Radosć śpiewania

chor
Koncerty patriotyczne to specjalność chóru    (fot. – także na okładce – Agnieszka Zdobych)

15-lecie powstania będzie obchodził w styczniu przyszłego roku chór Cantamus Reginae im. Andrzeja Bocheńskiego. Z tej okazji planowany jest koncert z uwzględnieniem kolęd. Ostatnio natomiast nasi muzycy dali wspaniałe koncerty z repertuarem niepodległościowym.

Odbyły się dwa wspólne koncerty połączonych chórów Symfonia oraz Cantamus Reginae im. Andrzeja Bocheńskiego. Można ich było wysłuchać 10 listopada o godz. 14.00 w kościele oo. Franciszkanów (Wzgórze św. Maksymiliana) oraz 11 listopada o godz. 16.00 w kościele p.w. św. Jadwigi Królowej (Karwiny). Muzycy wystapili z towarzyszeniem instrumentów smyczkowych, pod batutą pani dyrygent Bogny Swiłło. Pieśni patriotyczne oraz te o tematyce religijnej przeplatane były fragmentami prozy i poezji, dobranymi specjalnie na tę okazję przez chórzystkę z Karwin.
Wdzięczni wobec pani dyrygent
Były to pierwsze koncerty po odrodzeniu się chóru. I – sądząc po żywiołowej reakcji publiczności – na pewno nie ostatni. Rzesza słuchaczy obu koncertów była naprawdę bardzo liczna.
– Teraz możemy śmiało powiedzieć, że to „nasza pani dyrygent” – chwali Bogdan Smoliński, prezes chóru. – Ta młoda i skromna osoba ma olbrzymi potencjał. Jesteśmy jej bardzo wdzięczni za wszystko co robi. Jesteśmy zachwyceni, że w tak krótkim czasie (od wakacji) wydarzyło się tyle dobrego.
To bardzo cieszy zwłaszcza, że niewiele brakowało, by parafiany chór Cantamus Reginae przestałby na dobre istnieć. Na szczęście do tego nie doszło, a chór przeżywa wielką reaktywację. Przypomnijmy, że czarne chmury zawisły nad rozśpiewaną wspólnotą już pod koniec ubiegłego roku. Chór zaczął się kurczyć, a na początku lutego tego roku jego szeregi z różnych powodów opuścili ostatni parafianie. W końcu delegacja dawnych członków Cantamus Reginae udała się do proboszcza, by poinformować go, że chór utracił już całkowicie swój parafialny charakter. To z kolei poskutkowało natychmiastową decyzją o zawieszeniu działalności.
Wielka reaktywacja
Zanim jednak chór zdążył się rozpaść na dobre, doszło do jego reaktywacji – ale pod nową batutą. Na początku swój akces zgłosiło niemal 20 osób. Brakowało tylko dyrygenta, bowiem chórzyści nie chcieli już współpracować z osobą, która poprzednio pełniła tę funkcję. Wtedy córka Andrzeja Bocheńskiego poleciła Bognę Swiłło, na co dzień jej koleżankę, ale także utalentowaną absolwentkę Akademii Muzycznej i dyrygentkę chóru Symfonia, którego można posłuchać w gdyńskim kościele franciszkanów na Wzgórzu św. Maksymiliana. Kandydatka zgodziła się bez oporów i w ten sposób Cantamus Reginae od nowa rozpoczął działalność.
Chór znowu ma charakter parafialny, muzykom odpowiada repertuar zgodny z liturgią. Raz w miesiącu jest msza, gdzie można wysłuchać pięknie wykonywanych chorałów gregoriańskich. A tak się pomyślnie składa, że ks. proboszcz podkreśla, iż na pierwszym miejscu zawsze jest liturgia, a zaraz na drugim – piękna oprawa muzyczna.
Nowi mile widziani
Muzycy zapraszają także nowych członków.
– Może panie zechcą podszepnąć swoim mężom, by ci pojawili się na naszych próbach chóru? – zastanawia sieBogdan Smoliński.
(kod)

Odpust u Boromeusza

boromeusz
Trwają prace przy budowie domu parafialnego                                                      (fot. kod)

Wiele dzieje się ostatnio w parafii p. w. św. Karola Boromeusza. Odbył się odpust parafialny, ponadto trwają prace przy budowie światyni oraz plebanii.
Uroczystościom na sumie odpustowej przewodniczył ks. prał. Zbigniew Zieliński, proboszcz parafii katedralnej w Gdańsku Oliwie i kapelan Kościelnej Służby Mężczyzn Semper Fidelis archidiecezji gdańskiej. Z tego powodu obecni byli w świątyni licznie zgromadzeni panowie z tej wspólnoty wraz z pocztami sztandarowymi.
Modlitwa przy relikwiach
Po wspólnej modlitwie wszyscy mogli adorować relikwie św. Karola Boromeusza, które następnie powędrowały do kleryków z seminarium.
Trzeba bowiem wiedzieć, że w 2009 r. pod przewodnictwem abpa seniora Tadeusza Gocłowskiego, podczas odpustu parafialnego uroczyście wprowadzono na stałe do fikakowskiego kościoła relikwie świętego patrona. Są to: cząstka z kości ręki i cząstka szaty. Zanim relikwie dotarły na miejsce kultu w świątyni, odwiedziły kilka domów z kackiej parafii, w których z wiarą i pozruszeniem rodziny powierzyły św. Karolowi codzienne sprawy, radości i troski, cierpienia duszy i ciała. Ofiarodawcą relikwii był ksiądz wiceoficjał Gdańskiego Trybunału Metropolitalnego Wiesław Stolc, który odebrał je w Mediolanie z rąk miejscowego kustosza relikwii za zgodą kardynała Dionizego Tettamanzi, tamtejszego metropolity.
W poszukiwaniu funduszy
A co słychać na placu budowy? Na początku tego roku wykończono garaże, wykonano kominy plebanii oraz częściowo pokrycie dachówką dachu. Zamontowano też pierwsze okna w budynku. Następnie całkowicie dokończono prace dekarskie. Utwardzono i uporządkowano teren wokół plebanii i garaży. Zaczęto montaż przygotowywanego wcześniej ogrodzenia od strony ulicy. Zainstalowano ostatnie okna w plebanii i dokończono montaż ogrodzenia placu kościelnego.
W lipcu wykonano wewnętrzne tynki na poddaszu i na piętrze plebanii. Przez następne dwa miesiące trwały prace gospodarcze. Październik upłynął na pracach przy ociepleniu i elewacji budynku plebanii. Dalsze prace zależą oczywiście m.in. także od hojności parafian.
– Prosimy o pomoc w zdobyciu funduszy, nawet w formie pożyczki, lub w znalezieniu sponsorów – apeluje ks. proboszcz Bogumił Nowakowski. – Niech każdego radosnego, szczerego dawcę miłuje i wspiera Bóg oraz św. Karol!

Siłownia pod chmurką

silownia
Siłownia na świeżym powietrzu już działa                       (fot. kod)

Sport i rekreacja, czyli coś dla aktywnych – tak najkrócej można schrakteryzować nowy obiekt sportowy, o który wzbogaciała się nasza dzielnica.
Chodzi o kompleks sportowo-rekreacyjny przy ul. Gryfa Pomorskiego, który właśnie przeszedł metamorfozę. A konkretnie – został on wzbogacony o wysokiej jakości siłownię na świeżym powietrzu. Urządzenia do ćwiczeń znakomicie uzupełnią ofertę obiektu, z którego od lat korzystają i młodsi i starsi mieszkańcy Kacka.
– Siłownie na świeżym powietrzu wpisują się w rozpoczęty na terenie Gdyni trend – uważa Michał Guć, wiceprezydent miasta. – Pierwszy taki pomysł zrealizował GOSiR w pobliżu bulwaru. Druga siłownia powstała z inicjatywy Rady Dzielnicy Wzgórze Św. Maksymiliana w pobliżu III LO.
O dwie siłownie wzbogaciły się także sąsiednie Karwiny, teraz przyszedł czas na naszą dzielnicę. Latem trwała faza projektowania. Trudno było przewidzieć dokładnie, kiedy będzie można skorzystać z urządzeń, bowiem zazwyczaj przetargi są rozstrzygane na kilka lokalizacji tego typu obiektów jednocześnie. Jednak środki na tę inwestycję zostały odpowiednio wcześniej zabezpieczone tak, by realizacja przedsięwzięcia odbyła się jeszcze w tym roku.
Tak też się stało. Nowa siłownia zewnętrzna przy placu zabaw przy ul. Gryfa Pomorskiego, na terenie kompleksu sportowo-rekreacyjnego jest już faktem.
– Obiekt jest już dostępny – potwierdza Stanisław Borski, radny miasta. – Nie było żadnego oficjalnego otwarcia. Siłownia po prostu została udostępniona mieszkańcom i z tego, co widziałem, już cieszy się wśród nich sporą popularnością.
(kod)

Archeologia Wielkiego Kacka

Danuta Król 3

Danuta Król prezentuje kurhany z Epoki Brązu

Zapatrzeni w komputery, telewizję, telefony komórkowe i inne nowinki technologiczne, często zapominamy o źródłach naszego istnienia, a przecież bogate życie na naszej planecie istniało już tysiące lat wstecz. Odtworzeniem społeczno – kulturowej przeszłości człowieka zajmuje się archeologia, która pozwala nam na podróże w przeszłość.
Na taką podróż zaprosiło nas, w pewien listopadowy wieczór, wielkokackie Koło gdyńskiego Oddziału Zrzeszenia Kaszubsko–Pomorskiego. Był to kolejny wykład zorganizowany przez Przewodniczącego Koła Franciszka Gurskiego, przybliżający historię Wielkiego Kacka. Historyczna podróż po meandrach archeologii Wielkiego Kacka odbyła się w gdyńskiej kawiarni ,,Przystań’’ przy kościele p.w. Św. Wawrzyńca w Wielkim Kacku. Przewodnikiem spotkania była pani archeolog, Danuta Król z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku, która w ciekawy i przystępny sposób przedstawiła pradawne dzieje tych kaszubskich ziem.
Jak dowiedzieliśmy się z opowiadań pani archeolog, pierwsze pisemne wzmianki o wsi Wielki Kack pochodzą z dokumentu wystawionego w roku 1277 przez kaszubskiego księcia Mściwoja II, który podarował wielkokacką ziemię biskupom kujawskim urzędującym we Włocławku. Nazwa Wielki Kack pochodzi od nazwy potoku Kacza (w dawnych dokumentach zwanego Caczą), o którym pisano już w roku 1236 – „in flumine Cacza”. Wzdłuż rzeki położona była wieś określana jako Kac, Kaczki Wielkie, Kacze Wielkie lub Katzco.
Kazimierz Zorn i słuchacze

Publiczność z zaciekawieniem wysłuchała prelekcji

Prace archeologiczne prowadzone na terenie dawnej wsi potwierdzają, że pierwsze ślady osadnictwa na obszarze Wielkiego Kacka pochodzą już z okresu 2000-1700 p.n.e. Na północno – wschodnich ziemiach Polski, pojawiła się wtedy pierwsza fala ludności koczowniczej, pochodząca z terenów naduralskich. W latach 1956-1964 istniało w Wielkim Kacku stanowisko archeologiczne. Odkryto zachowany z tego okresu bursztynowy wisiorek w kształcie figurki ludzkiej czy szpilę z łabędzią szyjką. Natrafiono również na cmentarzysko z wczesnego średniowiecza oraz pogańskie groby skrzynkowe.
Jednak dla wielu mieszkańców Gdyni i Wielkiego Kacka, historia tych ziem zaczyna się dopiero w latach dwudziestych ubiegłego wieku wraz z rozpoczęciem budowy gdyńskiego portu. Badania oraz odkrycia archeologiczne prowadzone często przy okazji budowy osiedli czy dróg, potwierdzają bogactwo historyczne tych ziem. Przechadzając się po wielkokackich polach, uważny obserwator może znaleźć resztki glinianych naczyń czy kamienne groty strzał, a w okolicznych lasach kopce, będące miejscem pochówków dawnych mieszkańców tych ziem. Warto przy tej okazji wspomnieć o najsłynniejszych na Pomorzu kręgach kamiennych i kurhanach znajdujących się w Węsiorach i Odrach, które również traktowane są jako zabytek.
Zrzeszenie Kaszubsko–Pomorskie poprzez swoją działalność stara się edukować mieszkańców naszego regionu. Koło organizuje wykłady i spotkania z osobami aktywnymi w życiu kaszubskiej społeczności, dzięki czemu mamy możliwość poznać różne aspekty z bogatego życia Kaszubów i ziemi kaszubskiej, a pamięć o naszych przodkach, historii i tradycji jest wciąż żywa.
Mariusz Pająk

Kto zarabia na ogrzewaniu?

ogrzewanie
Po rezygnacji z podzielników koszty ogrzewania całego budynku wzrosłyby minimum o 20 proc. Fot. t

Rokrocznie w budynkach wielolokalowych, które rozliczają koszty ogrzewania według wskazań indywidualnych podzielników, powtarza się ten sam scenariusz – część mieszkańców cieszy się ze zwrotów za ogrzewanie, a część pomstuje na rozliczających, obarczając ich winą za konieczność dokonania dopłaty kilkuset złotych (a czasami nawet więcej). Podobnie jest w budynkach zarządzanych przez LWSM „Morena”, która do rozliczeń kosztów ogrzewania korzysta ze wskazań indywidualnych podzielników kosztów ogrzewania.
Pozornie zasada rozliczania kosztów ogrzewania jest prosta – trzeba podzielić między mieszkańców koszt ogrzania całego budynku. Jednak już na tym etapie pojawiają się schody, bo część mieszkańców nie chce się zgodzić na takie rozliczanie.
– Mieszkańcy sądzą, że płacą wyłącznie za ogrzewanie swojego mieszkania, gdy tymczasem płacą za swój udział w kosztach ogrzania całego budynku, za ciepło przepływające w pionach centralnego ogrzewania i ciepło zużyte do ogrzewania klatek schodowych – wyjaśnia pani Lidia Kozub, która w LWSM „Morena” zajmuje się m.in. rozliczeniami kosztów ogrzewania. – W węźle cieplnym znajduje się jeden licznik, który zlicza, ile GJ energii cieplnej zostało zużyte do ogrzania całego budynku. Natomiast wskazania podzielników dają nam informację, jaki procentowy udział w zużyciu ciepła przepływającego przez grzejniki centralnego ogrzewania miało każde z mieszkań.
I tak z prostego podziału kosztów między mieszkańców zrobiła się skomplikowana arytmetyka, bo wzór według którego rozlicza się koszty ogrzewania, niejednego przyprawiłby o ból głowy. Niektórzy nawet zastanawiają się, czy nie lepiej byłoby zrezygnować z podzielników ciepła i rozliczać koszty ogrzewania jedynie według powierzchni, tak jak to bywało jeszcze kilkanaście lat temu.
– Po rezygnacji z podzielników koszty ogrzewania całego budynku wzrosłyby minimum o 20%, takie sytuacje w Polsce miały już miejsce i znamy wyniki badań – wyjaśnia wiceprezes LWSM „Morena”, Aleksander Nowaczek. – Możemy jedynie dyskutować o zmianie rodzaju podzielników ciepła, a nie o rezygnacji z tych podzielników. Obecny system rozlicza bowiem jedynie ilość ciepła wyemitowanego przez żeberka grzejnika, natomiast nie uwzględnia ciepła wyemitowanego przez piony c.o. w pokojach i łazienkach, oraz przez przenikanie ciepła od sąsiadów. Bo jeżeli jedna rodzina musi mieć w domu 22 stopnie, bo np. ma malutkie dziecko, a sąsiedzi utrzymują 18 stopni, bo chodzą w swetrach i oszczędzają, to ciepło przenika przez ściany od mieszkania, w którym jest cieplej, do mieszkania w którym jest chłodniej. To oznacza, że mieszkańcy, którzy mają cieplej w swoim mieszkaniu, równocześnie podgrzewają na swój koszt sąsiadów. Ja sam tego doświadczam, bo mam malutkie dziecko i muszę mieć w mieszkaniu wyższą temperaturę. Takie są po prostu prawa fizyki, więc jeżeli mówimy o zmianie sposobu rozliczania kosztów c.o., to jedynie o takiej, która będzie minimalizowała wpływ takich sytuacji.
Co więc należałoby zrobić, żeby po zakończeniu kolejnego sezonu grzewczego znaleźć się w grupie tych szczęśliwców, którzy otrzymują zwroty po rozliczeniu kosztów ogrzewania? Może wystarczy po prostu docieplenie budynków i cały problem zniknie?
– Po dociepleniu budynku problem nie zniknie, chociaż koszty ogrzewania całego budynku przeciętnie będą niższe o ok.20% – wyjaśnia wiceprezes Nowaczek. – Rozliczanie kosztów ogrzewania to nie jest tak prosta sprawa, ponieważ każdego roku mamy inną zimę, np. w ubiegłym roku pierwsze opady były pod koniec listopada, a w tym roku śnieg leżał jeszcze w kwietniu. Mamy świadomość, że mieszkańcy są sfrustrowani nieprzewidywalnością swoich rozliczeń kosztów ogrzewania, dlatego na posiedzeniach Rady Nadzorczej prezentujemy wypowiedzi ekspertów, z pomocy których korzystamy, żeby rozwiązać ten problem. Bardzo mocno to zagadnienie zgłębia prezes Henryk Talaśka, który nawiązał współpracę ze specjalistami z tej dziedziny, praktykami z wieloletnim doświadczeniem, którzy bardzo dobrze znają i rozumieją nasze problemy.
Te informacje brzmią pocieszająco, jednak nadal nie przybliżają nas do tego, jak obniżyć koszty ogrzewania. Czy wszyscy musimy chodzić po domach w swetrach i ryzykować przeziębienia? A może należałoby przestać wietrzyć mieszkania, żeby jak najmniej ciepła uciekało przez okna?
– To najgorsza rzecz, jaką można zrobić, bo ryzykujemy zagrzybienie mieszkania, co bardzo źle wpływa na nasze zdrowie, powoduje choroby układu oddechowego i krążenia, reumatyzmy i wiele innych groźnych chorób – przekonuje wiceprezes Nowaczek. – Mieszkania należy wietrzyć krótko i intensywnie, czyli 2-3 razy dziennie po 5 minut przy otwartych oknach i zamkniętych kaloryferach. Dzięki temu wymieni się powietrze w mieszkaniu, ale nie wyziębią się mury. Oczywiście warto różnicować temperaturę w mieszkaniu i np. w sypialniach, i w kuchniach utrzymywać niższą temperaturę, poprzez niższe nastawy na głowicach termostatycznych przy grzejnikach.
To kto tak naprawdę zarabia na ogrzewaniu? Na pewno nie LWSM Morena, gdyż w przypadku rozliczania kosztów ogrzewania spółdzielnia nie zarabia ani złotówki, a jedynie w całości przekazuje do GPEC opłaty pobrane od mieszkańców. A GPEC to jest właśnie firma, która zarabia na ogrzewaniu naszych mieszkań i która obecnie jest monopolistą na gdańskim rynku, jeżeli mówimy o centralnej dystrybucji ciepła. A w cenie tego ciepła mamy również stare instalacje centralne biegnące przez całą Morenę, w których marnuje się ogromne ilości ciepła, ogrzewając niepotrzebnie nasze podwórka, co najlepiej widać jak tylko spadnie śnieg. Tam, gdzie szybko topnieją szerokie pasy śniegu, tam przebiegają ciepłociągi GPEC-u, za które muszą płacić wszyscy mieszkańcy. Może włodarze LWSM „Morena” powinni się zastanowić, czy to nie najwyższy czas, żeby rozejrzeć się za jakimś alternatywnym źródłem ciepła?
(TG)

Wyróżnienie dla doktora Pempkowiaka

nagroda

Doktor Leszek Pempkowiak odbiera wyróżnienie od prezydenta Gdańska.
Fot. J. Pinkas/UMG

Dr Leszek Pempkowiak, zaangażowany w pracę Poradni Zdrowia Psychicznego i Leczenia Uzależnień Przychodni Morena, lekarz oddany pacjentom, wyróżniony przez prezydenta Gdańska. Już po piąty Prezydent Miasta Gdańska nagrodził pracowników gdańskiej służby zdrowia za osiągnięcia w ochronie zdrowia i szczególny charakter pracy na rzecz pacjenta.
Nagrody finansowe otrzymało czworo pracowników, a dwoje wyróżnienia pozafinansowe. Do „Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska dla pracowników gdańskiej służby zdrowia” można było zgłosić tych, którzy na co dzień niosą nam pomoc i bez których trudno wyobrazić sobie służbę zdrowia: pielęgniarki, ratowników i innych pracowników medycznych. Główną ideą nagrody jest promowanie osób, które w szczególny sposób przyczyniły się do budowania solidarności z osobami cierpiącymi i ich rodzinami. Nagrody wręczył prezydent Paweł Adamowicz 5 listopada w NZOZ Przychodnia Morena Sp. z o.o. przy ul. Jaśkowa Dolina 105 w Gdańsku.
Kapituła Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska ds. rozpatrywania wniosków o przyznanie Nagrody w 2013 roku dla pracowników gdańskiej służby zdrowia za osiągnięcia w ochronie zdrowia i szczególny charakter pracy na rzecz pacjenta, w następującym składzie: Jarosław Formela – przedstawiciel Prezydenta Miasta Gdańska – przewodniczący, Karin Godziniec – przedstawiciel Prezydenta Miasta Gdańska – wiceprzewodnicząca, Żaneta Geryk – przedstawiciel Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia Rady Miasta Gdańska, Andrzej Zapaśnik – przedstawiciel Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, Anna Wonaszek – przedstawiciel Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku oraz Iwona Herholz – przedstawiciel Wydziału Polityki Społecznej UM w Gdańsku rozpatrzyła 21 wniosków i zaproponowała Prezydentowi przyznanie czterech nagród i dwóch wyróżnień dla pracowników gdańskiej Służby Zdrowia.
Nagrodę główną w wysokość 15.000 zł otrzymał: Waldemar Fryze – rekomendowany przez w COPERNICUS podmiot leczniczy Sp.zo.o, gdzie obecnie pracuje. Doktor nauk medycznych, specjalizacja neurolog. Jeden z inicjatorów powstania Oddziału Udarowego, który w krótkim czasie zyskał opinie jednego z wiodących ośrodków leczenia udarów mózgu w kraju, uzyskując najwyższą ocenę (kategoria „A”) nadaną przez Ministra Zdrowia. Pracuje od 1978 roku.
Trzy wyróżnienia finansowe w wysokość 5.000 zł otrzymali: Leszek Pempkowiak – rekomendowany przez NZOZ Przychodnia Morena Spółka z.o.o. Lekarz medycyny, specjalista psychiatra. Pracuje od 1972 roku. Od roku 1986 pracuje w Poradni Zdrowia Psychicznego w ZOZ Nr1, następnie SPZOZ Nr1 i NZOZ Przychodnia Morena do chwili obecnej. Leszek Pempkowiak jest bardzo zaangażowany w pracę Poradni Zdrowia Psychicznego i Leczenia Uzależnień oraz oddany pacjentom. Swoim bogatym doświadczeniem i wiedzą chętnie dzieli się ze współpracownikami. Wioleta Żywicka – rekomendowana przez Fundację Pomorskie Hospicjum dla Dzieci, gdzie pracuje obecnie. Pielęgniarka. Pracuje od 1993 r. do chwili obecnej w Szpitalu Specjalistycznym św. Wojciecha na Zaspie jako pielęgniarka na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Neonatologicznej i pielęgniarka karetkowa, a od 2010 r. do chwili obecnej w Fundacji Pomorskie Hospicjum dla Dzieci. Krystyna Paszko – rekomendowana przez Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, gdzie obecnie pracuje. Pielęgniarka dyplomowana, jest pielęgniarką z ponad 25-letnim stażem pracy. Od kilku lat jest inicjatorem programu profilaktyki odleżyn, dokładnego i systematycznego ich monitorowania, co przyczyniło się do spadku ilości odleżyn o 25% w 2012 roku!
Prezydent przyznał także pozafinansowe wyróżnienia za sprawne zarządzanie gdańską placówką służby zdrowia, które otrzymali: dr n. med. Alina Bielawska-Sowa – rekomendowana przez Szpital Specjalistyczny św. Wojciecha Samodzielny Publiczny Zakłady Opieki Zdrowotnej i Arkadiusz Bobowski – rekomendowany przez Wojewódzki Szpital Psychiatryczny im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku.
(g)

Coraz bliżej kolei

kolej

Podróż koleją przebiegać będzie w malowniczym krajobrazie… Fot. t

Rozpoczęły się prace konstrukcyjne pierwszego spośród 22 wiaduktów Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. Dwa żurawie przez dwa dni scalały prefabrykaty, które utworzą łukową konstrukcję obiektu w Brętowie.
Rozpoczęły się roboty mostowe na budowie 18-kilometrowej trasy Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, która połączy dwoma torami Wrzeszcz z Osową. Wykonawca rozpoczął formowanie konstrukcji wiaduktu, który zlokalizowany jest ok. 300 metrów od ul. Rakoczego w kierunku Strzyży.
Konstrukcja obiektu nazwanego roboczo „WK-15” nawiązuje kształtem do poprzedniego ceglanego wiaduktu. Posiada łukową konstrukcję, z tym, że wiadukt został wykonany z żelbetowych prefabrykatów. W sumie obiekt będzie składał się z 10 takich elementów, które ustawiane są na betonowej prowadnicy. Całość w przyszłości przykryje grunt.
W montażu konstrukcji w Brętowie biorą udział dwa żurawie. Nie może tego wykonać jedna maszyna, bo wymaga to uniesienia niezależnie dwóch prefabrykatów. Jak podkreślają pracownicy wykonawcy, prace przy obiekcie z użyciem żurawi potrwają dwa dni.
– To pierwszy spośród 22 obiektów mostowych na linii PKM. Prace budowlane trwają na wielu frontach. Jesienią ma rozpocząć się także budowa wiaduktu nad ul. Ogrodową. Ma być on gotowy i udostępniony jeszcze w tym roku – mówi Tomasz Konopacki, rzecznik prasowy spółki Pomorska Kolej Metropolitalna, która jest inwestorem kolejowego przedsięwzięcia.
Koszt realizacji projektu PKM wynosi 720,5 mln zł netto i w 70 proc. dofinansowany jest ze środków Unii Europejskiej. Całkowita wartość projektu PKM – po uwzględnieniu 186,5 mln zł wartości gruntów przekazanych pod inwestycję – to 907 mln zł netto. Wykonawcą jest firma Budimex, która za prace zainkasuje 716 mln zł. Inwestycja ma być gotowa w połowie 2015 r.
Pomorska Kolej Metropolitalna jest największą inwestycją infrastrukturalną realizowaną przez Samorząd Województwa Pomorskiego. Nowa linia przez Morenę połączy Gdańsk-Wrzeszcz z Portem Lotniczym im. Lecha Wałęsy i dalej połączy się z istniejącą linią kolejową Gdynia – Kościerzyna. Dzięki PKM zarówno z Gdańska, jak i z Gdyni można będzie dojechać pociągiem do Portu Lotniczego w niecałe 25 minut.
(t)

Sandra Adamczak została radną

radna

Wybory cieszyły się dużym zainteresowaniem uczniów…(t)

Sandra Adamczak z II klasy 7 Liceum Ogólnokształcącego na Chełmie została wybrana do Zgromadzenia Elektorów Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska. Jej kadencja będzie trwała dwa lata.
Zgodnie z uchwałą nr XI/177/11 Rady Miasta Gdańska w sprawie powołania Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska, prezydent Gdańska zarządził wybory do rady wśród uczniów gdańskich szkół. W Okręgu Wyborczym nr 2 odbyło się spotkanie wyborcze w celu głosowania na elektorów Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska. Po 2 minutowej prezentacji samego elektora i jego programu wyborczego dokonano głosowania w wyniku którego na radną wybrano Sandrę Adamczak.
Do zadań Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska będzie należało, m.in. przedstawianie opinii w sprawach dotyczących młodzieży wobec organów administracji samorządowej Miasta Gdańska. Chodzi o podejmowanie uchwał oraz stanowisk, a także inicjowanie i promowanie działań o charakterze społecznym, edukacyjnym, kulturalnym, sportowym, rekreacyjnym, ekologicznym i charytatywnym.
Odtąd Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 7 ma aż trzy radne w Młodzieżowej Radzie Miasta Gdańska.
(t)

„Biblioteka szkolna – bramą do życia”

biblioteka
Młodzież chętnie czyta, wbrew temu, co się mówi…

Po raz kolejny w Gimnazjum nr 3 przy Chałubińskiego na Chełmie obchodzono Międzynarodowy Miesiąc Bibliotek Szkolnych. Nauczyciele bibliotekarze zorganizowali działania, których celem było rozbudzanie zainteresowań czytelniczych oraz zachęcenie uczniów do korzystania z bogatych zbiorów biblioteki.
Jak informują Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska, uczniowie wzięli licznie udział w konkursach czytelniczych. Jednym z nich był konkurs „Książka miesiąca”, który pozwolił stworzyć ranking najpopularniejszych wśród młodzieży szkolnej książek. W tym roku na pierwszych miejscach znalazły się: „Igrzyska śmierci” S. Collins, „My, dzieci z Dworca ZOO” F. Christiane, „Pamiętnik narkomanki” B. Rosiek.
Na konkurs „Krzyżówka literacka z hasłem” wpłynęło 37 prac, które potwierdziły zarówno wiedzę literacką uczniów, jak i kreatywność i zdolności plastyczne.
– Dużym zainteresowaniem cieszył się konkurs „Mistrz pięknego czytania” zorganizowany dla uczniów klas drugich – informują organizatorzy. – Odbywał się w dwóch etapach: klasowym i szkolnym. Najlepiej czytający uczniowie prezentowali wybrane przez siebie fragmenty współczesnej prozy, np.: „Igrzyska śmierci” S. Collins, „Achaję” A. Ziemiańskiego, „Całe zdanie nieboszczyka” J. Chmielewskiej, „Pamiętnik narkomanki” B. Rosiek. W finale konkursu uczniowie przeczytali wybrane fragmenty „Eragona” Ch. Paoliniego. Wyłoniono dwóch mistrzów i dwóch wicemistrzów czytania, którzy otrzymali nagrody rzeczowe, wszyscy uczestnicy dostali dyplomy.
Przeprowadzone zajęcia pokazują, wbrew powszechnej opinii, że młodzież chętnie czyta różnorodne książki oraz bierze aktywny udział w organizowanych konkursach.
(g)

Prezydentowi Szadółki nie śmierdzą

Aż 56 studni odgazowujących czynną kwaterę do składowania odpadów zostanie wydrążonych na wysypisku w Szadółkach. Wiadomo już jedno – oznacza to dla mieszkańców pobliskiego Chełmu wzmożoną emisję nieprzyjemnych zapachów w Gdańsku. Tylko dlaczego o tych pracach nie pomyślano trzy lata temu, gdy budowano nową kwaterę?
W połowie sierpnia oddano do użytku remontowaną przez kilka ostatnich miesięcy kompostownię. Do jej awarii doszło w połowie ubiegłego roku, a z tego powodu mokre odpady jeszcze do niedawna trafiały na plac na terenie Szadółek i generowały nieprzyjemny zapach, zatruwając życie okolicznych mieszkańców. Jeszcze większym problemem jest nowa kwatera do składowania odpadów, a dokładnie brak w niej instalacji do ujmowania gazu wysypiskowego. Powstanie takiej instalacji jest jedną z wytycznych po kontroli wysypiska przeprowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
W śmieciach na tej kwaterze powstaje gaz, który nie tylko cuchnie, ale w dużym stężeniu jest także niebezpieczny. Dlatego przez najbliższe dwa miesiące na terenie kwatery będzie wykonywanych 56 odwiertów pod studnie odgazowujące, które przy tej okazji odprowadzą gaz do atmosfery. I – niestety – także do nozdrzy okolicznych mieszkańców.
– Dla okolicznych mieszkańców uciążliwy będzie sam moment wiercenia na kwaterze w odpadach. Jednak wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich prac przy starym składowisku, gdzie studnie po odwiercie były odgazowane dopiero po dwóch miesiącach. Teraz zobowiązaliśmy wykonawcę, by każdy taki odwiert był od razu czopowany i od razu zasysano z niego gaz. Studnie będą wiercone wyłącznie na dwóch sektorach kwatery, które są obecnie zapełnione. Jest jeszcze sektor, w którym znajduje się wyłącznie ziemia. Tam instalacja powstanie najwcześniej za trzy lata, jak będą tam składowane odpady – wyjaśnia Wojciech Głuszczak, prezes Zakładu Utylizacyjnego w Szadółkach.
Stara kwatera na odpady została zamknięta w grudniu 2009 roku, gdy osiągnęła wysokość 135 m. Od stycznia 2010 roku eksploatowana jest nowa kwatera o powierzchni blisko 13 ha. Wprawdzie zyskała ona system uszczelniania dna, drenażu i odbioru odcieków, ale nie do odgazowania. Nie powstało ono mimo tego, że przeprowadzona kilka lat temu modernizacja zakładu kosztowała 400 mln zł. Dlaczego?
– Po wytycznych kontroli wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska wiemy, że od samego początku powinny być nie tylko studnie odgazowujące, ale też urządzenia monitorujące, czy gaz się tam pojawia – uważa Wojciech Głuszczak, który zarządza zakładem od maja 2009 roku. Nie powstały one przy budowie kwatery, mimo obowiązującego zarządzenia sprzed 10 lat. Przy kontroli też zadałem pytanie, dlaczego został zaakceptowany projekt, a wszystkie odpowiednie władze, także WIOŚ, to zatwierdziły i zostały wydane stosowne pozwolenia. Za ten stan jest odpowiedzialny spory krąg i trudno winić za to jedną osobę.
Obecnie wybrana w przetargu firma Wagra z Torunia za blisko 7 mln zł wykona studnie, instalację do odgazowania, a także zbiorczy kolektor gazu i zbiorczą stację biogazu.
Zapach z wysypiska śmieci, który od wielu lat jest uciążliwy dla okolicznych mieszkańców, sprawił, że powołali oni stowarzyszenie i stworzyli „mapę smrodu”. Mapa swoim zasięgiem obejmuje 8-kilometrowy obszar wokół wysypiska. Każdy może zaznaczyć na niej kiedy – z dokładnością do minuty – odczuwalny jest przykry zapach w skali od „odrobinę” do „okropnie”.
Prezydent Paweł Adamowicz wizytował zakład w Szadółkach, pochwalił go. Nie wyczuł smrodu z Szadółek. Mocno przesadził, bo nie trzeba mieć prezydenckiego nosa, by czuć fetor, jaki od lat uprzykrza życie mieszkańcom południowych dzielnic Gdańska.
Władze Zakładu Utylizacyjnego pracują nad tym, by usunąć 26 nieprawidłowości, jakie wykazała kontrola Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Te działania chwali Adamowicz, który ostatnio przeprowadził w Szadółkach wizytację. I jego zdaniem wcale nie ma tam brzydkiego zapachu. Co innego twierdzą mieszkańcy, ze strony których na Adamowicza po tym wyznaniu posypały się gromy.
Wrażenia ze swojej wizyty w Szadółkach prezydent zamieścił na facebooku.
– Kiedy według relacji mieszkańców zapach jest najbardziej uciążliwy, pojechaliśmy spędzić popołudnie na gdańskim składowisku odpadów. Pierwsze wrażenie: nie było żadnego zapachu. Po drugie zakład jest bardzo czysty i uporządkowany – stwierdza na wstępnie Adamowicz. – Oglądaliśmy instalację do sortowania, którą niedawno oddano do użytku. Obecnie trwa 90-dniowy okres testowy, w którym instalacja ma wykazać, że działa bez zarzutu oraz nie uwalnia uciążliwych zapachów. Pryzmy odpadów przeznaczonych do kompostowania oczywiście nie pachną, ale ten zapach odczuwalny jest dopiero przy bezpośrednim kontakcie z pryzmą – poinformował. Wystawił też ZUT laurkę za to, że prowadzi on kompleksowe nasadzenia drzew, które sam hoduje. – Po sporych problemach z wykonawcami prac technicznych i budowlanych, mam nadzieję, że nadszedł czas spokoju wokół śmietniska. Produkujemy ogromną ilość odpadów, które muszą być gdzieś składowane i przetwarzane. To miejsce służy za składowisko od 1969 r. więc jego istnienie w Szadółkach nie może być dla nikogo tajemnicą. Dokładamy wszelkich starań, aby uciążliwość zakładu była jak najmniejsza, ale jak wiadomo odpady to nie jest pachnący problem – kwituje Adamowicz.
Ten wpis wśród mieszkańców, także Chełmu, wywołał burzę.
„Panie Adamowicz, wszyscy czują tylko nie Pan, możliwe że to wina nosa” – to tylko jeden z komentarzy, jakie pojawiły się pod wpisem prezydenta. Pojawiły się nawet głosy, że prezydent… powinien się wybrać do lekarza.
– Codziennie jeżdżę obwodnicą i śmierdzi strasznie. Jeśli ktoś tego nie czuje, powinien chyba udać się do laryngologa, bo nie wszystko jest dobrze. Nie wiem, po co taki propagandowy tekst. Mieszkańcy nagle po nim zaczną ten fetor traktować jako świeże powietrze? – denerwuje się pan Łukasz.
Głos w dyskusji zabrali także ci, którzy składowisko mają w bezpośrednim sąsiedztwie.
– Nieprzyjemny zapach z zakładu jest coraz bardziej uciążliwy, wyczuwalny nawet co drugi dzień – wskazuje prezydentowi mieszkanka okolic ul. Jabłoniowej.
Podobnych stwierdzeń na profilu prezydenta pojawiły się dziesiątki. Ten jednak zdania nie zmienia.
– Sytuacja miała się poprawić do sierpnia tego roku, po remoncie, a właściwie budowie od nowa instalacji do sortowania. I moim zdaniem się poprawiła. Mam nadzieję, że ostatnie inwestycje przyczynią się do tego, że problem będzie zanikał – komentuje Paweł Adamowicz.
Niestety dla mieszkańców Szadółek i okolic przez najbliższe dwa miesiące fetor unoszący się z zakładu będzie silniejszy niż zwykle. W ramach inwestycji przewiercone bowiem muszą zostać hałdy odpadów. Po wykonaniu odwiertów, zamontowane zostaną studnie odgazowujące, dzięki którym docelowo uciążliwości zapachowe w południowej części Gdańska mają zostać zminimalizowane. – Zrobimy co w naszej mocy, by prace przebiegały sprawnie i bezproblemowo – zapowiadają władze ZUT. (g)