Uwaga! Strefa zamieszkania

Kolejne strefy zamieszkania pojawiają się na terenie Gdańska. Tymczasem, jak wynika z doświadczeń strażników miejskich, wielu kierowcom brakuje pełni wiedzy na temat zasad, które obowiązują na takich obszarach. Zdarza się, że nawet zarządcy terenów, którzy decydują się na ustawienie znaku D-40, nie końca mają świadomość, jakie powoduje to konsekwencje.
Strefy zamieszkania są obszarami specjalnymi, w których obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego. Piesi są w nich uprzywilejowani i wolno im poruszać się na całej udostępnionej do użytku przestrzeni, również po jezdniach. Kierujący muszą zawsze ustępować przechodniom pierwszeństwa! Prędkość pojazdów w strefach jest ograniczona do 20 km/h, a progi zwalniające nie muszą być tam oznaczane znakami pionowymi.
Gdzie wolno zaparkować?
Kierowcy muszą pamiętać, że w strefach zamieszkania postój pojazdów jest dozwolony jedynie w miejscach wyznaczonych. Mandatem grozi zaparkowanie auta np. na jezdni albo na chodniku, nawet jeśli szerokość trotuaru pozostawiona dla pieszych jest większa niż 1,5 m.
Wprowadzenie strefy zamieszkania zazwyczaj znacząco ogranicza na danym obszarze liczbę miejsc postojowych. Dla zmotoryzowanych mieszkańców bywa to bardzo uciążliwe. Zwłaszcza wieczorami, gdy na osiedlowych parkingach robi się tłoczno, wyznaczonych miejsc dla wszystkich chętnych nie wystarcza. Kierowcy popełniają wtedy mniej lub bardziej świadomie wykroczenia.
– Bardzo wielu mieszkańców oczekuje, że nasi funkcjonariusze zareagują, widząc w strefach zamieszkania auta zaparkowane wbrew przepisom. Mamy mnóstwo takich zgłoszeń na alarmowy nr tel. 986. Podejmując interwencje, musimy działać zgodnie z naszymi uprawnieniami – podkreśla Andrzej Czeran, zastępca komendanta do spraw operacyjnych Straży Miejskiej w Gdańsku.
Patrol wezwany do auta pozostawionego w strefie zamieszkania na miejscu niewyznaczonym ma obowiązek podjąć działania. W takiej sytuacji kierującemu grozi mandat w wysokości 100 zł oraz 1 pkt karny.
– Apelujemy do zarządców terenów, którzy decydują się na wprowadzenie stref zamieszkania, by wyznaczali na takich obszarach jak najwięcej miejsc postojowych. Dzięki temu zyskają oni wdzięczność zmotoryzowanych mieszkańców. Jeśli jest jakiś wolny teren, na którym pojazdy nie będą stwarzały zagrożenia i gdzie nie powinny nikomu przeszkadzać, wystarczy go odpowiednio oznakować – dodaje Andrzej Czeran.
W całej strefie te same zasady
Strefa zamieszkania obejmuje wyznaczony obszar. Wjazd do niej jest oznaczony znakiem D-40 (strefa zamieszkania). Obowiązuje on na wszystkich ulicach, skrzyżowaniach, placach i w innych miejscach, gdzie odbywa się ruch drogowy – aż do punktu, w którym stoi znak D-41 (koniec strefy zamieszkania). Kierowca, który opuszcza strefę, włącza się do ruchu. To oznacza, że musi ustąpić pierwszeństwa wszystkim innym uczestnikom ruchu drogowego.

mat.prasowe

fot. Straż Miejska

Początek 1 lipca

Około 64 tysiące młodych gdańszczan – dzieci i młodzieży – będzie od początku lipca korzystać z darmowych przejazdów miejskimi autobusami i tramwajami. Jest jeden warunek: posiadanie Karty Mieszkańca i dodatkowo legitymacji szkolnej (w przypadku uczniów). Decyzję taką podjął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Darmowe przejazdy będą całoroczne. Projekt dotyczy dzieci przedszkolnych, uczniów szkół podstawowych i wszystkich ponadpodstawowych, czyli również szkół średnich. W praktyce chodzi o osoby od 4 roku życia (młodsze jeżdżą za darmo „od zawsze”) do 18, 19, a nawet 20 roku życia (decyduje nie limit wieku, ale to, czy jest się uczniem szkoły średniej).
Stosowny projekt uchwały jeszcze dziś (piątek, 16 lutego) ma trafić do Rady Miasta Gdańska i zapewne będzie przegłosowany – co sugerują wcześniejsze deklaracje ze strony radnych.
– Od pierwszego lipca około 64 tys. uczniów z Gdańska zyska możliwość bezpłatnej komunikacji miejskiej. Jest to wyraz polityki prorodzinnej mierzonej w szerszej świadomości. To nie tylko wsparcie finansowe dla gdańskich rodzin, ale również propagowanie już od najmłodszych lat korzystania z publicznej komunikacji – mówi prezydent Paweł Adamowicz.
W praktyce oznacza to dla gdańskich rodzin oszczędność minimum 214 zł semestralnie na każde dziecko przedszkolne i każdego ucznia.
Z nowej oferty komunikacyjnej będą mogli skorzystać uczniowie posiadający Kartę Mieszkańca, która funkcjonuje w Gdańsku od listopada 2017 r. Opcja bezpłatnego biletu będzie zintegrowana z Kartą Mieszkańca, bowiem zostanie wkrótce wprowadzona możliwość doładowania na ten nośnik również bezpłatnego biletu.
Bezpłatne bilety zaczną obowiązywać już od 1 lipca 2018 r., więc uczniowie będą mogli w wakacje korzystać z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską po Gdańsku.
Karta Mieszkańca i oferta usług z nią związana cieszy się dużą popularnością wśród gdańszczan. Do połowy lutego 2018 r. wpłynęło już ponad 60 tys. wniosków o wyrobienie karty, z czego 14 027 to pakiety młodzieżowe – dla dzieci od 0-18 lat, w tym 7786 dzieci i młodzież w wieku szkolnym ( tj. 6-18 lat) odebrało swoje karty.
Obecnie w Gdańsku jest niemal 64 tys. uczniów, którzy mogliby skorzystać z bezpłatnych biletów na komunikację miejską. Wg szacunkowych wyliczeń koszt wprowadzenia bezpłatnej komunikacji dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych dla budżetu Miasta będzie wynosił ok. 9 mln zł rocznie, w tym szacunkowo strata z wypływów biletów okresowych wynosić będzie ok. 6, 38 mln zł. Pozostałe środki są szacowane na podstawie zakupów biletów papierowych.
Idea darmowych przejazdów dla uczniów ma w Gdańsku swoją historię. W zeszłym roku stowarzyszenie Lepszy Gdańsk zebrało 3 tys. poparcia dla pomysłu, że za bilety nie będą musieli płacić uczniowie do 15 roku życia. Temat odżył kilka dni temu za sprawą posłanki Agnieszki Pomaskiej, która jako szefowa pomorskich struktur PO ogłosiła poparcie dla darmowych przejazdów dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów – bez licealistów i uczniów szkół średnich.
mat.prasowe

fot.mat.prasowe

Czy w sąsiednim Brętowie pojeździmy na nartach?

Skoro takie stoki, z towarzyszącą im infrastrukturą, z powodzeniem działają w Sopocie, Przywidzu czy Wieżycy, to dlaczego nie stworzyć podobnego w Gdańsku? Analizę potencjalnych lokalizacji dla takiego obiektu przeprowadziła Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego, a jej wyniki przedstawiła radnym z Komisji Sportu Rady Miasta Gdańska podczas ich środowego posiedzenia, 24 stycznia. Gdzie można by pojeździć na nartach?
Stok narciarski w Gdańsku powinien być obiektem całorocznym, „pod chmurką”, wykonanym na naturalnym wzgórzu, ale posiadającym sztuczną nawierzchnię. Ta jest niezbędna ze względu na panujące w naszym regionie warunki klimatyczne. Dedykowany byłby amatorom, w tym młodzieży i dzieciom.
Specjaliści z GARG zarekomendowali dla niego dwie lokalizacje: przy planowanym Centrum Czasu Wolnego w Brętowie, u zbiegu ulic Słowackiego i Potokowej oraz, także planowanym, Narodowym Centrum Sportów Motorowych w rejonie ul. Starogardzkiej, w dzielnicy Orunia-Św. Wojciech-Lipce.
W przypadku NCSM maksymalna wysokość nad poziomem morza wynosi 62 metry, długość stoku wyniosłaby 430 metrów, a jego nachylenie to 3,72 stopnie. Z kolei przy CCW maksymalna wysokość n.p.m. to 104 metry, długość stoku wyniosłaby 150 metrów, a jego nachylenie to 10,58 stopnia.
„Pod lupę” wzięto też trzy inne lokalizacje: przy ul. Michałowskiego na terenie VII Dworu, Górę Szubieniczną przy ul. Sobieskiego we Wrzeszczu oraz Jar Wilanowska, przy ul. Havla. Te jednak ostatecznie odrzucono: w dwóch przypadkach z powodu bliskości zabudowy, a w jednym – braku możliwości inwestycji, m.in. budowy parkingu.
Co brano pod uwagę szukając lokalizacji dla stoku narciarskiego?
Sprawdzano przede wszystkim grunty, których właścicielem jest gmina Gdańsk, z odpowiednim nachyleniem terenu, o parametrach umożliwiających budowę stoku o minimalnej długości 150 metrów. Sprawdzano także dostęp do wody bądź możliwość budowy zbiornika wodnego (to niezbędny wymóg w kwestii sztucznego naśnieżania), odległość od otoczenia oraz atrakcyjną dostępność komunikacyjną.
Analizy wykazały, że na terenie naszego miasta nie ma takiego miejsca, które spełniałoby niezbędne uwarunkowania dla budowy całorocznego stoku. Konieczne byłoby wykonanie prac ziemnych bądź budowa zbiornika wodnego – w zależności od lokalizacji.
Szacunkowy koszt takiej inwestycji waha się pomiędzy 25 a 37 mln złotych. Te kwoty nie uwzględniają m.in. potencjalnej budowy sztucznego zbiornika wodnego, uzbrojenia terenu czy budowy drogi dojazdowej.
Co ważne, zdaniem specjalistów z GARG, z punktu widzenia funkcjonalności i finansowania, stok narciarski powinien być częścią większego kompleksu sportowo-rekracyjnego, a jego budowa mogłaby być realizowana we współpracy z partnerem prywatnym.
– Zadanie dotyczące stoku narciarskiego jest na etapie bardzo wczesnego rozpoznania. Obecnie dysponujemy dokumentem konsultacyjnym opracowanym przez GARG – zaznacza Marcin Dawidowski, dyrektor Wydziału Programów Rozwojowych w gdańskim magistracie. – Następnym krokiem, który chcielibyśmy podjąć, także na etapie wczesnego programowania, byłoby opracowanie studium wykonalności, które analizowałoby już tylko te dwie rekomendowane lokalizacje, pod kątem konkretnych, niezbędnych kryteriów. To nie będzie jeszcze dokumentacja projektowa. To ważne, bo niewykluczone, że inwestycja realizowana będzie w partnerstwie z partnerem prywatnym, a w takim przypadku nie do końca wiadomo, jaki będzie zakres, etapy, co będzie wchodziło w ten projekt. Z analiz widać, że nie może to być opracowanie, które bazować będzie wyłącznie na zimie i jednej funkcji, czyli zjeżdżaniu na nartach.
Jeśli miasto znajdzie źródło zewnętrznego finansowania tego projektu, uzyska niezbędne pozwolenia, po czym przygotowana zostanie dokumentacja projektowa, a następnie dojdzie do realizacji inwestycji, to niewykluczone, że pierwsi narciarze zjechaliby z gdańskiego stoku za 6, 7 lat.
Radnych z Komisji Sportu „przekonała” głównie lokalizacja przy ul. Starogardzkiej.
– W projekcie Narodowego Centrum Sportów jest przewidziany nie tylko stok narciarski, ale też tory dla narciarstwa biegowego. Tam są duże możliwości rozwoju. Na Oruni byłby dobry dojazd i brak problemu z parkowaniem – ocenia Mirosław Zdanowicz, radny PO, przewodniczący Komisji Sportu.
Radny PiS Łukasz Hamadyk, przypomina, że to on wspólnie z radnym Zdanowiczem, przygotowali w swoim czasie interpelację w sprawie powstania stoku narciarskiego w Gdańsku.
– Pomysł na powstanie takiego obiektu narodził się po tym, kiedy zobaczyłem stare zdjęcia dzielnicy Piecki-Migowo, na których widoczne były właśnie takie narciarskie tory. Pomyślałem, że skoro takie obiekty świetnie działają na Kaszubach, to dlaczego gdańszczanie nie mogliby jeździć na nartach w swoim mieście, zamiast wyjeżdżać poza jego granice, i tutaj zostawiać swoje pieniądze – nie ukrywa radny Hamadyk. – Myślę, że będzie to duża atrakcja, także turystyczna, zwłaszcza, że będzie to obiekt całoroczny. Lokalizacja na Oruni też jest świetna. Dzięki tej inwestycji dzielnica zyskałaby pozytywnego „powera”.
Czy znajdą się chętni, którzy będą korzystać z takiej oferty?
Według danych GUS, umiejętność jazdy na nartach i snowboardzie deklaruje 16 proc. społeczeństwa. Obserwowana jest jednak tendencja wzrostowa wśród dzieci i młodzieży, i to prawdopodobnie one będą stanowić w przyszłości grupę docelową dla stoku, który powstałby w naszym mieście. Specjaliści z GARG, którzy przygotowali wspomnianą analizę, podkreślali, że trudno dziś mówić o konkretnych liczbach potencjalnych użytkowników – dla takich danych trzeba przeprowadzić szczegółowe analizy popytowe.
Obecnie, chcąc pozjeżdżać na nartach w Trójmieście, mieszkańcy i turyści mogą skorzystać jedynie z oferty Sopotu. W całym województwie pomorskim funkcjonuje siedem sezonowych stoków. Mają one od 260 do 600 metrów długości.
Na terenie naszego kraju działają aktualnie trzy całoroczne stoki narciarskie: w Warszawie, Bytomiu i Poznaniu, o długości od 150 do 450 metrów. W przypadku stolicy obiekt zarządzany jest przez miasto i dotowany każdego roku kwotą 1 mln złotych. W pozostałych miastach stokami zarządzają prywatne firmy. Oferta wszystkich trzech stoków zmienia się wraz z sezonem (zimowym bądź letnim).
mat.prasowe, fot.mat.prasowe

Od 1 lutego spółka Gdańskie Usługi Komunalne Sp. z o.o. rozpoczęła wymianę pojemników na odpady w Gdańsku. Najpierw otrzymają je właściciele domków jednorodzinnych z dzielnic: VII Dwór, Brętowo, Piecki-Migowo, Suchanino, Siedlce, Ujeścisko-Łostowice. Pod koniec lutego, pojemniki pojawią się też w budynkach wielorodzinnych w tych dzielnicach.
Jako pierwsi w tym roku nowe pojemniki otrzymają mieszkańcy VII Dworu, Brętowa, Piecków-Migowa, Suchanina, Siedlec i Ujeściska-Łostowic. Do ich rąk trafi w sumie – 22 530 nowych pojemników segregacyjnych.
– W pierwszej kolejności nowe pojemniki otrzymają mieszkańcy domków jednorodzinnych – mówi Bartosz Piotrusiewicz, prezes GUK. – To około 4 600 punktów. Warto dodać, że poza pojemnikami, mieszkańcy domków jednorodzinnych otrzymają od nas zestawy worków na trzy frakcje: papier, metale i tworzywa sztuczne oraz szkło. Zestawy powinny wystarczyć do końca roku, ale jeśli komuś zabraknie wcześniej, to będziemy uzupełniać według zapotrzebowania.
Wymiana pojemników następuje już teraz, aby płynnie przejąć ich obsługę od 1 kwietnia.
– Chcemy, aby mieszkańcy nie odczuli żadnej uciążliwości w związku ze zmia
Nowe pojemniki są nie tylko estetyczne, ale także bardzo praktyczne. Dodatkowe, zamykane klapy zamontowane w pokrywach ułatwią mieszkańcom codzienne użytkowanie.
Wymiana pojemników w zabudowie wielorodzinnej w tych dzielnicach rozpocznie się pod koniec lutego.

mat.prasowe, fot.mat.prasowe

Wykonawca został wybrany

Wiadomo już, kto wybuduje nową ulicę i trasę tramwajową, nazwaną roboczo Nową Bulońską Północną. Będzie to konsorcjum, którego liderem jest firma NDI S.A. z Sopotu. Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska rozstrzygnęła właśnie przetarg na tę inwestycję. Prace powinny rozpocząć się wiosną br.
Konsorcjum, do którego weszły dwie spółki NDI oraz ich partnerzy: Construcciones Promociones Balzola S.A. z Hiszpanii oraz Balzola Polska Sp. z o.o, zaoferowało dokładnie 191.715.780,89 złotych za realizację tej inwestycji. Miasto zabezpieczyło z kolei na ten projekt 193 mln złotych.
Po uprawomocnieniu decyzji o wyborze i przeprowadzeniu kontroli uprzedniej w Urzędzie Zamówień Publicznych (gdzie trafi oferta konsorcjum – red.), podpisana zostanie umowa na realizację robót. Inwestycja jest jednym z głównych zadań Gdańskiego Projektu Komunikacji Miejskiej – etap IVa, który dofinansowany jest ze środków Unii Europejskiej.
– Cieszę się, że kolejny etap prac za nami. Jesteśmy coraz bliżej rozpoczęcia budowy linii tramwajowej w ul. Nowej Bulońskiej Północnej. Inwestycja ta jest niezwykle potrzebna w południowej części Gdańska. To jedna z najintensywniej rozwijających się części naszego miasta, dlatego też konsekwentnie inwestujemy tutaj w rozwój transportu publicznego – zaznacza prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz.
Decyzja o wyborze najkorzystniejszej oferty musi się uprawomocnić. Zgodnie z ustawą Prawo Zamówień Publicznych okres na uprawomocnienie to 10 dni. Następnie dokumenty przetargowe przekazane zostaną do kontroli uprzedniej w Urzędzie Zamówień Publicznych, po zakończeniu której podpisana zostanie umowa na realizację robót.
Nowa Bulońska Północna będzie liczyć 2,7 km długości. Połączy istniejącą ul. Bulońską z ul. Jabłoniową. W ramach inwestycji powstanie dwutorowa linia tramwajowa, która swój początek będzie miała przy istniejącej linii tramwajowej na skrzyżowaniu ul. Bulońskiej i Myśliwskiej. Na trasie przetnie m.in. ulice Stolema i Kartuską, a kończyć się będzie na wysokości ul. Warszawskiej i Jabłoniowej. Wzdłuż nowej ulicy zaplanowano pięć przystanków komunikacji miejskiej, oddalonych od siebie średnio co pół kilometra.
Nowa Bulońska będzie jedną jezdnią dwupasową (ale zachowana zostanie rezerwa terenu pod budowę drugiej jezdni), dwukierunkową o szerokości siedmiu metrów, z jednostronnym chodnikiem.
Będzie stanowiła przede wszystkim tzw. odcinek tranzytowy – ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo głównie ogródków działkowych.
W ramach przetargu na budowę linii tramwajowej w ul. Nowej Bulońskiej Północnej złożono w sumie siedem ofert.
(a)

Niedługo ruszy przebudowa

Przetarg rozstrzygnięty, wykonawca wybrany. Z rozpoczęciem prac trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać, prawdopodobnie do zakończenia zimy. Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska zakończyła postępowanie przetargowe i podpisała umowę dotyczącą modernizacji ul. Jaśkowa Dolina, tzw. trzeciej jezdni.
Ten fragment ulicy jest dziś w kiepskim stanie technicznym. Jezdnia przebiega równolegle do ul. Jaśkowa Dolina i ul. Wileńskiej. Stanowi ona drogę dojazdową do znajdujących się w jej sąsiedztwie bloków mieszkaniowych, a także obiektów handlowych i usługowych. Jest to droga jednokierunkowa o ulicznym przekroju i jezdni o średniej szerokości 5,8 m, która wykonana została z betonu asfaltowego.
Ten odcinek jezdni jest bardzo popularny wśród kierowców jadących głównie od strony Suchanina i Gdańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.
Obecnie każdy większy deszcz oznacza spore kałuże w tym miejscu. W przyszłym roku zarówno jazda samochodem, jak i przejście tam dla pieszych będzie zdecydowanie wygodniejsze i bezpieczniejsze.
W ramach zaplanowanej inwestycji ułożone zostaną nowe warstwy asfaltowe jezdni i terenu utwardzonego. Wyremontowane zostaną chodniki, a do tego wykonane nowe oznakowanie poziome i pionowe oraz progi zwalniające. Zamówienie przewiduje też pielęgnację zieleni oraz roboty na istniejącej kanalizacji deszczowej. Planowany termin zakończenia robót to lipiec 2018 r. Trudno dziś natomiast określić, kiedy dokładnie rozpoczną się prace. Te są bowiem uzależnione od warunków atmosferycznych.
– Od 18 grudnia Gdański Zarząd Dróg i Zieleni nie wydaje zgody na zajęcie pasa drogowego. Jest to związane z obecną porą roku i panującymi warunkami pogodowymi – zaznacza Aneta Niezgoda z Dyrekcji Rozbudowy Miasta Gdańska. – W styczniu 2018 r. przekażemy wykonawcy plac budowy. Z rozpoczęciem prac trzeba będzie się jednak wstrzymać do czasu wydania pozytywnej decyzji przez GZDiZ.
Niewykluczone, że prace ruszą więc na dobre wiosną przyszłego roku.
Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia DRMG podpisało umowę na remont tzw. trzeciej jezdni z firmą Skanska z Warszawy. Koszt inwestycji to dokładnie 1,14 mln złotych.
mat.prasowe

 

Bądź na bieżąco

Od teraz w Gdańsku można sprawdzić nie tylko aktualny stan jakości powietrza w mieście, ale także prognozę sytuacji na kolejne dwie doby. Prognozowany stan powietrza można wyodrębnić również dla poszczególnych dzielnic. Serwis działa jako podstrona portalu gdansk.pl.
Do tej pory na stronie internetowej Gdańska pojawiała się informacja o aktualnej jakości powietrza w naszym mieście. Teraz, klikając w charakterystyczną ikonę ludzika w prawym górnym rogu witryny, przenieść można się na podstronę gdansk.pl/powietrze i znaleźć na niej dużo bardziej szczegółowe dane związane z tym zagadnieniem.
Model matematyczny dla gdańskiego powietrza
Przypomnijmy: w Gdańsku ma swoją siedzibę Fundacja Agencja Monitoringu Regionalnego Atmosfery Aglomeracji Gdańskiej (AMRAAG), którą już ponad 20 lat temu założyły gminy Gdańsk, Gdynia, Sopot i Tczew oraz spółka Nederpol. Rolą fundacji jest monitoring jakości powietrza w założycielskich miastach. Badanie odbywa się za pomocą dziewięciu stacji pomiarowych, z których pięć znajduje się na terenie naszego miasta.
Uśmiechnięty „atmoludek” oznacza czyste powietrze. AMRAAG bada jego jakość w Gdańsku
Idąc za przykładem kilku polskich miast, Gdańsk postanowił poszerzyć dostępną dotąd informację pochodzącą z monitoringu powietrza. Na zlecenie Wydziału Środowiska gdańskiego magistratu wybrana w przetargu firma stworzyła model matematyczny, m. in w oparciu o zbierane przez AMRAAG dane. Jego efektem jest udostępniona właśnie kompleksowa informacja o jakości i prognozie jakości powietrza.
– Pomysł zrodził się z możliwości, jakie dają stosowane obecnie coraz powszechniej w różnych dziedzinach technologie modeli matematycznych – mówi Maciej Lorek, dyrektor Wydziału Środowiska UMG. – Teraz każdy gdańszczanin ma dostęp do danych dotyczących swojej dzielnicy i może sprawdzić, jakiej jakości powietrza może się spodziewać w ciągu kolejnych dwóch dni.
Takie informacje mogą być szczególnie ważne nie tylko dla grup szczególnie narażonych na uciążliwości z tytułu zanieczyszczeń powietrza (osób w podeszłym wieku, kobiet w ciąży, dzieci, osób ze schorzeniami układy krwionośnego lub oddechowego), ale także np. dla biegaczy, którzy planując trening będą mogli teraz zdecydować, czy “zdrowiej” będzie biegać jutro czy pojutrze.
Model uwzględnia setki danych dotyczących prognozy pogody i emisji zanieczyszczeń. Dane dotyczące przewidywanych warunków atmosferycznych pochodzą z zewnętrznego modelu i uwzględniają: temperatury średnie i maksymalne, prędkość i kierunek wiatru, sumę opadów deszczu czy śniegu.
Prognoza dla miasta i dla dzielnic
Serwis składa się z dwóch części. W górnej prezentowane są wyniki odczytów on-line stanu powietrza, także w podziale na poziom poszczególnych zanieczyszczeń. Wszystkie dane podawane są tutaj w postaci średniej dla miasta oraz z podziałem na pięć stacji pomiarowych AMRAAG w Gdańsku (Nowy Port, Śródmieście, Wrzeszcz, Szadółki, Stogi).
Dolna partia serwisu poświęcona jest prognozowaniu. Prognozę dla wybranej dzielnicy można zwizualizować w postaci dobrze znanego ludzika (tabela wyjaśniająca co oznaczają poszczególne kolory ikonki w załączeniu).
Dlaczego pięć stacji AMRAAG wystarczy, by stworzyć model prognozy jakości powietrza dla 34 dzielnic Gdańska?
– Pod względem charakterystyki “mikroklimatu” w naszym mieście wyróżnić można właśnie pięć obszarów, w nich zgrupowane są poszczególne dzielnice – tłumaczy Maciej Lorek.
Korzystając z kolei z załączonej mapy Gdańska zaopatrzonej w suwak, zobaczyć można dynamikę zmian stanu powietrza zarówno w zakresie indeksu jakości, jak i poszczególnych zanieczyszczeń w rozbiciu na kolejnych 70 godzin. Funkcja ta obejmuje obszar całego miasta.
Co ciekawe, do mapy załączone są także dane archiwalne dotyczące dynamiki jakości powietrza nad Gdańskiem. Obejmują okres od 27 listopada 2017 r.
– Powietrze w Gdańsku w porównaniu z innymi aglomeracjami nie tylko w Polsce, ale i w Europie jest dobrej jakości – mówi Maciej Lorek. – Dociekliwych zachęcam do wejścia na stronę europejskiego projektu Air Quality Now, w którym Gdańsk także bierze udział. Wszystkie miasta, które zamieszczają tam informacje o stanie powietrza, podają certyfikowane wskazania rzeczywiste według jednej metody, dostosowanej do norm europejskich.
Uwaga! Polskie miasta biorące udział w projekcie nie podają wskazań zanieczyszczeń generowanych przez ruch drogowy (tzw. roadside index), ponieważ w naszym kraju nie prowadzi się takich pomiarów. Monitoring powietrza dla polskich miast znaleźć można w grupie tzw. background index.
mat.prasowe

 

Opowieści muzyka Hornego

Dom Sąsiedzki Piecki Migowo organizuje cykl spotkań z ludźmi kultury, którzy są mieszkańcami dzielnicy Piecki Migowo. Spotkania odbywają się w siedzibie Domu Sąsiedzkiego na terenie Przychodni Morena. Było spotkanie z aktorem i reżyserem Tomaszem Kobielą, który przybliżał obecnym tajniki sztuki aktorskiej.
Każdy mógł spróbować zaproponowanych ćwiczeń i choć przez chwilę poczuć się jak aktor. Całość została uzupełniona ciekawostkami z życia aktora i reżysera.
W kolejnym spotkaniu, które było 7 grudnia wziął udział Wojciech Horny. Muzyk opowiedział o początkach swojej artystycznej przygody i zespołach z którymi grał, czyli m.in. Skawalker i O.N.A. Mówił, O.N.A. to muzyka jego młodości, to był początek do, krótko mówiąc, wielkiego świata – O.N.A. było spełnieniem moich marzeń.
Wojciech Horny mówił o sobie, że jest bardzo energetycznym człowiekiem, tą jego ekspresję mogliśmy zobaczyć i posłuchać na żywo, muzyka wypełniła cały Dom Sąsiedzki. W przerwie między popisem muzycznym muzyk, kompozytor, aranżer i producent wspomniał o projekcie Chylińska, który powstał po rozpadzie O.N.A. Jak mówił Wojciech Horny – zespół ma na koncie jedną płytę – „Winna”. Powiedział, przy tym albumie używał rzeczy, których nie używał wcześniej, np. sammlerów. Obecnie gra z zespole Kombii a jak powiedział bardzo lubi tworzyć muzykę do filmów.
(t)

Trzy lata Fundacji, która pomaga

„Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego”
(Papież Franciszek)

– Uczy się nas, że każdemu należy się szacunek, ale jeszcze inna szkoła mówi, że szacunek nie należy się z urzędu, bo trzeba sobie na niego zasłużyć?
– Prawda jest taka, że żyjemy w wielu różnych, jakże często skomplikowanych, bardzo złożonych relacjach z ludźmi. To, jak traktują nas i innych wokół siebie, determinuje nasze odczucia wobec nich. Sami doceniamy to, że okazuje się nam szacunek, a jego brak wydaje się nie do przyjęcia.
– Trudno zatem żyć będąc nieszanowanym w pracy czy w związku?
– Ale trudno też okazywać respekt osobom, których poglądy, zachowanie i czyny są dla nas nie do zaakceptowania.
– W ostatnich dniach z niepokojem obserwujemy to, co stało się po przejściu przez Pomorze nawałnic. Widzimy zniszczenia, które wyrządził żywioł…
– Na szczęście widzimy też pomoc, jaką na miejscu tragedii udzielali i nadal udzielają wolontariusze z całej Polski. Nasza fundacja, o czym informowaliśmy media też w tej pomocy miała swój udział. Przekazaliśmy do Urzędu Gminy w Sulęczynie, wcześniej także do gminy Sierakowice, zebrane przez klientów i pracowników polskich marketów dary. Stamtąd miały trafić do najbardziej poszkodowanych rodzin w sierpniowej nawałnicy. Były to głównie środki czystości, kosmetyki, pielęgnacyjne i rozmaite artykuły spożywcze. Okazją do spontanicznego odruchu serca był zbliżający się Międzynarodowy Dzień Wolontariatu.
– Dlaczego warto angażować się w pomoc potrzebującym?
– „Nie liczy się to ile posiadasz, ale ile dajesz innym i jak się z nimi dzielisz” – mówił nieznany autor. Inny mawiał nawet tak: „Dobro. Im więcej go dajesz tym więcej dostajesz”, jeszcze inny autor zaryzykował twierdzeniem „Pomagając innym pomagasz i sobie”. Jeśli do tego przypomnimy sobie świętego Pawła, który w Liście do Rzymian mówił „Zło dobrem zwyciężaj”, to gdzie jeszcze szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego…
– Nieżyjący już ksiądz poeta Mieczysław Maliński twierdził wprost, że „Miarą twojego człowieczeństwa jest wielkość twojej troski o drugiego człowieka”…
– I nie ma nic piękniejszego. Bo jak mawiał ojciec Fabian Kaltbach OFM „Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności, niż nadmiarem kalkulacji i nieufności.”
– Z badań wynika, że w Polsce mamy coraz mniej filantropów…
– Mówiło się o kryzysie ekonomicznym, który przekładał się przecież na nasze finanse. Gdy jednak przeanalizuje się wyniki różnego rodzaju akcji pomocowych, z każdym rokiem są one jednak coraz lepsze.
– Zatem nasza ofiarność rządzi się innymi regułami?
– Wszyscy wiemy, że gdy gorzej się żyje, optymizm jest mniejszy. Natomiast my w takiej sytuacji jesteśmy skłonni, żeby pomagać innym nawet jeszcze bardziej. Może to być taka forma terapii? Próbujemy sobie radzić ze złym samopoczuciem, po prostu wspierając i robiąc coś dobrego dla osób, które są – być może – w jeszcze gorszej sytuacji.
– Ale to nie jedyny powód?
– Oczywiście, są też inne. Na przykład w regionach, które należą do jednych z biedniejszych w kraju, łatwiej zrozumieć potrzebujące osoby, bo często społeczeństwo startowało tam z podobnego poziomu. Ludzie charakteryzują się dużym poziomem zaufania i kapitału społecznego. Łatwiej im zaufać osobom w potrzebie. Wiemy, że liczba osób potrzebujących wsparcia jest w tych rejonach przytłaczająca. Z kolei kapitał społeczny w postaci silnych relacji rodzinnych, przyjacielskich, które w porównaniu z innymi województwami są znacznie wyraźniejsze, jest dodatkowym czynnikiem kulturowym, powodującym, że jesteśmy bardziej skłonni pomagać innym.
– Regularne wspieranie organizacji nie jest jednak u nas popularne?
– Z perspektywy trzylecia naszej fundacji śmiało i szczerze mogę powiedzieć, że tak nie jest. Proszę sobie wyobrazić, że udzieliliśmy już wsparcia 122 osobom dotkniętym chorobami, niepełnosprawnym, wykluczonym społecznie, biednym i samotnym na łączną kwotę ok 2,5 mln zł. Na ten koszt składa się nie tylko bezpośrednie dofinasowanie do leczenia, zakupu leków czy rehabilitacji, ale i nieodpłatne świadczenie usług w postaci dostarczania żywności, czy środków czystości. Bardzo często angażujemy się w jednorazowe akcje. I szczęście, że mamy serca otwarte na innych, do jak mówił Albert Schweitzer „Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli”.
– Dziękuję za rozmowę.
TG

Atrakcyjne ferie 2018!

W tym roku ferie na Pomorzu będą miały miejsce od 29 stycznia do 11 lutego. W Gdańsku zaplanowano na ten czas ponad 16 tysięcy godzin zajęć. Zajęcia sportowe, artystyczne, językowe, historyczne, kulinarne czy ekologiczne. Miasto Gdańsk przygotowało dla dzieci i młodzieży bogatą ofertę na czas nadchodzących ferii zimowych.
Tylko na organizację zajęć w 52 szkołach Gdańsk przeznaczy rekordową sumę, sięgającą blisko 772 tysięcy złotych. A dodatkowe atrakcje zaplanowały także miejskie instytucje kultury, Gdański Ośrodek Sportu i Pałac Młodzieży. Bogatą ofertę zaprezentują szkoły, które zorganizują m. in. warsztaty plastyczne, garncarskie, robotykę, turnieje gier planszowych, treningi z gimnastyki artystycznej, wyjścia do kina, teatru i innych instytucji kultury oraz zabawy kreatywne. Do wyboru będą też spotkania filmowe, czytelnicze, krajoznawcze, umuzykalniające czy informatyczne.
– Układając tę ofertę kluczowym założeniem było dla nas to, by rodzice nie musieli się martwić, gdzie posłać swoje dzieci, gdy oni będą w pracy. Dlatego gdańskie szkoły w czasie ferii będą prowadziły ciekawe zajęcia opiekuńczo-wychowawcze od poniedziałku do piątku, minimalnie osiem, a nierzadko i 10 godzin dziennie – podkreśla Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej. – Na rozwój tegorocznej, dobrowolnej dla gminy oferty, przeznaczyliśmy ponad 200 tysięcy złotych więcej niż w ubiegłym roku. Łącząc ją z ofertą miejskich jednostek kultury i rekreacji zyskujemy ogromną liczbę godzin zajęć, podczas których nikt nie będzie się nudził!
Będzie można wybrać, czy wysłać swoją pociechę do szkoły na całe ferie, czy tylko na określone zajęcia, w określone dni. Dla gdańszczan dobrą wiadomością jest też fakt, że większość spotkań i warsztatów jest darmowa albo płatność za uczestnictwo jest niewielka.
Ale ci młodzi gdańszczanie, którzy od murów swojej szkoły chcą trochę odpocząć, mogą skorzystać z oferty dostępnej poza nią. Naprzeciw ich oczekiwaniom wychodzi np. Pałac Kultury, który organizuje półkolonie dla dzieci w wieku od 6 do 12 lat (w tym roku nie będzie tam tzw. „zapisów kolejkowych”). Interesujące warsztaty dla maluchów od 1 do 6 roku życia planuje też Teatr Miniatura. Tradycyjnie już będzie można spędzić ferie na sportowo i skorzystać z basenu „za zeta” oraz Zimowej Szkoły Ratownictwa. Gdański Ośrodek Sportu organizuje także „Ferie na Zaruskim”, czyli zajęcia prowadzone przez załogę oficerską gdańskiego żaglowca, przy współpracy z Narodowym Muzeum Morskim. Interesującą ofertę ma też m. in. Centrum Hewelianum, Europejskie Centrum Solidarności, Gdański Archipelag Kultury, Muzeum Historyczne Miasta Gdańska, Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia oraz Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna.
Warto już teraz zapoznać się z feryjną ofertą dla młodych gdańszczan. Zapisy startują już dziś! To ukłon w stronę rodziców, którzy właśnie teraz robią plany na ferie. Szczegółowy harmonogram zajęć i informacje o zapisach są dostępne na stronach internetowych poszczególnych placówek oraz na stronie www.gdansk.pl

(tg)