Od 9 maja II etap

Ponad cztery tysiące dzieci ma już na pewno miejsca w przedszkolu samorządowym bądź zerówce szkolnej w nowym roku szkolnym 2018/2019. Maluchy, którym nie udało się dostać do publicznej placówki, będą miały taką szansę w trakcie tzw. rekrutacji uzupełniającej, która rozpoczęła się od 9 maja.
Część rodziców dzieci, które zakwalifikowały się do wybranej placówki, nie potwierdziła, że chce zapisać tam swoją pociechę, dlatego po weryfikacji ich deklaracji poza listą przyjętych jest ponad 1400 dzieci. Te miejsca jednak nie przepadają. W drugim etapie rekrutacji, która rozpocznie się 9 maja, pozostanie około 800 wolnych miejsc, z czego blisko 370 będzie dostępnych w przedszkolach publicznych. To nie wszystko. Miasto uruchomi też dodatkowo około 400 nowych miejsc w przedszkolach publicznych niesamorządowych (a więc prowadzonych np. przez fundację, gdzie opłaty są takie same jak w placówkach samorządowych). Jeśli okaże się, że potrzeby są jeszcze większe, wówczas miejscy urzędnicy zwrócą się z ofertą do placówek niepublicznych – by wykupić w nich tzw. miejsca publiczne.
W tegorocznej rekrutacji do przedszkoli i zerówek szkolnych, która rozpoczęła się 12 marca a zakończyła przed kilkoma dniami, wzięło udział ponad 5200 dzieci. Na pierwszej liście zakwalifikowanych zostało ponad 4100 dzieci (do przedszkoli – 2755, do zerówek szkolnych – 1382), a na liście niezakwalifikowanych do żadnej placówki znalazło się 1065 dzieci (w latach 2017 i 2016 było ich znacznie więcej – odpowiednio 1545 i 1318 dzieci).
Co ważne, nadal dostępnych jest około 500 miejsc w zerówkach szkolnych dla dzieci 5- i 6-letnich. -Zachęcam rodziców do korzystania z tej oferty, ponieważ zerówka szkolna pracuje na takich samych zasadach jak oddział przedszkolny, a jednocześnie daje dziecku możliwość, by zapoznać się i łagodniej wejść w środowisko szkolne, z którym zetknie się w klasie pierwszej. Nie warto czekać aż do 7 roku życia, aby korzystać z zalet gdańskich podstawówek. Ciekawy świata 6-latek ma tam większą szansę na rozwój: do dyspozycji ma bogatszą ofertę zajęć, sale gimnastyczne, boiska, dodatkową infrastrukturę i szerszą gamę specjalistów pracujących nad indywidualnym rozwojem waszego dziecka – zachęca Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej.
W tym roku łączna liczba miejsc w gdańskich przedszkolach i zerówkach szkolnych wyniosła 11342. Dzięki kolejnym inwestycjom w nowe przedszkola w mieście oraz szukaniu dobrych rozwiązań, w tym nawiązanie współpracy z Fundacją Pozytywne Inicjatywy (prowadzącą w Gdańsku kilka przedszkoli niesamorządowych, ale publicznych), z każdym rokiem miejsc dla maluchów jest coraz więcej. Dla przykładu: w 2017 było to 10608, a w 2016 roku – 10342.
Zdaniem wiceprezydenta Kowalczuka miejsc dla najmłodszych byłoby jeszcze więcej, gdyby nie wprowadzona w ubiegłym roku reforma oświatowa i „cofnięcie” obowiązku szkolnego nauczania już 6-letnich dzieci.
(a)

Święto Flagi na Żabiance

Z okazji Święta Flagi w pobliżu ronda obok Ergo Areny miała miejsce niecodzienna uroczystość wciągnięcia na maszty czterech flag: biało-czerwonej flagi narodowej, a także flag Unii Europejskiej, Gdańska i Sopotu.
Maszty to bardzo świeża inicjatywa. Zostały zainstalowane w tym miejscu dosłownie przed tygodniem. Teraz przy dźwiękach, odegranych przez orkiestrę hymnów, Polski i UE wciągnięto na nie cztery flagi. Najpierw biało – czerwoną polską, zaraz potem flagę Unii Europejskiej i flagi Gdańska oraz Sopotu. Maszty bowiem stoją na granicy dwóch miast, przy rondzie nieopodal Ergo Areny.
– Od kilkunastu lat przy węzłach ustawiamy maszty flagowe, by budować identyfikację w świadomości gdańszczan. Identyfikację z państwem polskim, z miastem Gdańsk oraz z Europą – mówił podczas uroczystości prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. – Dziękuję Gdańskowi za inicjatywę, a podatnikom gdańskim za sfinansowanie tego przedsięwzięcia. Nam pozostaje się odwdzięczyć w przyszłym roku, bo mamy jeszcze jedno wspólne rondo – to z kolei słowa Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu.
W roku stulecia odzyskania niepodległości Miasto Gdańsk planuje, że maszty zostaną ustawione jeszcze na Rondzie Groddecka, na Wyspie Ołowiance, a najwyższy 40-metrowy maszt zostanie zamontowany na Górze Gradowej w okolicach Centrum Hewelianum.
(a)

Zwycięzcy z Żabianki

Gdańskie Stowarzyszenie Stypendystów Fahrenheita zorganizowało dla uczniów gdańskich szkół podstawowych i gimnazjów konkurs plastyczno-literacki „Moje wymarzone międzynarodowe studia i ich znaczenie dla Gdańska”.
Martyna Frankowska oraz Mikołaj Storoniak ze Szkoły Podstawowej nr 89 zostali zwycięzcami w kategorii literackiej.
Dla zwycięzców jako nagrody przewidziane są vouchery do wyboru spośród 4 możliwości: bilet samolotowy, bilet do teatru lub kina, Wyjątkowy Prezent (np. masaż, lot paralotnią lub degustacja czekolady czy karta prezentowa do wybranego sklepu) a także gadżety z miejsc studiów stypendystów (m.in. Oksfordu, Strasburga, Manchesteru).
(a)

Bezdomny na Marusarzówny

O sprawie bezdomnego mieszkającego w bloku na Marusarzówny pisaliśmy już w marcu, wcześniej tematem zainteresowało się Radio Gdańsk, które zamieściło obszerny artykuł o problemach mieszkańców bloku. Minęły 2 miesiące i sprawa (przynajmniej do momentu oddania gazety do druku) nie ruszyła z miejsca.
Bezdomny nadal mieszka na klatce, a bezradni mieszkańcy zwracają się o pomoc gdzie tylko mogą, niestety nikt im nie pomaga lub też nie jest w stanie pomóc.
O dzikim lokatorze powiadomiono w pierwszej kolejności spółdzielnię, która wysyła pisma do mieszkańców o tym ,że zawiadomiła Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Gdańsku i Towarzystwo św Brata Alberta.
I na tym pomoc administracji się konczy – mówią lokatorzy budynku przy Marusarzówny – ten pan dalej tu koczuje, a my jesteśmy coraz bardziej bezsilni – twierdzą.
Pismo odpowiadające mieszkańcom wisi dumnie na na tablicy ogłoszeń, a mężczyzna nadal mieszka na schodach, chociaż przez zamieszanie jakie towarzyszy jego pobytowi i zainteresowanie mediów narzeka na brak spokoju.
Czekam aż skończą się tu te pielgrzymki bym mógł spokojnie się wyspać skarży się pan Sławek
Czekają też mieszkańcy, aby sytuacja wróciła do normy i klatka schodowa służyła do tego do czego została zbudowana
Lokatorzy obawiają się bezdomnego, szczególnie boją się o swoje dzieci wracające ze szkoły. Strach potęguje świadomość, że praktycznie nik nie wie kim jest ten mążczyzna. Nikt też nie wie jak dostaje się na klatkę schodową.
Sprawa wielokrotnie była zgłaszana na Policję, która za kazdym razem sprawdza zgłoszenie oraz przeprowadza czynnosci sprawdzające. – Nie ma znamion przestepstwa dlatego mamy związane ręce – twierdzą funkcjonariusze.To spółdzielnia musi zabezpieczyć klatki schodowe. Jeśli tego nie robi sprawa nadaje się do Zespołu zarządców spółdzielni w Warszawie. I tam pewnie trafi.
Jak pisze Radio Gdańsk na bezdomnego lokatora, którego nikt nie chce za sąsiada, nie ma sposobu. Straż miejska czy policja mogą go wyprosić, ale i tak wraca.
Być może ktoś wpuszcza go nieświadomie. Ktoś się lituje nad nim w imię źle pojętej solidarności, ktoś przekazuje kod do drzwi. Nie wiemy zastanawia się sąsiad z mieszkania np windy przy której siedzi nieznajomyy.
To są nasze przypuszczenia. Ale tak robić nie wolno- skarży się mieszkanka 7 piętra z klatk B.
Tylko dyscyplina wśród lokatorów może pomóc w pozbyciu się takiego lokatora klatki schodowej. Niewiele da zmiana kodu do domofonu skoro sąsiedzi i tak podają nowy numer
-Możemy taką osobę wyprowadzić z budynku, ale dopóki mieszkańcy będą otwierać bezdomnym drzwi albo przekazywać kod domofonu, efektu nie będzie – twierdzi Straż Miejska. Bez współpracy lokatorów nie da się niestety tej uciążliwej sytuacji zakończyć
Co na to spółdzielnia? nie ma sobie nic do zarzucenia, pisma wysłane gdzie tylko można było, lokatorzy zawiadomieni o wysłanych pismach tylko ten bezdomny … siedzi, mieszka, spi, a najgorsze jest to, że te wszystkie pisma nie robią na nim zadnego wrażenia. Sytuacji nie zmienia fakt, że klatka zgodnie z prawem powinna być zamknięta dla osób nie będących mieszkańcami bloku. Wprawdzie jest zamknięta, ale ktoś czasami ją otwiera, aby wejść lub wyjść i tu jest problem.

Jak ustaliło Radio Gdańsk mężczyzna ma na imię Sławek.Ale podawał też wolontariuszom inne imię. Pracował kiedyś ponoć jako mechanik. Jednak po 10 latach stracił pracę.
Ktoś spalił mu samochód. Nie dostał odszkodowania bo auto nie było ubezpieczone. Więcej mężczyzna nie chce opowiadać. Udało się ustalić ,że mężczyzna ma też rodziców którzy mieszkają w Gdańsku.
Jak twierdzą mieszkańcy mężczyzna powiedział im ,że gdzieś pracuje dorywczo. Na klatkę wraca zazwyczaj przed północą.
Po zgłoszeniu sprawy mediom sprawą młodego bezdomnego mężczyzny zajmuje się gdański Mopr,Straż Miejska i wszystkie służby porządkowe w mieście.
Niestety mężczyzna nie chce opuścić klatki dobrowolnie. Nie pomagają też rozmowy z psychologiem.
Prawo nie pozwala na usuwanie takich niepowołanych osób z klatki siłą. I koło się zamyka.
Mieszkańcom bloku przy ul. Marusarzówny pozostaje uzbroić się w cierpliwość, jedyną mozliwością przymuszenia spółdzielni do działania jest skarga na bezczynność Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej LWSM Morena. Jednak sprawa sądowa, biorąc pod uwagę odwołania może ciągnąć się kilka lat, co niestety nie załatwi w tym czasie problemu. Wprawdzie wizerunek SM może trochę ucierpieć, ale kto z Zarządu przejmuje się tak prozaicznym problemem?
(a)

„Iskierka” iskrzy już od 25 lat

Od lewej: Józef Rybka, prezes zarządu Klubu Seniora „Iskierka”, jego żona Halina Rybka oraz Zofia Ławecka, zastępca prezesa klubu

 

Takich rocznic, jaką w tym miesiącu świętować będą seniorzy z Karwin, można tylko szczerze zazdrościć. 26 maja Klub Seniora „Iskierka” obchodzi ćwierćwiecze działalności.
Gdy zapytać wiceprezydenta Michała Gucia o Klub Seniora „Iskierka”, mówi krótko: – Fenomen. Powstał na długo przed tym, gdy działalność w mieście rozpoczęło Centrum Aktywności Seniora. Choć przez lata przechodził zmiany niezmienny pozostaje fakt, że seniorzy z Karwin chcą się spotykać się, chcą się organizować i aktywnie działać. Zawsze myślę o „Iskierce” z duża sympatią.
Klub Seniora „Iskierka” powstał 26 maja 1993 roku przy Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny” jako placówka Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Funkcję pierwszego przewodniczącego pełnił Czesław Niedźwiecki. Rok później zastąpiła go Maria Oczak, w 1995 roku na przewodniczącą klubu wybrano Janinę Irla. Od 3 lipca 2003 roku klubowi szefuje Józef Rybka.
– Pracowałem jeszcze wtedy w spółdzielni mieszkaniowej, więc zdarzało się, że jednego dnia miałem i dyżur w pracy, i puszczałem muzykę w klubie – wspomina. Bo tym, z czego „Iskierka” słynie w Gdyni, są właśnie sobotnie, popołudniowe (od godz. 16 do 20) spotkania przy kawie, cieście i muzyce. A jak jest muzyka, to są i tańce.
Przez pewien czas pan Józef sprzęt przynosił z domu. Na miejscu najpierw musiał wszystko podłączyć, a po zakończonym wieczorku – rozmontować i zabrać z powrotem. Dziś już tego kłopotu nie ma, bo w świetlicy Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny” przy ul. Korzennej 15, gdzie seniorzy się spotykają, jest szafa z tym, co potrzebne do zorganizowania zabawy tanecznej. Pod sufitem natomiast wisi dyskotekowa kula.
Do „Iskierki” należy około stu seniorów. Ponieważ jako jedyny gdyński klub seniora działa w sobotę, zjawiają tu goście nie tylko z pobliskiej Dąbrowy czy Wielkiego Kacka, ale nawet z Obłuża i Pogórza. Najstarsza seniorka – pani Anna – ma 98 lat. Do klubu przychodzi też jej córka. W „Iskierce” obchodzi się imieniny, urodziny (zdarzyły się setne), ale też… zawiera małżeństwa! Par, które przez 25 lat działalności klubu w nim się poznały, a później powiedziały sobie „tak”, jest około dziesięciu.
– Zaczynaliśmy w 20 – 30 osób – mówi pan Józef. Jest w „Iskierce” od początku, więc dobrze pamięta, jak zachęcano seniorów do odwiedzin np. wieszając ogłoszenia na osiedlowych słupach. Albo kłopot ze szklankami, których było za mało i trzeba było przynieść z domu. Wodę na kawę z kolei gotowało się w instytucji działającej po sąsiedzku, bo w klubie nie było warunków.
Dziś to tylko odległe wspomnienie, bo dzięki przychylności władz Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny” seniorzy korzystają ze świetlicy oraz przylegającego do niej pomieszczenia. Jest tu i zaplecze kuchenne, i miejsce do przechowywania np. klubowych dokumentów.
– Bardzo zależy nam, by emeryci się u nas spotykali. Poczuwamy się do tego, by zapewnić im wsparcie – podkreśla Zbigniew Szymański, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Karwiny”. – I to nie tylko dlatego, że Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych nakłada na nas obowiązek prowadzenia działalności społeczno – kulturalno – oświatowej. Wśród naszych starszych mieszkańców jest wiele osób samotnych. Dzięki klubowi seniora odwiedzają się, zapraszają, wspierają. My również staramy się to robić. Wspieramy klub finansowo, ale też organizujemy spotkania np. z policjantami, by ostrzegać przed oszustami wyłudzającymi pieniądze.
Oprócz spółdzielni, działalność klubu dofinansowuje Urząd Miasta Gdyni oraz rady dzielnic Karwiny i Wielki Kack. Każdy klubowicz wnosi roczną opłatę członkowską – w wysokości 15 zł. Dzięki temu możliwe jest organizowanie spotkań przy muzyce czy grillu, grzybobrań, wycieczek. Słynne wśród gdyńskich seniorów są organizowane w „Iskierce” kolacje wigilijne i wielkanocne „jajeczka”. Chętnych do udziału jest zawsze tak wielu, że przy suto zastawionych i pięknie nakrytych stołach brakuje miejsc. Do wspólnych, uroczystych posiłków zasiada nawet 100 osób. W tym gronie obecne są władze spółdzielni, proboszczowie karwińskich parafii, przedstawiciele rad dzielnic, zaprzyjaźnionych organizacji i MOPS. Stałym gościem jest również Bożena Zglińska, dyrektor Centrum Aktywności Seniora w Gdyni. – To niezwykłe miejsce, z domową atmosferą – mówi. – Wielu z dzisiejszych klubowiczów przychodzi tu od samego początku, nic więc dziwnego, że bardzo się z sobą żyli i traktują to miejsce jak swoje. Zawsze chętnie biorę udział w organizowanych tu wydarzeniach. To duża radość obserwować, jak od ćwierć wieku seniorom z Karwin niezmiennie udaje się sprawić, że „Iskierka” płonie dużym płomieniem.
– Władze miasta bez wahania udzielają klubowi wsparcia, bo wiemy, że z każdej formy pomocy seniorzy zrobią dobry użytek – dodaje wiceprezydent Michał Guć – Na następnych 25 lat działalności życzę im niesłabnącego animuszu.
Okazją do rozmowy o przyszłości będzie z pewnością jubileuszowy wyjazd do Bieszkowic. 24 maja odbędzie się tam spotkanie, w którym udział weźmie około 100 osób: członkowie klubu i zaproszeni przez nich goście. Ci, w których „Iskierka” ma szczególne oparcie, otrzymają specjalne podziękowania.
– Zamówiliśmy autokar, a na miejscu obiad – zdradza Halina Rybka, żona pana Józefa. – Będzie też orkiestra, więc jak trzeba, to trochę potańczymy…