Dziewczyny na medal

unihokej1
Dziewczęta z dyplomem                                                                         (fot. arch. drużyny)

Zwycięstwem Szkoły Podstawowej nr 47 oraz Gimnazjum nr 19 zakończyły się rozgrywki międzyszkolne w unihokeju dziewcząt.
Dziewczęta z Dąbrowy zdeklasowały wszystkie szkoły, wygrywając turnieje rejonowe i miejskie. Zawodniczki z podstawówki w samym turnieju finałowym w czterech meczach strzeliły aż 28 bramek, nie tracąc żadnej!Ich starsze koleżanki z gimnazjum w Turnieju Finałowym Mistrzostw Gdyni wygrały wszystkie spotkania strzelając 15 bramek, tracąc tylko 2.
unihokej2

Zawodniczki mają powody do dumy                                                       (fot. arch. drużyny)

– Tym samym obie nasze reprezentacje powtórzyły wyniki sprzed roku, kiedy wysoko wygrały wszystkie swoje mecze – informuje Paweł Ludwichowski, trener obyu drużyn. – Warto dodać, że absolwentka naszej szkoły Irena Mroch została powołana do Reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata, które odbędą się w grudniu tego roku w Czechach.
Skład drużyny z SP nr 47: Magdalena Pitek, Alicja Stój, Marta Pobłocka, Pola Zienkiewicz, Klaudia Frankiewicz, Ada Pawelec, Ida Dębska, Daria Giewartowska, Paulina Makurat, Jagienka Wróblewska. Skład reprezentacji Gimnazjum nr 19: Ewelina Nowaczyk, Weronika Lesnik, Agata Linda, Weronika Grądzka, Aleksandra Gromek, Julia Hajduk, Marta Prabucka, Paulina Lewandowska, Julia Osińska, Katarzyna Pawłowska, Klaudia Białas, Sandra Łach, Patrycja Laskowska, Julia Kubik, Karina Śmiałkowska.
Ponadto dziewczęta wygrały półfinał wojewódzki i w nagrodę zagrały w finale wojewódzkim wśród 6 najlepszych szkół w Pomorskiem. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów!
(kod)

Ekologia, żagle i dobra zabawa

dzieciaki
Dzieciaki łączą naukę z zabawą (fot. ZS nr 10)

Na nudę z pewnością nie narzekają uczniowie Zespołu Szkół nr 10. Dzieciaki wraz z nauczycielami włączyli się w liczne akcje i działania prospołeczne.
Szkoła duży nacisk kładzie na bezpieczenstwo uczniów, więc kiedy pojawiła się okazja przeszkolenia części grona pedagogicznego, nauczyciele natychmiast z niej skorzystali.
– Dziesięcioro nauczycieli z naszej szkoły wzięło udział w rewelacyjnym szkoleniu w zakresie udzielania pomocy przedmedycznej – opowiada Grażyna Wojciechowska, dyrektor placówki. – W ciągu 12 godzin pani Kasia w profesjonalny sposób wprowadziła nas w tajniki udzielania pomocy poszkodowanym. Nauczyciele ćwiczyli pod jej czujnym nadzorem udzielanie pomocy w przypadkach, które mogą się teoretycznie zdarzyć w szkole lub podczas wyjść, wycieczek.
Wraz z nimi szkolenie przeszły pani wicedyrektor Dorota Redzik oraz dyrektor Grażyna Wojciechowska.
Środowisko i zdrowa żywność
Ponadto uczniowie i nauczyciele bardzo aktywnie włączyli się w akcję ochrony środowiska. Do szeroko zakrojonych działań pani M. Czyż, A. Mikołajczyk, T. Lejman i K. Zimnej włączyła się też pani J. Szadkowska. Uczniowie pod jej kierunkiem przygotowali wystawę pod hasłem „Zatrzymaj się, zobacz, pomyśl, działaj”. Na plakatach znajdowały się informacje o skutkach zdrowotnych palenia śmieci, o sposobach gospodarowania odpadami, o segregacji. Rodzice mogli też obejrzeć sugestywny film „Midway”, ukazujący skutki wyrzucania odpadów dla ptaków. Wystawa funkcjonuje nadal, dzieciaki bardzo często zatrzymują się i komentują informacje eksponowane na plakatach.
Z kolei uczniowie klas trzecich szkoły podstawowej pod kierunkiem pani Anity Tokarskiej i wychowawców wzięli udział w projekcie Piramida Żywienia.
– W praktycznym działaniu zdobyły umiejętności i wiedzę w zakresie racjonalnego odżywiania – dodaje pani dyrektor. – Wypracowały też nawyk estetycznego i higienicznego przygotowywania posiłków. Maluchy komponowały własne musli z różnych ziaren, owoców i zbóż, rozwiązywały rebusy, krzyżówki i podczas dobrej zabawy zdobywały wiedzę i praktyczne umiejętności tak bardzo potrzebne w życiu.
Z dynią w tle
Halloween to okazja do niezłej zabawy, tworzenia arcydzieł z dyni i oczywiście przebierania się i robienia figli. Tak działo się podczas przerw 30 października. Sporo dzieci przebrało się, kilkoro miało przepięknie wymalowane twarze, wszystkie się dobrze bawiły.
– A praca przy dyniach to nie tylko zabawa, ale świetne ćwiczenia motoryki małej, rozwijanie wyobraźni, okazja do wspólnych działań z rodzicami – wylicza G. Wojciechowska. – Sprzyja ona również budowaniu zgranego zespołu klasowego i czyni uczęszczanie do szkoły przyjemnym. Nasze dzieciaki lubią szkołę między innymi dlatego, że wiele treści programowych realizują w formie zabawy, działania, przeżywania i tworzenia.
Oczywiście tradycyjnie, również w tym roku szkolnym, odbyło się ślubowanie klas pierwszych szkoły podstawowej na ORP Błyskawica. Wszyscy byli przejęci uroczystością. Maluszki dzielnie odpowiadały na pytania z wiersza „Kto ty jesteś…”. Następnie przedstawiciele klas złożyli ślubowanie na sztandar szkoły. Uroczystość została przygotowana przez wychowawców klas pierwszych: Beatę Biernacką, Krystynę Fiertek i Karolinę Pop we współpracy z samorządem uczniowskim. Program dostosowany był do możliwości dzieci, bez zbędnych dłużyzn, dopracowany w szczegółach. Po uroczystości był czas na sesję zdjęciową
Pod żaglami
Natomiast uczniowie najmłodszych klas, dzięki aktywności Anny Matuszczak spotkali się z „ambasadorami” żeglarstwa: Maciejem Grabowskim i Marcinem Czajkowskim. Ci sławni żeglarze przyprowadzili ze sobą Tytusa Butowskiego, członka Gdynia Sailing Team, tegorocznego mistrza Europy w klasie Optimist, ucznia klasy VI. Panowie opowiedzieli uczniom o magii żeglowania oraz zachęcali do wstąpienia w szeregi żeglarzy, ubiegania się o członkostwo w gdyńskich szkółkach żeglarskich. Zaprezentowali ciekawy film, a także wiele zdjęć z zawodów i wyjazdów. Opowiadali o sukcesach młodych gdyńskich zawodników. Następnie zachęcili do udziału w konkursie, rozdając dzieciom ulotki i gadżety reklamowe. „Gdynia na fali” to projekt miejski promujący żeglarstwo i aktywny wypoczynek, którego inauguracja odbyła się w karwińskiej szkole. W spotkaniu uczestniczyła Beata Szadziul, pełnomocnik prezydenta ds. rodziny oraz dyrektor szkoły Grażyna Wojciechowska. Dzieci bardzo aktywnie uczestniczyły w spotkaniu, chętnie odpowiadały na pytania. Niemalże wszystkie maluchy wyszły ze spotkania z wiarą, że bedą w przyszłosci mistrzami Europy, jak Tytus.
– Dziękujemy pani Ani Matuszczak za jej zaangażowanie, dzięki któremu nasza szkoła przystąpiła do projektu „Gdynia na fali” – zaznacza pani dyrektor.
(kod)

9 mln na przystanek

pkm
Spokojna okolica przekształci się w ruchliwy węzeł przesiadkowy      (fot. kod)

Niespełna 9 mln zł ma kosztować budowa przystanku Pomorskiej Kolei Metropolitalnej na terenie naszej dzielnicy. Oficjalna nazwa przystanku to Gdynia Karwiny. Będzie on sąsiadował z jednej strony ze stacją Gdynia Stadion, z drugiej z przystankiem Gdańsk Osowa. A w dalszej przyszłości – ze stacją Gdynia Fikakowo.
W sumie przebudowa lub modernizacja tych trzech przystanków ma pochłonąć prawie 24 mln zł. Jest to element większego przedsięwzięcia – przebudowy całego odcinka Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, od lotniska w Rębiechowie aż do centrum Gdyni.
Wespół w zespół
Budowa PKM trwa, a zarząd województwa pomorskiego już dwa lata temu oficjalnie ogłosił, jak będzie przebiegać trasa Kolei Metropolitalnej. Wiadomo już, że linia będzie całkowicie zelektryfikowana, a ruch będzie się odbywał po dwóch odrębnych torach. Kolej połączy Gdynię z lotniskiem w Rębiechowie, a potem możemy się także spodziewać podobnego połączenia ze strony Gdańska Głównego.
Przypomnijmy, że budowa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej to flagowa inwestycja dotycząca infrastruktury, finansowana z budżetu województwa pomorskiego. Możliwe, że uda się uzyskać dofinansowanie ze środków unijnych. Jednak tu najpierw konieczna jest zgoda Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej oraz Komisji Europejskiej. Realizacja Kolei Metropolitalnej to zadanie o charakterze ponadlokalnym. Dlatego w tym zakresie gdyński samorząd blisko współpracuje z samorządem województwa.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to prośba o wydanie pozwolenia na budowę przystanków Karwiny i Stadion zostanie skierowana do wojewody pomorskiego wiosną przyszłego roku.
Węzeł przesiadkowy
Ponieważ linia kolejowa jest praktycznie gotowa, największym kosztem są same przystanki – wspomniane Karwiny i tańszy o 3 mln zł Stadion. Nasz przystanek ma mieć nowoczesną formę i nawiązywać ma do tych, które już powstają w Gdańsku. Dodatkowo ma być wyposażony w kładkę dla pieszych biegnacą ponad torami oraz dwa perony usytuowane po zewnętrznych stronach linii kolejowej. Ma to być część większego węzła przesiadkowego, gdyż w pobliżu przewidziana jest także pętla autobusowa, czy kilkupoziomowy parking.
Zespół, przygotowujący studium wykonalności dla Kolei Metropolitalnej zarekomendował zlokalizowanie peronu pod wiaduktem w ul. Wielkopolskiej. Autorom tej koncepcji chodziło o to, by przybliżyć przystanek do miejsca łatwo dostępnego dla mieszkańców. Obecna lokalizacja peronu przy ul. Nowodworcowej ich zdaniem jest zbyt oddalona od głównego ciągu komunikacyjnego. Dzięki takiemu rozwiązaniu na terenie, gdzie kiedyś stała kaplica parafii p.w. św. Jadwigi (u zbiegu ulic Wielkopolskiej i Żniwnej) ma szansę powstać węzeł integracyjny. W tym celu Rada Miasta Gdyni uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który pozwoli na zlokalizowanie na tym terenie zarówno parkingów, jak i funkcji usługowych, które są nieodłącznym elementem tego typu przedsięwzięć.
Odległe plany
To plany na najbliższe lata. Natomiast do 2020 r. planowana jest budowa nowej stacji Gdynia Fikakowo oraz rozbudowa istniejącego już przystanku Gdynia Wzgórze św. Maksymiliana. Nie wyklucza się wydłużenia linii do Obłuża i Kosakowa, a później być może budowa nitki do Wiczlina i Chwarzna. Są to na razie jednak bardzo odległe plany.
Oczywiście, wygodny transport szynowy pomiędzy Karwinami, czy Wielkim Kackiem a Śródmieściem jest rozwiązaniem, które z pewnością podwyższy komfort życia w tych dzielnicach i ograniczy korki, z którymi borykamy się na co dzień. Nic dziwnego, że podobny pomysł zaczął kiełkować na Dąbrowie. Jest przygotowywane nowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Gdyni i jeden z radnych Dąbrowy – Lechosław Dzierżak – zaproponował m. in. wpisanie możliwości poprowadzenia torów kolejowych na Dąbrowę oraz Wiczlino tak, aby zarezerwować już teren pod taką inwestycję. Te tereny mocno się rozwijają, a już teraz borykają się ze sporymi problemami komunikacyjnymi. Za 20-30 lat te problemy będą jeszcze większe i taka kolej (a raczej coś w stylu cichego nowoczesnego tramwaju lub szynobusu) będzie mogła stać się na to lekarstwem i znacznie poprawić jakość życia na dzielnicy.
Miasto nie mówi „nie”
Którędy miałaby przebiegać linia? Propozycja opiera się na odbudowaniu torów łączących gdańską Osowę z Polifarbem i poprowadzeniem torów wzdłuż planowanej Trasy Nowaka-Jeziorańskiego do Wiczlina, a dalej w kierunku centrum. Miejscy urzędnicy przyznają, że pomysł dołączenia do studium takiej linii jest rozpatrywany, ale nawet gdyby to nastąpiło, to droga do realizacji takiego zapisu jest jeszcze daleka. Chodzi o 10 do kilkunastu lat. Jednak władze miasta wyrażają się o transporcie kolejowym przychylnie, więc nie mówią „nie”. Na razie wiadomo na 100 proc., że nitka linii kolejowej przebiegać będzie przez Wielki Kack, Karwiny, Wzgórze Świętego Maksymiliana, aż do Gdyni Głównej.
(kod)

Radosć śpiewania

chor
Koncerty patriotyczne to specjalność chóru    (fot. – także na okładce – Agnieszka Zdobych)

15-lecie powstania będzie obchodził w styczniu przyszłego roku chór Cantamus Reginae im. Andrzeja Bocheńskiego. Z tej okazji planowany jest koncert z uwzględnieniem kolęd. Ostatnio natomiast nasi muzycy dali wspaniałe koncerty z repertuarem niepodległościowym.

Odbyły się dwa wspólne koncerty połączonych chórów Symfonia oraz Cantamus Reginae im. Andrzeja Bocheńskiego. Można ich było wysłuchać 10 listopada o godz. 14.00 w kościele oo. Franciszkanów (Wzgórze św. Maksymiliana) oraz 11 listopada o godz. 16.00 w kościele p.w. św. Jadwigi Królowej (Karwiny). Muzycy wystapili z towarzyszeniem instrumentów smyczkowych, pod batutą pani dyrygent Bogny Swiłło. Pieśni patriotyczne oraz te o tematyce religijnej przeplatane były fragmentami prozy i poezji, dobranymi specjalnie na tę okazję przez chórzystkę z Karwin.
Wdzięczni wobec pani dyrygent
Były to pierwsze koncerty po odrodzeniu się chóru. I – sądząc po żywiołowej reakcji publiczności – na pewno nie ostatni. Rzesza słuchaczy obu koncertów była naprawdę bardzo liczna.
– Teraz możemy śmiało powiedzieć, że to „nasza pani dyrygent” – chwali Bogdan Smoliński, prezes chóru. – Ta młoda i skromna osoba ma olbrzymi potencjał. Jesteśmy jej bardzo wdzięczni za wszystko co robi. Jesteśmy zachwyceni, że w tak krótkim czasie (od wakacji) wydarzyło się tyle dobrego.
To bardzo cieszy zwłaszcza, że niewiele brakowało, by parafiany chór Cantamus Reginae przestałby na dobre istnieć. Na szczęście do tego nie doszło, a chór przeżywa wielką reaktywację. Przypomnijmy, że czarne chmury zawisły nad rozśpiewaną wspólnotą już pod koniec ubiegłego roku. Chór zaczął się kurczyć, a na początku lutego tego roku jego szeregi z różnych powodów opuścili ostatni parafianie. W końcu delegacja dawnych członków Cantamus Reginae udała się do proboszcza, by poinformować go, że chór utracił już całkowicie swój parafialny charakter. To z kolei poskutkowało natychmiastową decyzją o zawieszeniu działalności.
Wielka reaktywacja
Zanim jednak chór zdążył się rozpaść na dobre, doszło do jego reaktywacji – ale pod nową batutą. Na początku swój akces zgłosiło niemal 20 osób. Brakowało tylko dyrygenta, bowiem chórzyści nie chcieli już współpracować z osobą, która poprzednio pełniła tę funkcję. Wtedy córka Andrzeja Bocheńskiego poleciła Bognę Swiłło, na co dzień jej koleżankę, ale także utalentowaną absolwentkę Akademii Muzycznej i dyrygentkę chóru Symfonia, którego można posłuchać w gdyńskim kościele franciszkanów na Wzgórzu św. Maksymiliana. Kandydatka zgodziła się bez oporów i w ten sposób Cantamus Reginae od nowa rozpoczął działalność.
Chór znowu ma charakter parafialny, muzykom odpowiada repertuar zgodny z liturgią. Raz w miesiącu jest msza, gdzie można wysłuchać pięknie wykonywanych chorałów gregoriańskich. A tak się pomyślnie składa, że ks. proboszcz podkreśla, iż na pierwszym miejscu zawsze jest liturgia, a zaraz na drugim – piękna oprawa muzyczna.
Nowi mile widziani
Muzycy zapraszają także nowych członków.
– Może panie zechcą podszepnąć swoim mężom, by ci pojawili się na naszych próbach chóru? – zastanawia sieBogdan Smoliński.
(kod)

Odpust u Boromeusza

boromeusz
Trwają prace przy budowie domu parafialnego                                                      (fot. kod)

Wiele dzieje się ostatnio w parafii p. w. św. Karola Boromeusza. Odbył się odpust parafialny, ponadto trwają prace przy budowie światyni oraz plebanii.
Uroczystościom na sumie odpustowej przewodniczył ks. prał. Zbigniew Zieliński, proboszcz parafii katedralnej w Gdańsku Oliwie i kapelan Kościelnej Służby Mężczyzn Semper Fidelis archidiecezji gdańskiej. Z tego powodu obecni byli w świątyni licznie zgromadzeni panowie z tej wspólnoty wraz z pocztami sztandarowymi.
Modlitwa przy relikwiach
Po wspólnej modlitwie wszyscy mogli adorować relikwie św. Karola Boromeusza, które następnie powędrowały do kleryków z seminarium.
Trzeba bowiem wiedzieć, że w 2009 r. pod przewodnictwem abpa seniora Tadeusza Gocłowskiego, podczas odpustu parafialnego uroczyście wprowadzono na stałe do fikakowskiego kościoła relikwie świętego patrona. Są to: cząstka z kości ręki i cząstka szaty. Zanim relikwie dotarły na miejsce kultu w świątyni, odwiedziły kilka domów z kackiej parafii, w których z wiarą i pozruszeniem rodziny powierzyły św. Karolowi codzienne sprawy, radości i troski, cierpienia duszy i ciała. Ofiarodawcą relikwii był ksiądz wiceoficjał Gdańskiego Trybunału Metropolitalnego Wiesław Stolc, który odebrał je w Mediolanie z rąk miejscowego kustosza relikwii za zgodą kardynała Dionizego Tettamanzi, tamtejszego metropolity.
W poszukiwaniu funduszy
A co słychać na placu budowy? Na początku tego roku wykończono garaże, wykonano kominy plebanii oraz częściowo pokrycie dachówką dachu. Zamontowano też pierwsze okna w budynku. Następnie całkowicie dokończono prace dekarskie. Utwardzono i uporządkowano teren wokół plebanii i garaży. Zaczęto montaż przygotowywanego wcześniej ogrodzenia od strony ulicy. Zainstalowano ostatnie okna w plebanii i dokończono montaż ogrodzenia placu kościelnego.
W lipcu wykonano wewnętrzne tynki na poddaszu i na piętrze plebanii. Przez następne dwa miesiące trwały prace gospodarcze. Październik upłynął na pracach przy ociepleniu i elewacji budynku plebanii. Dalsze prace zależą oczywiście m.in. także od hojności parafian.
– Prosimy o pomoc w zdobyciu funduszy, nawet w formie pożyczki, lub w znalezieniu sponsorów – apeluje ks. proboszcz Bogumił Nowakowski. – Niech każdego radosnego, szczerego dawcę miłuje i wspiera Bóg oraz św. Karol!

Siłownia pod chmurką

silownia
Siłownia na świeżym powietrzu już działa                       (fot. kod)

Sport i rekreacja, czyli coś dla aktywnych – tak najkrócej można schrakteryzować nowy obiekt sportowy, o który wzbogaciała się nasza dzielnica.
Chodzi o kompleks sportowo-rekreacyjny przy ul. Gryfa Pomorskiego, który właśnie przeszedł metamorfozę. A konkretnie – został on wzbogacony o wysokiej jakości siłownię na świeżym powietrzu. Urządzenia do ćwiczeń znakomicie uzupełnią ofertę obiektu, z którego od lat korzystają i młodsi i starsi mieszkańcy Kacka.
– Siłownie na świeżym powietrzu wpisują się w rozpoczęty na terenie Gdyni trend – uważa Michał Guć, wiceprezydent miasta. – Pierwszy taki pomysł zrealizował GOSiR w pobliżu bulwaru. Druga siłownia powstała z inicjatywy Rady Dzielnicy Wzgórze Św. Maksymiliana w pobliżu III LO.
O dwie siłownie wzbogaciły się także sąsiednie Karwiny, teraz przyszedł czas na naszą dzielnicę. Latem trwała faza projektowania. Trudno było przewidzieć dokładnie, kiedy będzie można skorzystać z urządzeń, bowiem zazwyczaj przetargi są rozstrzygane na kilka lokalizacji tego typu obiektów jednocześnie. Jednak środki na tę inwestycję zostały odpowiednio wcześniej zabezpieczone tak, by realizacja przedsięwzięcia odbyła się jeszcze w tym roku.
Tak też się stało. Nowa siłownia zewnętrzna przy placu zabaw przy ul. Gryfa Pomorskiego, na terenie kompleksu sportowo-rekreacyjnego jest już faktem.
– Obiekt jest już dostępny – potwierdza Stanisław Borski, radny miasta. – Nie było żadnego oficjalnego otwarcia. Siłownia po prostu została udostępniona mieszkańcom i z tego, co widziałem, już cieszy się wśród nich sporą popularnością.
(kod)

Archeologia Wielkiego Kacka

Danuta Król 3

Danuta Król prezentuje kurhany z Epoki Brązu

Zapatrzeni w komputery, telewizję, telefony komórkowe i inne nowinki technologiczne, często zapominamy o źródłach naszego istnienia, a przecież bogate życie na naszej planecie istniało już tysiące lat wstecz. Odtworzeniem społeczno – kulturowej przeszłości człowieka zajmuje się archeologia, która pozwala nam na podróże w przeszłość.
Na taką podróż zaprosiło nas, w pewien listopadowy wieczór, wielkokackie Koło gdyńskiego Oddziału Zrzeszenia Kaszubsko–Pomorskiego. Był to kolejny wykład zorganizowany przez Przewodniczącego Koła Franciszka Gurskiego, przybliżający historię Wielkiego Kacka. Historyczna podróż po meandrach archeologii Wielkiego Kacka odbyła się w gdyńskiej kawiarni ,,Przystań’’ przy kościele p.w. Św. Wawrzyńca w Wielkim Kacku. Przewodnikiem spotkania była pani archeolog, Danuta Król z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku, która w ciekawy i przystępny sposób przedstawiła pradawne dzieje tych kaszubskich ziem.
Jak dowiedzieliśmy się z opowiadań pani archeolog, pierwsze pisemne wzmianki o wsi Wielki Kack pochodzą z dokumentu wystawionego w roku 1277 przez kaszubskiego księcia Mściwoja II, który podarował wielkokacką ziemię biskupom kujawskim urzędującym we Włocławku. Nazwa Wielki Kack pochodzi od nazwy potoku Kacza (w dawnych dokumentach zwanego Caczą), o którym pisano już w roku 1236 – „in flumine Cacza”. Wzdłuż rzeki położona była wieś określana jako Kac, Kaczki Wielkie, Kacze Wielkie lub Katzco.
Kazimierz Zorn i słuchacze

Publiczność z zaciekawieniem wysłuchała prelekcji

Prace archeologiczne prowadzone na terenie dawnej wsi potwierdzają, że pierwsze ślady osadnictwa na obszarze Wielkiego Kacka pochodzą już z okresu 2000-1700 p.n.e. Na północno – wschodnich ziemiach Polski, pojawiła się wtedy pierwsza fala ludności koczowniczej, pochodząca z terenów naduralskich. W latach 1956-1964 istniało w Wielkim Kacku stanowisko archeologiczne. Odkryto zachowany z tego okresu bursztynowy wisiorek w kształcie figurki ludzkiej czy szpilę z łabędzią szyjką. Natrafiono również na cmentarzysko z wczesnego średniowiecza oraz pogańskie groby skrzynkowe.
Jednak dla wielu mieszkańców Gdyni i Wielkiego Kacka, historia tych ziem zaczyna się dopiero w latach dwudziestych ubiegłego wieku wraz z rozpoczęciem budowy gdyńskiego portu. Badania oraz odkrycia archeologiczne prowadzone często przy okazji budowy osiedli czy dróg, potwierdzają bogactwo historyczne tych ziem. Przechadzając się po wielkokackich polach, uważny obserwator może znaleźć resztki glinianych naczyń czy kamienne groty strzał, a w okolicznych lasach kopce, będące miejscem pochówków dawnych mieszkańców tych ziem. Warto przy tej okazji wspomnieć o najsłynniejszych na Pomorzu kręgach kamiennych i kurhanach znajdujących się w Węsiorach i Odrach, które również traktowane są jako zabytek.
Zrzeszenie Kaszubsko–Pomorskie poprzez swoją działalność stara się edukować mieszkańców naszego regionu. Koło organizuje wykłady i spotkania z osobami aktywnymi w życiu kaszubskiej społeczności, dzięki czemu mamy możliwość poznać różne aspekty z bogatego życia Kaszubów i ziemi kaszubskiej, a pamięć o naszych przodkach, historii i tradycji jest wciąż żywa.
Mariusz Pająk

Kto zarabia na ogrzewaniu?

ogrzewanie
Po rezygnacji z podzielników koszty ogrzewania całego budynku wzrosłyby minimum o 20 proc. Fot. t

Rokrocznie w budynkach wielolokalowych, które rozliczają koszty ogrzewania według wskazań indywidualnych podzielników, powtarza się ten sam scenariusz – część mieszkańców cieszy się ze zwrotów za ogrzewanie, a część pomstuje na rozliczających, obarczając ich winą za konieczność dokonania dopłaty kilkuset złotych (a czasami nawet więcej). Podobnie jest w budynkach zarządzanych przez LWSM „Morena”, która do rozliczeń kosztów ogrzewania korzysta ze wskazań indywidualnych podzielników kosztów ogrzewania.
Pozornie zasada rozliczania kosztów ogrzewania jest prosta – trzeba podzielić między mieszkańców koszt ogrzania całego budynku. Jednak już na tym etapie pojawiają się schody, bo część mieszkańców nie chce się zgodzić na takie rozliczanie.
– Mieszkańcy sądzą, że płacą wyłącznie za ogrzewanie swojego mieszkania, gdy tymczasem płacą za swój udział w kosztach ogrzania całego budynku, za ciepło przepływające w pionach centralnego ogrzewania i ciepło zużyte do ogrzewania klatek schodowych – wyjaśnia pani Lidia Kozub, która w LWSM „Morena” zajmuje się m.in. rozliczeniami kosztów ogrzewania. – W węźle cieplnym znajduje się jeden licznik, który zlicza, ile GJ energii cieplnej zostało zużyte do ogrzania całego budynku. Natomiast wskazania podzielników dają nam informację, jaki procentowy udział w zużyciu ciepła przepływającego przez grzejniki centralnego ogrzewania miało każde z mieszkań.
I tak z prostego podziału kosztów między mieszkańców zrobiła się skomplikowana arytmetyka, bo wzór według którego rozlicza się koszty ogrzewania, niejednego przyprawiłby o ból głowy. Niektórzy nawet zastanawiają się, czy nie lepiej byłoby zrezygnować z podzielników ciepła i rozliczać koszty ogrzewania jedynie według powierzchni, tak jak to bywało jeszcze kilkanaście lat temu.
– Po rezygnacji z podzielników koszty ogrzewania całego budynku wzrosłyby minimum o 20%, takie sytuacje w Polsce miały już miejsce i znamy wyniki badań – wyjaśnia wiceprezes LWSM „Morena”, Aleksander Nowaczek. – Możemy jedynie dyskutować o zmianie rodzaju podzielników ciepła, a nie o rezygnacji z tych podzielników. Obecny system rozlicza bowiem jedynie ilość ciepła wyemitowanego przez żeberka grzejnika, natomiast nie uwzględnia ciepła wyemitowanego przez piony c.o. w pokojach i łazienkach, oraz przez przenikanie ciepła od sąsiadów. Bo jeżeli jedna rodzina musi mieć w domu 22 stopnie, bo np. ma malutkie dziecko, a sąsiedzi utrzymują 18 stopni, bo chodzą w swetrach i oszczędzają, to ciepło przenika przez ściany od mieszkania, w którym jest cieplej, do mieszkania w którym jest chłodniej. To oznacza, że mieszkańcy, którzy mają cieplej w swoim mieszkaniu, równocześnie podgrzewają na swój koszt sąsiadów. Ja sam tego doświadczam, bo mam malutkie dziecko i muszę mieć w mieszkaniu wyższą temperaturę. Takie są po prostu prawa fizyki, więc jeżeli mówimy o zmianie sposobu rozliczania kosztów c.o., to jedynie o takiej, która będzie minimalizowała wpływ takich sytuacji.
Co więc należałoby zrobić, żeby po zakończeniu kolejnego sezonu grzewczego znaleźć się w grupie tych szczęśliwców, którzy otrzymują zwroty po rozliczeniu kosztów ogrzewania? Może wystarczy po prostu docieplenie budynków i cały problem zniknie?
– Po dociepleniu budynku problem nie zniknie, chociaż koszty ogrzewania całego budynku przeciętnie będą niższe o ok.20% – wyjaśnia wiceprezes Nowaczek. – Rozliczanie kosztów ogrzewania to nie jest tak prosta sprawa, ponieważ każdego roku mamy inną zimę, np. w ubiegłym roku pierwsze opady były pod koniec listopada, a w tym roku śnieg leżał jeszcze w kwietniu. Mamy świadomość, że mieszkańcy są sfrustrowani nieprzewidywalnością swoich rozliczeń kosztów ogrzewania, dlatego na posiedzeniach Rady Nadzorczej prezentujemy wypowiedzi ekspertów, z pomocy których korzystamy, żeby rozwiązać ten problem. Bardzo mocno to zagadnienie zgłębia prezes Henryk Talaśka, który nawiązał współpracę ze specjalistami z tej dziedziny, praktykami z wieloletnim doświadczeniem, którzy bardzo dobrze znają i rozumieją nasze problemy.
Te informacje brzmią pocieszająco, jednak nadal nie przybliżają nas do tego, jak obniżyć koszty ogrzewania. Czy wszyscy musimy chodzić po domach w swetrach i ryzykować przeziębienia? A może należałoby przestać wietrzyć mieszkania, żeby jak najmniej ciepła uciekało przez okna?
– To najgorsza rzecz, jaką można zrobić, bo ryzykujemy zagrzybienie mieszkania, co bardzo źle wpływa na nasze zdrowie, powoduje choroby układu oddechowego i krążenia, reumatyzmy i wiele innych groźnych chorób – przekonuje wiceprezes Nowaczek. – Mieszkania należy wietrzyć krótko i intensywnie, czyli 2-3 razy dziennie po 5 minut przy otwartych oknach i zamkniętych kaloryferach. Dzięki temu wymieni się powietrze w mieszkaniu, ale nie wyziębią się mury. Oczywiście warto różnicować temperaturę w mieszkaniu i np. w sypialniach, i w kuchniach utrzymywać niższą temperaturę, poprzez niższe nastawy na głowicach termostatycznych przy grzejnikach.
To kto tak naprawdę zarabia na ogrzewaniu? Na pewno nie LWSM Morena, gdyż w przypadku rozliczania kosztów ogrzewania spółdzielnia nie zarabia ani złotówki, a jedynie w całości przekazuje do GPEC opłaty pobrane od mieszkańców. A GPEC to jest właśnie firma, która zarabia na ogrzewaniu naszych mieszkań i która obecnie jest monopolistą na gdańskim rynku, jeżeli mówimy o centralnej dystrybucji ciepła. A w cenie tego ciepła mamy również stare instalacje centralne biegnące przez całą Morenę, w których marnuje się ogromne ilości ciepła, ogrzewając niepotrzebnie nasze podwórka, co najlepiej widać jak tylko spadnie śnieg. Tam, gdzie szybko topnieją szerokie pasy śniegu, tam przebiegają ciepłociągi GPEC-u, za które muszą płacić wszyscy mieszkańcy. Może włodarze LWSM „Morena” powinni się zastanowić, czy to nie najwyższy czas, żeby rozejrzeć się za jakimś alternatywnym źródłem ciepła?
(TG)

Wyróżnienie dla doktora Pempkowiaka

nagroda

Doktor Leszek Pempkowiak odbiera wyróżnienie od prezydenta Gdańska.
Fot. J. Pinkas/UMG

Dr Leszek Pempkowiak, zaangażowany w pracę Poradni Zdrowia Psychicznego i Leczenia Uzależnień Przychodni Morena, lekarz oddany pacjentom, wyróżniony przez prezydenta Gdańska. Już po piąty Prezydent Miasta Gdańska nagrodził pracowników gdańskiej służby zdrowia za osiągnięcia w ochronie zdrowia i szczególny charakter pracy na rzecz pacjenta.
Nagrody finansowe otrzymało czworo pracowników, a dwoje wyróżnienia pozafinansowe. Do „Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska dla pracowników gdańskiej służby zdrowia” można było zgłosić tych, którzy na co dzień niosą nam pomoc i bez których trudno wyobrazić sobie służbę zdrowia: pielęgniarki, ratowników i innych pracowników medycznych. Główną ideą nagrody jest promowanie osób, które w szczególny sposób przyczyniły się do budowania solidarności z osobami cierpiącymi i ich rodzinami. Nagrody wręczył prezydent Paweł Adamowicz 5 listopada w NZOZ Przychodnia Morena Sp. z o.o. przy ul. Jaśkowa Dolina 105 w Gdańsku.
Kapituła Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska ds. rozpatrywania wniosków o przyznanie Nagrody w 2013 roku dla pracowników gdańskiej służby zdrowia za osiągnięcia w ochronie zdrowia i szczególny charakter pracy na rzecz pacjenta, w następującym składzie: Jarosław Formela – przedstawiciel Prezydenta Miasta Gdańska – przewodniczący, Karin Godziniec – przedstawiciel Prezydenta Miasta Gdańska – wiceprzewodnicząca, Żaneta Geryk – przedstawiciel Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia Rady Miasta Gdańska, Andrzej Zapaśnik – przedstawiciel Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, Anna Wonaszek – przedstawiciel Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku oraz Iwona Herholz – przedstawiciel Wydziału Polityki Społecznej UM w Gdańsku rozpatrzyła 21 wniosków i zaproponowała Prezydentowi przyznanie czterech nagród i dwóch wyróżnień dla pracowników gdańskiej Służby Zdrowia.
Nagrodę główną w wysokość 15.000 zł otrzymał: Waldemar Fryze – rekomendowany przez w COPERNICUS podmiot leczniczy Sp.zo.o, gdzie obecnie pracuje. Doktor nauk medycznych, specjalizacja neurolog. Jeden z inicjatorów powstania Oddziału Udarowego, który w krótkim czasie zyskał opinie jednego z wiodących ośrodków leczenia udarów mózgu w kraju, uzyskując najwyższą ocenę (kategoria „A”) nadaną przez Ministra Zdrowia. Pracuje od 1978 roku.
Trzy wyróżnienia finansowe w wysokość 5.000 zł otrzymali: Leszek Pempkowiak – rekomendowany przez NZOZ Przychodnia Morena Spółka z.o.o. Lekarz medycyny, specjalista psychiatra. Pracuje od 1972 roku. Od roku 1986 pracuje w Poradni Zdrowia Psychicznego w ZOZ Nr1, następnie SPZOZ Nr1 i NZOZ Przychodnia Morena do chwili obecnej. Leszek Pempkowiak jest bardzo zaangażowany w pracę Poradni Zdrowia Psychicznego i Leczenia Uzależnień oraz oddany pacjentom. Swoim bogatym doświadczeniem i wiedzą chętnie dzieli się ze współpracownikami. Wioleta Żywicka – rekomendowana przez Fundację Pomorskie Hospicjum dla Dzieci, gdzie pracuje obecnie. Pielęgniarka. Pracuje od 1993 r. do chwili obecnej w Szpitalu Specjalistycznym św. Wojciecha na Zaspie jako pielęgniarka na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Neonatologicznej i pielęgniarka karetkowa, a od 2010 r. do chwili obecnej w Fundacji Pomorskie Hospicjum dla Dzieci. Krystyna Paszko – rekomendowana przez Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, gdzie obecnie pracuje. Pielęgniarka dyplomowana, jest pielęgniarką z ponad 25-letnim stażem pracy. Od kilku lat jest inicjatorem programu profilaktyki odleżyn, dokładnego i systematycznego ich monitorowania, co przyczyniło się do spadku ilości odleżyn o 25% w 2012 roku!
Prezydent przyznał także pozafinansowe wyróżnienia za sprawne zarządzanie gdańską placówką służby zdrowia, które otrzymali: dr n. med. Alina Bielawska-Sowa – rekomendowana przez Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha Samodzielny Publiczny Zakłady Opieki Zdrowotnej i Arkadiusz Bobowski – rekomendowany przez Wojewódzki Szpital Psychiatryczny im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku.
(g)

Coraz bliżej kolei

kolej

Podróż koleją przebiegać będzie w malowniczym krajobrazie… Fot. t

Rozpoczęły się prace konstrukcyjne pierwszego spośród 22 wiaduktów Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. Dwa żurawie przez dwa dni scalały prefabrykaty, które utworzą łukową konstrukcję obiektu w Brętowie.
Rozpoczęły się roboty mostowe na budowie 18-kilometrowej trasy Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, która połączy dwoma torami Wrzeszcz z Osową. Wykonawca rozpoczął formowanie konstrukcji wiaduktu, który zlokalizowany jest ok. 300 metrów od ul. Rakoczego w kierunku Strzyży.
Konstrukcja obiektu nazwanego roboczo „WK-15” nawiązuje kształtem do poprzedniego ceglanego wiaduktu. Posiada łukową konstrukcję, z tym, że wiadukt został wykonany z żelbetowych prefabrykatów. W sumie obiekt będzie składał się z 10 takich elementów, które ustawiane są na betonowej prowadnicy. Całość w przyszłości przykryje grunt.
W montażu konstrukcji w Brętowie biorą udział dwa żurawie. Nie może tego wykonać jedna maszyna, bo wymaga to uniesienia niezależnie dwóch prefabrykatów. Jak podkreślają pracownicy wykonawcy, prace przy obiekcie z użyciem żurawi potrwają dwa dni.
– To pierwszy spośród 22 obiektów mostowych na linii PKM. Prace budowlane trwają na wielu frontach. Jesienią ma rozpocząć się także budowa wiaduktu nad ul. Ogrodową. Ma być on gotowy i udostępniony jeszcze w tym roku – mówi Tomasz Konopacki, rzecznik prasowy spółki Pomorska Kolej Metropolitalna, która jest inwestorem kolejowego przedsięwzięcia.
Koszt realizacji projektu PKM wynosi 720,5 mln zł netto i w 70 proc. dofinansowany jest ze środków Unii Europejskiej. Całkowita wartość projektu PKM – po uwzględnieniu 186,5 mln zł wartości gruntów przekazanych pod inwestycję – to 907 mln zł netto. Wykonawcą jest firma Budimex, która za prace zainkasuje 716 mln zł. Inwestycja ma być gotowa w połowie 2015 r.
Pomorska Kolej Metropolitalna jest największą inwestycją infrastrukturalną realizowaną przez Samorząd Województwa Pomorskiego. Nowa linia przez Morenę połączy Gdańsk-Wrzeszcz z Portem Lotniczym im. Lecha Wałęsy i dalej połączy się z istniejącą linią kolejową Gdynia – Kościerzyna. Dzięki PKM zarówno z Gdańska, jak i z Gdyni można będzie dojechać pociągiem do Portu Lotniczego w niecałe 25 minut.
(t)