat wcześniej. Czy ta reorganizacja przysporzyła splendoru władzom spółdzielni? Z perspektywy czasu, w kontekście osiągniętych rezultatów ekonomicznych, na pewno tak.
Stare twierdzenie, że: „prawda obroni się sama” ma tu oczywiste zastosowanie.
– Co uważa Pan za plus a co z minus w życiu spółdzielni?
– Wielkim plusem były oceny czynników zewnętrznych, jak np. wynik lustracji, badania bilansu, nagrody w ogólnopolskich konkursach oceniających efektywność spółdzielni jako przedsiębiorstwo. Zdobycie „Grand Prix” w konkursie „Dobra Spółdzielnia 2013” organizowanego przez „Gazetę Prawną” oraz szereg innych wyróżnień, pozwalają nam na autentyczne zadowolenie, utwierdzając nas w przekonaniu, że nasz czas poświęcony spółdzielni, nie jest czasem zmarnowanym. Podkreślić tu należy, prawidłowo ustalone relacje pomiędzy Radą Nadzorczą a Zarządem Spółdzielni, potwierdzające powiedzenie że „zgoda buduje”.
– Sporo zamieszania było po tym, jak spółdzielnia wykluczyła z członkostwa trzy panie. Dwie sprawę wygrały w sądzie pierwszej instancji. Czy spółdzielnia wniosła apelacje od tych wyroków, czy też są już one prawomocne i panie nadal są pełnoprawnymi członkami spółdzielni Żabianka?
– Na problemy zawarte w tym pytaniu już odpowiadałem w jednym z poprzednich wydań Gazety Żabianki. Trudno cokolwiek dodać. Powtórzę jedynie że, gdyby te dwie panie, które twierdziły w sądzie, że działały nieświadomie i że nikomu nie chciały wyrządzić szkody, a jeżeli wyrządziły… to serdecznie tych, którzy czują się pokrzywdzeni przepraszają. Gdyby to samo powiedziały na posiedzeniu Rady Nadzorczej, do wykluczenia na pewno by nie doszło. Posiadamy nagranie tego posiedzenia, tu zaprezentowały się zgoła inaczej nie były takie łagodne! Spółdzielnia, za zgodą rady, nie wnosiła apelacji, traktując te sądowe wydarzenia jako wystarczające ostrzeżenie. Tym dwóm paniom życzymy wszystkiego najlepszego w dalszym realizowaniu się jako członkinie naszej spółdzielni.
– Jeśli i trzecia pani wygra, to znaczy, że spółdzielnia zupełnie nie miała racji? Warto było?
– Powiedzenie mówi: „pożyjemy, zobaczymy”. Trzecia pani nie może podeprzeć się nieświadomością, gdyż w protokole z posiedzenia Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Gdańska na której zapadły decyzje o wstrzymaniu podpisania porozumienia jest aż nadto przykładów świadomego działania przeciwko interesowi spółdzielni, a to było powodem jej wykluczenia. Czy było warto? W działaniach Rady Nadzorczej nie było niczego osobistego. Do takiego potraktowania członka spółdzielni zobowiązuje radę statut, który nakazuje eliminować z grona członków tego, który świadomie działa przeciwko interesowi spółdzielni.
– Żabianka systematycznie dba o markę firmy i zdobywa prestiżowe nagrody. To cieszy, ale i zobowiązuje do systematycznego podnoszenia poprzeczki…
– Kwestie nagród i wyróżnień omówiłem. Mogę jedynie potwierdzić, że zobowiązują one Radę Nadzorczą do utrzymania dotychczasowego kursu na progres, choć ciągłe zwyżki kosztów niezależnych od spółdzielni stwarzają naprawdę spore problemy. Chcemy, by te zwyżki kosztów zewnętrznych nie generowały, o ile to możliwe, wzrostu kosztów opłat czynszowych. Rada Nadzorcza analizując przedkładane przez zarząd spółdzielni propozycje planów działania w szerokim zakresie działalności, znajduje potwierdzenie, iż nasza spółdzielnia trafiła na wyjątkowo sprawnie działający zarząd, nie obarczony grzechami rutyny i przyzwyczajeń. Zarząd działający według autorskiego projektu pana Dariusza Petrowskiego dobrze rokuje na przyszłość naszej spółdzielni. Na pytanie o minusy można odpowiedzieć twierdzeniem, że jeśli stanowiący prawo nie będą przeszkadzali spółdzielczości, to na pewno sobie poradzimy.
– Co dla Pana jest priorytetem w swojej działalności szefa rady nadzorczej na 2014 rok? Czym ten nowy rok zaowocuje na Żabiance?
– Na przyszły, 2014 rok, mamy opracowane plany działania polegające na systematycznym remontowaniu ciągów pieszo-jezdnych, pozyskiwaniu nowych miejsc parkingowych, dokończenia dociepleń stropodachów, wymiany oświetlenia na klatkach schodowych na oszczędne – inteligentne, a w dalszej perspektywie wymiany wind i estetyki klatek schodowych.
– Ludziom jednak żyje się coraz trudniej, wielu traci pracę, a tym samym wielu popada w zadłużenia, także spółdzielcze, nie płacąc czynszów. Jaka jest skala tego problemu?
– Na szczęście, ten problem, tak jak innych, dotkliwie nas nie dotknął. Zadłużenie czynszowe utrzymuje się na najniższym poziomie (ok. 5 procent w stosunku rocznym) w Gdańsku, potwierdzając tym prawidłową pracę Komisji Mieszkaniowej Rady oraz służb windykacyjnych.
– Są jednak przypadki, gdzie nie utrata pracy, lecz zła wola są przyczynami. Niektórzy mieszkańcy wolą żyć na cudzy koszt…
– Zdarzają się, na szczęście nieliczne, przypadki o których mowa. Są jednak nieliczne i dość skutecznie likwidowane przez działania zarządu i radcy prawnego. Rozstrzygnięcia sądowe eliminują takie przypadki.
– Idą święta, jak będą wyglądały w domu przewodniczącego Rady Nadzorczej? Co przyniesie gwiazdor pod choinkę?
– Nader osobiste pytanie. Powiem jednak, że w niczym nie będą odbiegały od tradycji spotkania w gronie Rodziny: z dziećmi i wnukami, przy opłatku, wspólnie śpiewanej kolędzie, karpiu, pierogach z kapustą i grzybami, słowem pyszności. Co zaś znajdę pod choinką? Może książkę, jakieś kosmetyki, może koszulę i krawat. Nie wiem, czy byłem wystarczająco grzeczny…
– Jakaś ulubiona potrawa wigilijna?
– Zdecydowanie barszcz, pierogi z kapustą i grzybami.
– Czego życzy pan mieszkańcom Żabianki?
– Nie zaskoczę nikogo! Wszystkim spółdzielcom, bez żadnego wyjątku: szczęścia i zdrowia, wszelkiej pomyślności, a w szczególności wiary w to, że wszyscy członkowie Rady Nadzorczej do tych serdecznych życzeń jak jeden mąż się przyłączają. Dla Nich i dla całego zespoły Gazety Żabianki – Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.
– Bardzo dziękujemy, dobrych, spokojnych świąt!

Rozmawiał: TG

Filar Spółdzielczości` 2013

petrowski
Rozmowa z Dariuszem Petrowskim, prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej Żabianka

– Spółdzielnia „Żabianka” jest laureatem wielu nagród. Panie prezesie, warto było?
– W roku 2012 po raz pierwszy przystąpiliśmy do projektu Symbol Polskiej Spółdzielczości Mieszkaniowej organizowanego przez Gazetę Prawną –Monitor Rynkowy. Zostaliśmy laureatem. Spółdzielnia ma prawo używać logo symbolu. W roku 2013 postanowiliśmy wziąć udział w kilku programach i osiągnęliśmy sukcesy – Symbol Polskiej Spółdzielczości Mieszkaniowej 2013, Dobra Spółdzielnia 2013, Grand Prix programu Dobra Spółdzielnia 2013. Ukoronowaniem roku 2013 był udział w programie Filar Spółdzielczości organizowanym przez Forum Przedsiębiorczości – dodatku do Dziennika Gazeta Prawna. Trzeba podkreślić, że ten program ma najwyższy poziom w zakresie wymagań dla uczestników ubiegających się o laur „Filaru”. Z satysfakcją informuję, że nasza spółdzielnia otrzymała tytuł Filary Spółdzielczości za rok 2013. Wręczenie statuetek symbolizujących przyznany tytuł zostało dokonane w Katowicach 7 listopada tego roku. Więcej informacji na stronie www.forum-przedsiebiorczosci.pl/. Spółdzielnia nasza buduje swoją markę i prestiż, i dąży zdecydowanie do wytyczonego celu, który został nakreślony przez Radę Nadzorczą w 2004 roku. Ten cel to pozycja lidera wśród 4000 spółdzielni mieszkaniowych w Polsce. Cel ambitny, ale po prostu osiągalny, co udowadniamy na każdym kroku. Za bardzo nie rozumiem pytania, czy warto? Coś pan sugeruje?
– Dochodzą do mnie sygnały od niektórych mieszkańców, że Petrowski kupuje sobie te nagrody i nic one nie znaczą, są fanaberią zarządu spółdzielni.
– Teraz rozumiem skąd takie pytanie. Paradoks polega na tym, że błędne jest pojęcie, co to jest spółdzielnia, gdyż zadając takie pytanie mieszkańcom naszego osiedla, którzy najczęściej są członkami naszej spółdzielni, usłyszymy przeróżne odpowiedzi. Że to ta administracja przy ul. Gospody, te budynki z wielkiej płyty, ten zarząd z prezesami. A spółdzielnia to po prostu coś, co powstało w oparciu o złożone deklaracje przystąpienia do spółdzielni przez osoby które dobrowolnie wyraziły taka wolę. Spółdzielnię tworzą jej członkowie – bez nich nie ma spółdzielni. Brak świadomości tej prostej w sumie rzeczy tworzy wiele nieporozumień a jednocześnie jest największą bolączką.
– Dlaczego bolączką?
– Bo nasi ustawodawcy tworzą prawo dla spółdzielni, a więc członków, osób z krwi i kości żywych i nie anonimowych. A robią to tak, że można odnieść wrażenie, że prawo dotyczy materii martwej bezmyślnej i przedmiotowej. Dlaczego ustawodawca może tak robić? Bo żeruje na braku poczucia przez członków spółdzielni faktu, że spółdzielnia to oni i to prawo ma ich dotyczyć. Nie prezesa czy pracownika, tylko właśnie członka spółdzielni. W ruchu spółdzielczym funkcjonuje według różnych szacunków około 10 milionów obywateli naszego państwa i to z prawem wyborczym, ale przełożenie tego faktu na realia życia politycznego są znikome i w sumie niezauważalne. I trudno się dziwić skoro od końca lat 80-tych ubiegłego wieku jest permanentnie prowadzona medialna nagonka na spółdzielczość w celu zdyskredytowania tej formy działalności, a docelowo unicestwienie spółdzielczości za wszelka cenę. Po co? Odpowiedź jest w gruncie rzeczy prosta. Chodzi o zlikwidowanie 10 milionowej grupy obywateli, którzy mogą podjąć działania szkodliwe dla elit politycznych – 1 członek spółdzielni to przecież 1 głos w wyborach, każdych wyborach. A przy okazji jest jeszcze jeden ważny – kto wie czy nie kluczowy – aspekt tej sprawy. To majątek członków spółdzielni, majątek w gruntach, pawilonach, lokalach użytkowych itp. Zmiany prawa mają jeden cel…
– Likwidację spółdzielni i powstanie wspólnot?
– Oczywiście. Konsekwencją będzie podział majątku na powstałe wspólnoty. Ile jest dzisiaj warty majątek członków spółdzielni naszej łatwo policzyć. Krótko rzecz ujmując, to kolosalny majątek. A ile będzie warty w przypadku likwidacji spółdzielni w momencie powstania z mocy prawa wspólnot? To ureguluje podaż, a trzeba tu jasno powiedzieć że likwidacja 4000 spółdzielni i wyprzedaż ich majątku drastycznie obniży wartość majątku. Podaż w znacznej mierze przekroczy popyt. I kto kupi majątek spółdzielni, kto się na tej operacji wzbogaci, a kto straci? Mrzonki? A taki przykład. Zlikwidowano PGR-y. Pracownicy tam zatrudnieni stracili jedyną pracę, jaką mieli i z której żyli. Powstała Agencja rządowa która zajęła się wyprzedażą majątku zlikwidowanych PGR-ów. Grunty rolne w tysiącach hektarów przeszły w ręce prywatne. Czy nowi właściciele stworzyli nowe miejsca pracy dla byłych pracowników PGR-ów i uprawiają ziemię? Pewnie w odosobnionych przypadkach tak, ale po wejściu do Unii Europejskiej właścicielom bardziej się opłaca sadzić lasy na swoich gruntach i brać dopłaty z unii, niż tworzyć miejsca pracy i prowadzić gospodarstwa rolne.
– Co ma piernik do wiatraka?
– No ma bo te grunty można było wydzierżawić, a w dalszej kolejności sprzedać pracownikom PGR-ów którzy w ramach ruchu spółdzielczego, jako spółdzielnie prowadziłyby gospodarstwa rolne. Proste, ale niestety w tym momencie nie byłoby złotego interesu wąskiego grona wtajemniczonych, którzy dorobili się zgodnie z literą prawa. Tylko ktoś to prawo wymyślił po to, żeby obłowił się „ktoś”. Nasz udział w programach organizowanych przez media – w tym przypadku Dziennik Gazeta Prawna – pozwala na publikowanie stanowiska spółdzielni w sprawach istotnych dla ich funkcjonowania. To jest główny cel. Staramy się dotrzeć z przekazem od środowiska spółdzielczego do szerokiego ogółu mieszkańców naszego państwa i do ustawodawcy, który o naszym losie będzie decydował. A teraz pytanie, kto otrzymał wyżej wymienione tytuły?
– Petrowski?
– No nie. To ta osoba, która dyskredytuje otrzymanie tych nagród i powątpiewa w sens takiego programu jest laureatem tej nagrody. Tytuły otrzymała Spółdzielnia Mieszkaniowa „Żabianka”, czyli członkowie tej spółdzielni. Czy to nie paradoks, że zdobywca nagrody jest oburzony że mu ją przyznano? Dokładnie ten element spółdzielczości jest kuriozalny. A przyczyna – to jeszcze raz podkreślę, że to brak świadomości co to jest spółdzielnia. Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że warto brać udział we wszelkich medialnych programach, które promują ruch spółdzielczy i pozwalają na wyrażanie stanowiska spółdzielców co do swojej przyszłości w świetle mających nastąpić zmian w prawodawstwie. W naszej spółdzielni mieszka ponad 10 tysięcy osób z tego 4500 tworzy tą spółdzielnię i nie dziwi mnie fakt, że w tak dużym gronie są różnice zdań w każdej kwestii dotyczącej działalności spółdzielni. Istotą jest, aby działalność spółdzielni była wypadkową wszystkich opinii i swego rodzaju kompromisem, gdyż nie jest możliwe aby w jednej konkretnej sprawie była jednomyślność i żeby wszyscy byli zadowoleni. Kompromis powinien być wypadkową działań zarządu spółdzielni.
– Kompromis kompromisem, ale czy docierają do pana pozytywne opinie na temat przyznanych nagród?
– Oczywiście że tak. Świadomość, co to jest spółdzielnia, w naszej spółdzielni jest na dużo wyższym poziomie, niż średnia i fakt otrzymania nagród jest pozytywnie odbierany przez naszych mieszkańców. Takim barometrem w tej sprawie jest Rada Nadzorcza, a więc organ statutowy spółdzielni, który otrzymał mandat do reprezentowania wszystkich członków spółdzielni w demokratycznych wyborach na Walnym Zebraniu Członków. I tu sprawa jest jasna. Rada Nadzorcza pilnie obserwuje zabiegi zarządu zmierzające do zdobycia kolejnych nagród przy czym wspiera nas i dopinguje. Po prostu członkowie spółdzielni wybrani do Rady Nadzorczej są otwarci na każde działanie podejmowane przez zarząd zmierzające do osiągnięcia wytyczonego celu. Jesteśmy liderem w gronie spółdzielni w Polsce. Oczywiście, tylko że można to spuentować w następujący sposób: wygrywa Kowalski milion w totolotka i się cieszy. Ludzka rzecz. A Nowak, jak wygrał milion, to stwierdził, że jeszcze trzy osoby w tym samym losowaniu wytypowały „6” i wygrał „tylko” milion, a mógł wygrać 4 miliony. Cóż za niesprawiedliwość, nieprawdaż?
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: TG

Adamowicz na Żabiance

Żabianka

Prezydent wskazywał kto i za jest odpowiedzialny, by uwzględnić oczekiwania mieszkańców Żabianki Fot. tg
Oto zapis konkretnych ustaleń, do których doszło podczas spotkania Pawła Adamowicza z mieszkańcami Żabianki. Wskazani są konkretni wykonawcy przyjętych przez prezydenta zadań do wykonania. Wszystko po to, aby było wiadomo kto i za co jest odpowiedzialny.
Komunikacja z Ergo Areną – ul. Orłowska kończy się na wysokości granicy z Sopotem, ostatni odcinek drogi jest nieutwardzony. Marcin Dawidowski, dyrektor Wydziału Programów Rozwojowych: „ul. Orłowska przewidziana została jako droga dojazdowa do szkoły (rozwiązanie wypracowane ze spółdzielnią).
Prezydent Miasta Gdańska, Paweł Adamowicz: „można ułożyć płyty dopóki nie będzie Drogi Zielonej, postawić szlaban i zamykać drogę na czas imprez w Ergo Arenie (droga awaryjna), na co dzień droga mogłaby by służyć mieszkańcom”. Dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni M. Kotłowski musi jeszcze skonsultować temat z Policją.
Sprawa złego stanu płotu przy SP 60 i budowy boiska. Marcin Dawidowski: „będzie remont tymczasowy płotu”. Paweł Adamowicz: „boisko będzie wybudowane w przyszłym roku i wówczas powstanie też docelowe ogrodzenie”.
Jelitkowo i domki rybackie przy ul. Bałtyckiej – będzie problem z wysiedleniem mieszkańców, jeśli nie będzie wykupu mieszkań. Wiesław Bielawski, zastępca prezydenta Gdańska: „teren jest miejski, jest koncepcja, by były tam funkcje usługowe, rekreacyjne. Domki rybackie nie będą natomiast na sprzedaż”. Paweł Adamowicz: „Jelitkowo ma potencjał Sopotu Dolnego, na pewno musi tam być teren rekreacyjny dla mieszkańców i turystów, ale trzeba zrobić plan zagospodarowania, skonsultować z konserwatorem, to plan na kilka lat, należy więc pomyśleć o tymczasowych rozwiązaniach. Polecenie do prezydenta Macieja Lisickiego – wynajęcie domków na działalność artystyczną, nawet za symboliczną złotówkę, ale z zastrzeżeniem, że „coś tam musi się dziać”, trzeba skonsultować się z dyr. Czekanowiczem (może stypendia dla artystów z wymogiem np. wystawiania swoich prac).
Nieopisane ojemniki na śmieci. Mieczysław Kotłowski, dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni: „firma działająca na terenie osiedla miała kłopot z naklejkami”.
Kamery. Tadeusz Bukontt, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego: „w grudniu br. będą zamontowane dodatkowe kamery (załącznik do protokołu obejmuje spis lokalizacji).
Katastrofalny stan ul. Bałtyckiej, czy można jej nie udostępniać dla turystów?
Paweł Adamowicz: „prawdopodobnie zarządca się pomylił”. M. Kotłowski: „nawierzchnia i chodnik są w złym stanie technicznym, można wykonać tymczasowe naprawy i zrobić z ulicy deptak”.
Wniosek o parking przy ul. Subisława (przy torach) dopóki nie powstanie Droga Czerwona. Wiesław Bielawski: „plan zagospodarowania mówi o zakazie tymczasowego użytkowania”. Paweł Adamowicz do W. Bielawskiego: „należy wobec tego złożyć wniosek o zmianę planu z funkcją tymczasowego parkingu do czasu budowy Drogi Czerwonej.
Wniosek o ławki przy Ergo Arenie. Paweł Adamowicz do Rady Osiedla: „proszę wskazać miejsca i tam będą postawione ławki”.
Poprawa skomunikowania osiedla w stronę Ergo Areny – było dobrze, jak jeździł autobus 122. Maciej Lisicki: „autobus 122 miał zmienioną trasę tymczasowo, teraz wrócił na starą trasę, jest to linia finansowana przez Sopot, który ustala w którym miejscu autobus ma wjechać do Sopotu”. Propozycja Rady Osiedla by raz na 2 godziny autobus jeździł poprzednią trasą. Maciej Lisicki: „można przeanalizować ten wariant”. Paweł Adamowicz: „proszę umówić się na spotkanie z dyrektorem Zarządu Transportu Miejskiego, Jerzym Dobaczewskim.
Brak toalet przy przystanku SKM, dlaczego nie można odtworzyć zamkniętej ubikacji? Paweł Adamowicz do Dimitrisa T. Skurasa, dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej: „trzeba porozmawiać z PKP, miasto może dołożyć pieniędzy i można by zrobić płatną toaletę”.
Czy są terminy realizacji Drogi Zielonej? Marcin Dawidowski: „w ciągu 12 miesięcy Gdańsk wspólnie Sopotem wybierze ostateczny wariant przebiegu Drogi Zielonej”.
Problem z parkingami, zwłaszcza przy kościele (wniosek proboszcza). Paweł Adamowicz: „miasto może być tylko stroną doradczą, teren jest spółdzielni, dyrektor Kotłowski i prezydent Lisicki mogą jedynie służyć radą.
(TG)

Bliżej ludzi i ich spraw…

nowaczek

Aleksander Nowaczek: „Spółdzielnia musi się zmieniać, bo zmienia się cały Gdańsk”…
Fot. TG

W ostatnich tygodniach na Morenie pojawiło się więcej osób w jaskrawych kamizelkach. Okazało się, że służby LWSM „Morena” postanowiły stać się widoczne na osiedlu. O przyczynach takich działań i o tym, czy przełoży się to na jakość pracy służb spółdzielnianych rozmawiamy z odpowiedzialnym za utrzymanie administracji zastępcą prezesa zarządu LWSM „Morena”, Aleksandrem Nowaczkiem.
– Panie prezesie, skąd nagle na naszym osiedlu tak dużo osób w jaskrawych kamizelkach z napisem LWSM „Morena”?
– To ci sami pracownicy, którzy dotychczas pracowali w spółdzielni, tylko wyraźnie oznakowani. Chcemy, żeby mieszkańcy z daleka widzieli, gdzie mogą znaleźć osoby, które w zakresie utrzymania osiedla mogą służyć im pomocą.
– I to przynosi efekty?
– Lepsze, niż bym się spodziewał. Już w pierwszym tygodniu pracownicy stwierdzili, że są o kilka razy częściej zatrzymywani przez mieszkańców na terenie osiedla. Na tym nam właśnie zależało, żeby nie było anonimowości wśród naszych pracowników. To ma być widoczny sygnał dla naszych członków, że służby spółdzielni są dla nich, żeby służyć pomocom mieszkańcom. Zależy nam na tym, żeby pracownicy spółdzielni byli bliżej ludzi.
– A dotychczas nie był?
– Był, lecz tej bliskości nie było widać, ani nie było czuć. Bardzo często zdarzało mi się słyszeć od mieszkańców gorzkie słowa, gdy jednak dociekałem, o co chodzi, to najczęściej o sprawy sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat. Mi zależy na tym, żeby ludzie widzieli, że ten zarząd rzeczywiście rozwiązuje problemy, które przez wiele lat były zamiatane pod dywan.
– Czego możemy się wobec tego spodziewać, zamiast zamiatania problemów pod dywan?
– Proszę spojrzeć na fakty. W tym roku docieplamy aż 24 budynki, a w przyszłym chcemy zakończyć proces docieplania całego osiedla. Rozpoczęliśmy wymianę oświetlenie klatek schodowych na energooszczędne, budujemy nowe place zabaw dla dzieci, zamierzamy ustawić urządzenia do ćwiczeń dla dorosłych. Wyremontowaliśmy klub sportowy, który oferuje atrakcyjną ofertę dla mieszkańców, podobnie Dom Kultury tętni życiem. Rozpoczęliśmy budowę nowoczesnego systemu monitoringu, który znacząco poprawia bezpieczeństwo naszego osiedla. Oczywiście jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia, ale nie możemy odpowiadać za wieloletnie zaniedbania.
– Czy aby pan trochę nie przesadza z tymi opóźnieniami?
– Chciałbym, żeby Morena była nowoczesnym osiedlem, w którym się dobrze i bezpiecznie żyje ludziom. Dlatego porównuję nasze osiedle do innych dobrze zarządzanych obszarów Gdańska. W wielu osiedlach proces docieplania budynków zakończył się już kilka lat temu, na chodnikach i drogach osiedlowych pojawiła się nowa nawierzchnia z kostki, powstały nowe parkingi, wymieniono windy, zainstalowano energooszczędne oświetlenie, i są pieniądze na pielęgnację małej architektury i terenów zielonych. To wszystko dopiero przed nami, i teraz pracujemy na tym, żeby w krótkim czasie zainicjować procesy, które pozwolą nam nadrobić zaległości.
– A czego jeszcze pana zdaniem potrzeba na Morenie?
– Myślę, że te najpilniejsze potrzeby zostały trafnie zdiagnozowane w uchwalonej w tym roku przez Walne Zgromadzenie „Strategii rozwoju LWSM Morena w latach 2013-2030”. Ja staram się, żeby świadomość powagi stojących przed nami zadań mieli wszyscy pracownicy spółdzielni, że nie wystarczy tylko założyć jaskrawych kamizelek i już możemy mieć spokojne sumienie. Spółdzielnia musi się zmieniać, bo zmienia się cały Gdańsk.
– No właśnie – znowu wracamy do tych jaskrawych kamizelek. Skoro one nie wystarczają, to czego możemy się spodziewać po tej zmianie?
– Łatwiej będzie mi to wyjaśnić na przykładzie. Ostatnio coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których do Zarządu wpływają pochwały na naszych gospodarzy. Ale to grono chwalonych osób powiększa się zbyt wolno, a sprzątanie to przecież czynność, którą każdy z nas robi w domu, więc o te pochwały powinno być stosunkowo łatwo. Ja bym chciał, żeby w spółdzielni pracowali tylko tacy gospodarze, których mieszkańcy będą chwalili. Bo dla mnie gospodarz to znaczy troskliwy opiekun, to osoba, która o powierzone mienie troszczy się tak samo sumiennie, jak o swój rodzinny dom. Te kamizelki mają również przypominać pracownikom, że pełnią odpowiedzialną służbę, że powierzono w ich ręce wspólne dobro spółdzielców.
– Czy nie jest to wizja szklanych domów?
– Rzetelne sprzątanie terenu i troszczenie się o powierzone mienie to nie są szklane domy. Proszę wierzyć, że my w niektórych obszarach naprawdę mamy takich pracowników, z których autentycznie jestem dumny. Bardzo żałuję, że jeszcze tak nie jest wszędzie, ale widać dobry kierunek. Trzeba się tylko rzetelnie przyłożyć do wypełniania swoich obowiązków, zwłaszcza, że wymagania rosną. Ci, którzy im nie sprostają, nie mogą liczyć na pobłażliwość.
– A może pan przytoczyć przykład tych rosnących wymagań?
– Proszę bardzo. W sierpniu opracowaliśmy nowe standardy utrzymania czystości w budynkach i ich otoczeniu. Wiele prac zostało wystandaryzowanych i ujętych w precyzyjnych harmonogramach. Te nowe standardy przetestowaliśmy na grupie 10 najlepszych gospodarzy. Na początku był opór, ale po kilkunastu dniach ci sami gospodarze, którzy się wcześniej sprzeciwiali nowym standardom, sami przyznali, że mają po prostu dobrze zorganizowaną pracę, i że to wszystko jest logiczne i sensowne. Od tego miesiąca nowe standardy utrzymania czystości i porządku trafiły do wszystkich, i będziemy się mogli przekonać, kto im nie będzie chciał sprostać. Bo że można im sprostać, to już wiemy, bo to w naszej spółdzielni przetestowaliśmy. Wkrótce wszyscy mieszkańcy powinni zobaczyć te nowe standardy wywieszone na swoich klatkach schodowych, tak, żeby wiedzieli, czego mogą wymagać od gospodarzy swoich budynków.
– A gdyby te wymagania, te nowe standardy, nie były przez gospodarzy realizowane?
– Cóż, takie standardy obowiązują w nowoczesnych budynkach, i nasi mieszkańcy mają prawo oczekiwać od nas zapewnienia im takich samych warunków. Na każdej klatce schodowej zostaną wywieszone nazwiska administratorów, którzy są odpowiedzialni za utrzymanie poszczególnych części osiedla, wraz z numerami telefonów i adresami e-mail. Każdy będzie mógł zadzwonić, wysłać sms-a lub napisać e-mail, ze zgłoszeniem dostrzeżonych problemów lub niedociągnięć.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Tadeusz Gruchalla

Ferie ze sztuką

Na zbliżające się ferie zimowe Dom Kultury Morena przygotował bogatą ofertę dla dzieci i młodzieży. Do wyboru są całodzienne półkolonie lub pojedyncze zajęcia które będzie prowadzić wykwalifikowana kadra pedagogów, artystów oraz absolwentów Akademii Sztuk Pięknych.
Codziennie prowadzone będą tematyczne bloki zajęć, więc każde zapisane dziecko będzie mogło wybrać sobie dziedzinę, w której chce się rozwijać. Możliwości będzie naprawdę dużo: taniec nowoczesny, warsztaty wokalno-aktorskie, rysunek, malarstwo, rękodzieło itp. Karnet tygodniowy na 5 warsztatów (każdy po godzinie czasu) kosztować będzie 69,00 złotych (dla wszystkich chętnych) oraz 55,20 zł (dla członków LWSM).
Równolegle prowadzone będą półkolonie. Codziennie odbywać będą się zajęcia artystyczne według wybranego przez rodzica profilu. Tygodniowy koszt pobytu dziecka na półkoloniach, opieka wykwalifikowanej kadry plus wyżywienie (w tym jeden ciepły posiłek) – to 199 zł (159,20 zł dla członków LWSM). Zajęcia będą odbywały się codziennie między godz. 9 a 15, jednak opieka dla dzieci będzie zapewniona już od godz. 8 aż do 17.
Dom Kultury Morena przygotował do wyboru trzy profile zajęć: wokalno–aktorski, czyli codzienne zajęcia ze śpiewu, zachowanie na scenie, praca z mikrofonem, panowanie nad emocjami; plastyczny, czyli codzienne zajęcia rozwijające zdolności manualne: poznawanie życia i twórczości wielkich mistrzów oraz zgłębianie technik plastycznych, taneczny, czyli zajęcia z tańca nowoczesnego z elementami hip-hopu i zumby kids.
Do tego dla wszystkich dzieci przygotowano liczne zajęcia do wyboru: angielski na wesoło, zabawy integracyjne dla lepszego poznania siebie i innych, zajęcia poprawiające koncentracje i pamięć, zajęcia z konstruktywnego reagowania na rożne zachowania ludzi oraz z rozpoznawania uczuć, ogólnorozwojowe Weronika Sherborne, Metoda Dobrego Startu (wykluczenie dysleksji dla dzieci z ryzyka dysleksji).
Dom Kultury przygotował również specjalną ofertę dla młodzieży. To zajęcia: konstruktywnego planowania dnia wolnego, z uświadamiania sobie negatywnego myślenia o sobie i innych, z uświadamiania sobie złości, profilaktyczne dotyczące uzależnień: alkoholizm, narkomania, dopalacze. Będą również zajęcia na temat samooceny, metod relaksacji, zachowań takich jak: asertywność, agresja, uległość czy manipulacja. Nie zabraknie zajęć integracyjnych, pomagających budować relacje z innymi czy z wyrażania uczuć – konstruktywnego mówienie tego, co się czuje. Oferta ta z pewnością pomoże niejednej osobie w lepszy poznaniu swoich mocnych i słabych stron, oraz rozwinie umiejętności społeczne przydatne w kształtowaniu osobowości i charakteru.
(t)

Wycieńczona kobieta uratowana

77-letnią mieszkankę Moreny, znajdującą się w stanie wycieńczenia organizmu, uratowali policjanci z sąsiedniego Suchanina. Kobieta zasłabła i dwa dni leżała w brodziku kabiny prysznicowej. Woda zalewała dolne mieszkania, zareagowali poszkodowani sąsiedzi.

I pewnie gdyby owa woda zalewająca sąsiadom z dolnej kondygnacji mieszkania, nie byłoby reakcji i pomocy. Poszkodowani zaalarmowali administrację spółdzielni, a ta o sytuacji powiadomiła Policję. pracownicy spółdzielni mieszkaniowej Morena. Twierdzili, że z jednego z mieszkań w bloku leje się woda, która zalewa inne lokale, a z właścicielką nie ma kontaktu. Dyżurny miał podejrzenie, że 77-letniej właścicielce mieszkania mogło się coś przytrafić. Dlatego pod wskazany adres skierował dzielnicowych. Gdy policjanci weszli do mieszkania, w brodziku kabiny prysznicowej znaleźli leżącą kobietę. 77-latka nie mogła podnieść się o własnych siłach, była wycieńczona, ale przytomna. Prawdopodobnie zasłabła, lecz gdy się ocknęła, nie była w stanie się ruszyć i leżała od co najmniej dwóch dni, czekając na pomoc.
Funkcjonariusze natychmiast wezwali pogotowie ratunkowe. Starsza kobieta została przewieziona do szpitala na obserwację.
(t)

LWSM uzyskała przeszło 40 tys. zł.

Spółdzielnia Morena uzyskała 41 tys. zł z tytułu kar umownych od firmy Techem. 4 grudnia Sąd Okręgowy w Gdańsku IX Wydział Gospodarczy ogłosił wyrok w sprawie z powództwa LWSM Morena przeciwko Techem -Techniki Pomiarowe o zapłatę kar umownych z tytułu nie zrealizowania w umownym terminie dostawy i montażu termostatycznych zaworów grzejnikowych w częściach wspólnych budynków mieszkalnych będących w zasobach LWS „Morena”.
Sąd podzielił stanowisko LWSM Morena, że Techem nie wykonał montażu zaworów w terminie umownym tj. do 15 września 2010 roku. Do dnia 29 października 2010 roku został wykonany montaż 2391 zaworów z ogólnej liczby przewidzianej do montażu 3124 szt. Całkowity montaż zaworów nastąpił 28 października 2011roku.
Jak informuje Henryk Talaśka, wiceprezes zarządu Moreny, zgodnie z umową 17 sierpnia 2010 roku Techem zobowiązał się do montażu termostatycznych zaworów grzejnikowych z terminem wykonani do dnia 15 września 2010 roku. 28 października 2010 roku czyli do dnia odbioru częściowego zamontowano 2391 zaworów termostatycznych. Protokół odbioru montażu 733 zaworów został podpisany 28 października roku 2011 czyli ponad rok po dacie zapisanej w umowie. Według LWSM w tej dacie zrealizowany został pełen zakres prac objętych umową.
28 czerwca 2012 roku Dział Techniczny dokonał wyliczenia kary na kwotę 20 516,72 zł. Techem wnosił o uznanie kwoty 20.516,72 zł jako kwoty określającej całość roszczenia LWSM. Sąd Okręgowy uznał w części roszczenia LWSM i zasądził od firmy Techem na rzecz spółdzielni przeszło 20 tys. zł. Całkowity koszt kar na rzecz LWSM wyniósł ok. 41.000 zł.
(t)

Budują linię tramwajową

tramwaj

Będą utrudnienia w ruchu na Rakoczego. Fot. t

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, prezes GIK Ryszard Trykosko oraz przedstawiciele firm MTM i Rajbud podpisali umowę na budowę linii tramwajowej na Morenę. Ruszyły już prace przy budowie 3,6-kilometrowej linii tramwajowej. Ruszy przebudowa instalacji podziemnych. Całość ma być gotowa pod koniec września 2015 r.
Już od kilku dni wzdłuż ul. Rakoczego i ul. Nowolipie w Gdańsku widać pracujące w świetle wspomnianych ulic maszyny budowlane. To początek prac związanych z budową linii tramwajowej z Siedlec w kierunku Moreny. Inwestorem jest miejska spółka Gdańskie Inwestycje Komunalne. Natomiast wykonawcą została niedawno firma Budowlano-Drogowa MTM, która o zamówienie ubiegała się wspólnie z firmą Rajbud. Inwestycja pochłonie 116 mln zł.
– Aktualne prace przy budowie linii prowadzone są w zależności od warunków atmosferycznych. Została już wycięta część drzew przy Pętli Siedlce, trwają też prace ziemne praktycznie na całym odcinku planowanej linii – mówi Magdalena Skorupka Kaczmarek, rzecznik prasowy GIK.
Do tej pory wykonawcy udało się odsłonić pas przyszłego torowiska między jezdniami, począwszy od budowanej stacji PKM Brętowo do wysokości ul. Bulońskiej i niewielki kawałek nieopodal stacji paliw Neste. Co ciekawe, grunty organiczne pochodzące z pasów zieleni, na którym zaprojektowano linię tramwajową, nie są wywożone na składowisko poza miasto. Wykonawca gromadzi je w odległości kilkuset metrów – na pasie zieleni przy ul. Bulońskiej.
Przed wykonawcą teraz mozolne prace związane z przebudową sieci podziemnych. Jeśli tej zimy nie będzie trzaskających mrozów, z pewnością uda się wykonać założenia.
Nowa linia z Siedlec na Morenę przebiegać będzie od Pętli Siedlce wzdłuż ul. Kartuskiej przez ul. Nowolipie, ul. Rakoczego aż do przystanku PKM Brętowo, na którym pasażerowie będą mogli wsiadać do kolejki w kierunku lotniska lub Wrzeszcza. W późniejszym etapie budowa linii tramwajowej obejmie także odgałęzienie od ul. Rakoczego do ul. Bulońskiej (rejon ul. Myśliwskiej).
Inwestycja przewiduje przebudowę istniejącej pętli tramwajowej Siedlce na kolejny już w Gdańsku węzeł przesiadkowy tramwaj-autobus. Linia pobiegnie wzdłuż ul. Kartuskiej i pomiędzy jezdniami ul. Nowolipie – Rakoczego. Na nowej trasie pojazdy zatrzymają się na przystankach: Piekarnicza, Belgradzka, Warneńska, Kolumba oraz PKM Brętowo.
Przystanek PKM Brętowo będzie stanowić nietypowe zwieńczenie trasy w postaci torów odstawczych, gdzie motorniczy będzie kończył bieg podobnie jak pociąg i zmieniał kabinę, aby po przejechaniu rozjazdów między torami powrócić w kierunku Siedlec.
Nowością będzie też utworzenie wspólnego przystanku tramwajowo-autobusowego Warneńska. Z jednej platformy korzystać będą zarówno autobusy poruszające się po specjalnie przygotowanym torowisku, jak i tramwaje. Ułatwi to znacznie przesiadki pomiędzy tymi środkami transportu.
Niewątpliwie jednak najważniejszym obiektem, który należy zbudować, by mówić o połączeniu tramwaju z koleją, będzie estakada, którą pobiegnie właśnie budowana linia tramwajowa. Przeniesie ona ruch tramwajów nad jezdnią ul. Rakoczego w kierunku Niedźwiednika i równolegle wepnie się w przystanek PKM Brętowo.
– Ten projekt był przemyślany jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, razem z budową nowej dzielnicy Piecek-Migowa, ale nie został zrealizowany – tłumaczył prezydent Paweł Adamowicz.
– W międzyczasie pojawił się ważny, historyczny, cywilizacyjny projekt województwa pomorskiego – budowa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, która przebiegać będzie w tych rejonach, a nowa linia tramwajowa uzyskuje dodatkowe uzasadnienie, bo wpisuje się w tworzącą się całą nową sieć połączeń komunikacyjnych w całym mieście.
Zmieniona została organizacja ruchu na fragmencie ulicy Rakoczego w rejonie powstającego przystanku Brętowo. Na długości około 100 metrów ruch samochodów odbywa się w obu kierunkach po jednej jezdni (lewej – patrząc w kierunku Niedźwiednika). Taka organizacja potrwa do połowy stycznia, po czym ruch przełożony zostanie na drugą jezdnię.
(g)

Auto jak „kukułcze jajo”

wrak
Gdy samochód nie ma tablic, może go usunąć policja lub straż miejska              (fot. kod)

Porzucony przez właściciela samochód to wątpliwa „ozdoba” osiedla. Zwłaszcza, gdy takie auto to zdezelowany wrak, pozbawiony tablic rejestracyjnych. A do tego taka sytuacja oznacza o jedno miejsce do parkowania na naszych ciasnych uliczkach mniej.
Właściwie, to w polskim prawie nie ma terminu „wrak”. Jest „samochód, którego stan techniczny wskazuje na nieużytkowanie” np. taki, który nie ma tablic rejestracyjnych. Ale i tu nie ma reguły. Bywa, że komuś ukradną tablice lub właściciel wyjedzie za granicę, a w tym czasie samochód zostanie zdewastowany przez wandali. Potem stoi takie auto z powybijanymi szybami, bez powietrza w oponach, z urwanymi bocznymi lusterkami, ze zniszczonym wnętrzem i straszy swym wyglądem.
Blokada miejsca
Czasem z kolei auto nie jest zaniedbane, posiada tablice, ale właściciel z jakichś powodów przez wiele miesięcy się po nie nie zgłasza i blokuje cenne miejsce.
– Zastanawiam się, jak odzyskać dawne miejsca postojowe – mówi nasza Czytelniczka. – Chodzi o to, że od ponad roku na parkingu pod jednym z bloków stoją dwa samochody na rejestracjach z dwóch odległych województw. Domyślam się, że pewnie należą do osoby, która nie mieszka tutaj, ale z jakichś powodów pozostawiła tutaj auta. Gdzie to zgłosić i co z tym „fantem” zrobić?
Najlepiej z problemem zwrócić się do Straży Miejskiej. Zgodnie z ustawą „Prawo o ruchu drogowym” przez straż miejską lub policję na koszt właściciela mogą być usuwane porzucone samochody bez tablic rejestracyjnych lub pojazdy, których stan wskazuje na to, że nie są używane. Tak zakwalifikowane samochody mogą być usunięte z drogi publicznej, stref zamieszkania i stref ruchu.
Zanim auto pójdzie na złom
Jednak zanim porzucone samochody zostaną usunięte, strażnicy starają się dotrzeć do właściciela i proponują, by ten naprawił auto lub oddał je na złom. Niektórzy, zamiast na własny koszt odstawić porzucony samochód na złomowisko, odkręcają tablice rejestracyjne i pozostawiają auto na parkingu. Jednak jest to nieskuteczna metoda. Ustalenie właściciela, nawet w sytuacji, gdy auto nie ma tablicy rejestracyjnej, nie jest trudne.
Do takiego delikwenta wysyłane jest pismo. Jeżeli właściciel zobowiąże się, że wrak zostanie usunięty lub naprawiony, funkcjonariusze odstępują zazwyczaj od dalszego działania. A jeśli po wyznaczonym terminie porzucone samochody nadal znajdują się w tym samym miejscu, podejmują kolejne czynności. Pozostawione same sobie auta są odholowywane na płatny miejski parking, a kosztem obciążany jest właściciel wraku. Bywa jednak, że osoba, która figuruje jako właściciel, twierdzi, że samochód sprzedała, ale nie wyrejestrowała. Wówczas sprawa wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Zdarzają się także przypadki, że właściciel porzuconego auta zmarł albo wyjechał za granicę – wtedy wszystkie procedury trwają dłużej.
(kod)

By żyło się lepiej – w dzielnicach

budzet karw

Co jest najpilniej do zrobienia w dzielnicy?                                                           (fot. kod)
Uchwałę dotyczącą wprowadzenia zasad i trybu przeprowadzania budżetu obywatelskiego podjęli gdyńscy radni miasta. Wydarzenie to ma bezpośrednie przełożenie na jakość życia w poszczególnych dzielnicach.
Nie każde miasto budżet obywatelski posiada. Budżet taki, zwany także partycypacyjnym oznacza taki proces dyskusji i podejmowania decyzji, w którym każdy mieszkaniec miasta decyduje o tym, w jaki sposób wydawać część funduszu miejskiego lub też publicznego. Najczęściej budżet obywatelski jest tworzony poprzez wykorzystanie takich narzędzi, jak poznanie priorytetów w wydawaniu pieniędzy przez samych członków danej wspólnoty, wybór delegatów budżetowych, reprezentujących lokalne społeczności, wsparcie techniczne ze strony rajców miejskich (na poziomie lokalnym), lokalne i regionalne zgromadzenia w celu debaty i głosowania nad priorytetowymi wydatkami oraz zgłaszanie pomysłów mających bezpośrednie przełożenie na jakość życia mieszkańców.
Mieszkańcy decydują
Badania, a także praktyka miast korzystających z tej formy demokracji wskazują, że skutkuje on bardziej równym podziałem środków publicznych, wyższą jakością życia, zwiększonym zadowoleniem z usług publicznych, większą przejrzystością i wiarygodnością władz publicznych, większym udziałem w życiu publicznym, a także lepszą edukacją obywatelską. Tyle oficjalnej definicji. A jak to wygląda w praktyce? Gdynia zdecydowała się na przeprowadzenie konsultacji społecznych projektu budżetu obywatelskiego. W tej sprawie zostały zgłoszone dwa projekty – jeden Samorządności, a drugi obywatelski.
Pod koniec listopada odbyła się sesja Rady Miasta Gdyni. Radni podjęli dwadzieścia cztery uchwały, jeden projekt uchwały odrzucili. Wśród uchwał były między innymi te dotyczące wrowadzenia zasad i trybu przeprowadzania budżetu obywatelskiego.
– Propozycja jego wdrożenia w Gdyni jest oparta o strukturę jednostek pomocniczych, które gdyński samorząd od lat konsekwentnie wzmacnia, przekazując im kolejne środki i kompetencje – informuje biuro prasowe UM Gdyni. – Wdrożenie proponowanej uchwały pozwoli mieszkańcom 22 dzielnic Gdyni uczestniczyć bezpośrednio w projektowaniu części lokalnych wydatków. Kluczową rolę w procesie będą pełniły rady dzielnic. To ich siedziby będą punktami zgłaszania projektów do realizacji, za ich pośrednictwem będą odbywać się spotkania z autorami projektów proponowanych do realizacji.
Nowe procedury
Urzędnicy potwierdzają, że w ramach przeprowadzonych konsultacji społecznych, przyjęto na wniosek mieszkańców Gdyni szereg rozwiązań uzupełniających i precyzujących proponowane pierwotnie zapisy zasad realizacji budżetu obywatelskiego w Gdyni. Między innymi poszerzono zakres przedsięwzięć podlegających finansowaniu w ramach tego przedsięwzięcia, zmieniono zapisy dotyczące procedur zgłaszania i wyboru projektów, a także zasady dysponowania niewykorzystanymi w danej edycji środkami. W projekcie zaproponowano nowatorski w skali kraju sposób wyboru projektu, który z pewnością wpłynie na zwiększenie zainteresowania budżetem obywatelskim w Gdyni. Możliwość przedstawienia i wyboru projektów do realizacji będą mieli wszyscy mieszkańcy gdyńskich dzielnic, co skutkować będzie zwiększeniem aktywności w procesie decyzyjnym w sprawach dla nich ważnych i ich bezpośrednio dotyczących.
– Budżet obywatelski uzupełnia wachlarz istniejących już instrumentów finansowych w dzielnicach, tj. środki na bieżącą działalność rad dzielnic i środki na inwestycji – dodają urzędnicy. – Wpisuje się on w szereg działań o charakterze partycypacyjnym prowadzonych przez miasto, za które Gdynia została, jako pierwsze miasto w Polsce uhonorowana nagrodą prezydenta RP.
Środki dla RD
Przy okazji radni podjęli uchwałę co do ustalenia wysokości środków na działalność rad dzielnic w roku 2014. Od trzech lat bowiem rady dzielnic, w konsultacji z mieszkańcami wskazują najważniejsze przedsięwzięcia drogowe realizowane z budżetu miasta. Kolejnym narzędziem partycypacji mieszkańców w podejmowaniu decyzji o budżecie miasta jest właśnie procedura budżetu obywatelskiego, na którego pierwszą edycję przeznaczono 3 mln zł. Łączna kwota przekazana na oddolne przedsięwzięcia realizowane w dzielnicach, w kadencji 2010-2014 wynosi 32475442 zł.
Przy czym urzędnicy podkreślają, że środki na realizację lokalnych przedsięwzięć radni poszczególnych dzielnic mogą pozyskać także m. in. w ramach konkursów: „Gdynia po godzinach”, „Kultura w dzielnicy”, czy też „Bezpieczna dzielnica”.
(kod)