Artykuły

Zawalona autami Morena


Znalezienie bezpłatnego miejsca parkingowego na Morenie po godz. 18 graniczy z cudem… Fot. tg

Gdy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wznoszono budynki na Morenie, to nikomu się w głowach nie mieściło, że w Polsce każde mieszkanie będzie przypadał jeden samochód, a co dopiero dwa lub trzy. Minęło 30 lat, i dzisiaj na Morenie chciałoby zaparkować więcej samochodów, niż jest miejsc parkingowych.
Dlatego codziennym obrazkiem są tutaj samochody zaparkowane na chodnikach, trawnikach, przejściach dla pieszych, podjazdach do budynków, miejscach przeznaczonych na wystawianie kontenerów na śmieci, drogach pożarowych i pieszo-jezdniach. Od kilku miesięcy Zarząd LWSM „Morena” próbuje spełnić oczekiwania mieszkańców w zakresie poprawy tej sytuacji, organizując postępowania przetargowe na kompleksową koncepcję modernizacji układu drogowego tych terenów. Celem takiego opracowania ma być zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i miejsc postojowych właścicielom pojazdów, jednak wymaga to zespołu projektowego, w skład którego wchodzą specjaliści z wielu dziedzin. – Teraz, gdy prace przy termomodernizacji budynków ruszyły z kopyta, i pewne jest, że skończą się w przyszłym roku, mieszkańcy stawiają przed spółdzielnią kolejne zadania – komentuje prezes zarządu LWSM „Morena”, Eugeniusz Głogowski. – Niewydolny układ komunikacyjny to bolączka każdej spółdzielni w Gdańsku i bardzo duże utrudnienie życia jej mieszkańcom. Zwłaszcza, że na terenie naszej spółdzielni niektórzy mieszkańcy wykazują się duża gorliwością w zawiadamianiu o nieprawidłowym parkowaniu Straży Miejskiej, co skutkuje dotkliwymi mandatami. Co do zasady – my nie popieramy lekceważenia prawa, ale wiemy, że zanim będzie się surowo egzekwowało jego przestrzeganie, należy stworzyć do tego warunki. Dlatego intensywnie pracujemy, żeby ten problem jak najszybciej rozwiązać, mimo, że na kompleksowe rozwiązanie brakuje nam pieniędzy w budżecie. Musimy bowiem pamiętać, że poza pieniędzmi na miejsca postojowe w pierwszej kolejności musimy wygospodarować pieniądze na poprawę bezpieczeństwa pieszych w miejscach o słabej widoczności, drogi pożarowe oraz likwidację potencjalnych miejsc kolizyjnych.
Mimo świadomości wagi problemu działania spółdzielni nie są zbyt dynamiczne w tym zakresie, gdyż w 2013 roku nie pojawiło się jeszcze żadne dodatkowe miejsce postojowe. Władze LWSM „Morena” tłumaczą się trwającym postępowaniem konkursowym, ale brak reakcji przez wiele miesięcy na pierwszy rzut oka wygląda na brak pomysłu na rozwiązanie tego problemu. – To nie jest brak pomysłu, tylko brak zgody części mieszkańców na tworzenie nowych miejsc postojowych w pobliżu ich budynków, pomysły mamy od dawna – wyjaśnia zastępca prezesa zarządu LWSM „Morena”, Aleksander Nowaczek. – Mieszkańcy obawiają się 10 dodatkowych samochodów w pobliżu swojego budynku, które w ciągu doby z włączonymi silnikami spędzą pod ich oknami łącznie 10 minut. Nie dostrzegają, że te samochody dzisiaj też parkują pod ich oknami, tylko na chodnikach lub trawnikach, zamiast na parkingach odgrodzonych od budynków szpalerami żywopłotów pochłaniających spaliny. Mieszkanie w centrum miasta wiąże się z pewnymi ograniczeniami, a do takich ograniczeń w każdym dużym mieście należy sąsiedztwo parkujących samochodów. Nie pozwalając na wybudowanie ładnie zaaranżowanych miejsc postojowych nie usuniemy tych samochodów z osiedla, jest XXI wiek i samochodów będzie nam przybywało, a nie ubywało.
W roku 2013 spółdzielnia już dwukrotnie ogłaszała przetargi na układ drogowy osiedla, i żaden nie przyniósł efektu. Samochodów na osiedlu przybywa, a miejsc postojowych nie. Nic nie wskazuje na to, żeby ten stan miał szybko ulec zmianie. Dodatkowo w ostatnim czasie bardzo uaktywniła się Straż Miejska, która zachowuje się rzeczywiście tak, jakby była wzywana przez sąsiadów. Krótko mówiąc – zaparkowanie zgodnie z prawem swojego pojazdu na Morenie graniczy z cudem, zwłaszcza jeżeli ma się to odbyć po godzinie 18, gdy większość mieszkańców już wróciła do domu. Wprawdzie pozostają jeszcze parkingi strzeżone, lecz i one nie rozwiążą problemu, gdyż na terenie Moreny łącznie oferują maksymalnie 200 wolnych miejsc postojowych, podczas gdy według szacunków spółdzielni brakuje ich około 2 tysięcy. – Układ drogowy jest najważniejszym zadaniem stojącym przed spółdzielnią w najbliższych latach, mamy kilka pomysłów na to, jak rozwiązać ten problem, ale wszystko musimy przygotować i przekonsultować z naszymi mieszkańcami – komentuje prezes Głogowski. – Dzięki temu jako zarząd będziemy pewni, że przystępując do realizacji tego zadania mamy mandat zaufania od mieszkańców. Pomysłów jest kilka, bo mogą to być zarówno parkingi wielopoziomowe naziemne czy podziemne, miejsca postojowe tworzone wzdłuż dróg wewnętrznych, dodatkowe place postojowe czy parkingi terenowe będące rodzajem umocnionych terenów zielonych przeznaczonych do parkowania. O tym, który pomysł rzeczywiście trwale rozwiąże problemy naszego osiedla, zadecyduje zespół doświadczonych urbanistów, któremu chcemy powierzyć zadanie zaprojektowania układu drogowego.
Gdańskie spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe w różnie radzą sobie z problemem deficytu miejsc parkingowych. Wspólnoty przede wszystkim odgradzają się od sąsiadów płotami i szlabanami, oraz wprowadzają sprzedaż miejsc postojowych w podziemnych garażach i przed budynkami. Spółdzielnie, jak ostatnio na Żabiance, wprowadzają identyfikatory dla swoich mieszkańców i zakazują wjazdu na swoje terytorium pojazdom niewyposażonym w identyfikatory. W centrach miast pojawiają się płatne strefy parkowania, które nie dotyczą osób zamieszkujących budynki stojące przy danej ulicy. Może któreś z takich rozwiązań przyniosłoby rozwiązanie na Morenie? – Ograniczając dostęp obcym pojazdom nie rozwiążemy problemu braku miejsc parkingowych, a tylko utrudnimy życie naszym mieszkańcom i ich gościom – komentuje wiceprezes Nowaczek. – Byłem ostatnio na uroczystości u rodziny na Żabiance – mieli jeden identyfikator i trzy samochody gości do obdzielenia. Mimo, że początkowo byli za wprowadzeniem zakazu, to teraz byli z tego niezadowoleni. Do każdego przyjeżdżającego gościa musieli wyjść z budynku i przejść kilkaset metrów do strefy objętej zakazem. A przecież my mamy ułatwiać życie mieszkańcom, a nie utrudniać.
Z problemem braku miejsc postojowych i dróg pożarowych mieszkańcy Moreny będą musieli jeszcze kilka lat się borykać. Wyjaśnienia członków zarządu spółdzielni są logiczne, jednak również tego problemu nie rozwiążą. W kontekście braku efektów kolejnego postępowania przetargowego, które miało wyłonić wykonawcę projektu układu drogowego, należy jedynie mieć nadzieję, że zarządowi spółdzielni wystarczy czasu na realizację swoich planów, zanim mieszkańcom zabraknie cierpliwości. I należy mieć nadzieję, że mieszkańcy nie będą blokowali inicjatyw zarządu, jeżeli rzeczywiście będą one zmierzały do poprawy obecnej sytuacji na drogach Moreny.

(tg)

Drgnęło w kulturze


Marzena Czulak: „Plany mamy ambitne”…Fot. t

Nie minął miesiąc od rozpoczęcia nowego sezonu w Domu Kultury LWSM „Morena”, a placówka tętni życiem i z dnia na dzień poszerza swoją ofertę. Niepozorny dotąd profil Domu Kultury na Facebook’u (facebook.com/dom kultury.morena) polubiło w ciągu ostatniego miesiąca prawie 2 tys. osób, a oferta placówki poszerzyła się radykalnie. O sposobach na promowanie kultury, a także edukacji w sferze kulturalnej i społecznej, rozmawiamy z nową kierowniczką Domu Kultury „Morena”, Marzeną Czulak.
– Minął zaledwie miesiąc od rozpoczęcia przez panią pracy na stanowisku kierownika Domu Kultury Morena, a oferta zajęć poszerzyła się kilkukrotnie. Nie obawia się pani, że to nie wypali?
– Jak na razie nic na to nie wskazuje – jeszcze dobrze nie rozpoczęliśmy promocji naszych działań, a już mamy niemal pełne listy chętnych na ofertę, którą prezentowaliśmy podczas Dnia Otwartego. Właściwie to pracujemy, żeby tę ofertę jeszcze poszerzyć.
– Skąd w ogóle taki pomysł, żeby organizować Dzień Otwarty w Domu Kultury? Dotychczas takie dni organizowały ewentualnie salony samochodowe.
– Żyjemy w XXI wieku, w którym ludzie są bombardowani masą najróżniejszych informacji, i zaczynają mieć coraz większy problem z ich selekcjonowaniem i wartościowaniem wiadomości. Proszę spojrzeć na dzieci – one paradoksalnie z większą uwagą oglądają bloczki reklamowe niż dedykowane im bajki. Podobnie dorośli – mają tyle codziennych spraw, że zapominają o samych sobie, o swoich młodzieńczych pasjach, zainteresowaniach, talentach. Poza tym ludzie obawiają się, że za wszystko będą musieli zapłacić, a jak tylko będą się chcieli dowiedzieć, zapytać, albo czegoś wypróbować, to od razu będą musieli za to zapłacić, albo zostaną potraktowani jak intruzi.
– I Dzień Otwarty to zmienił?
– Nie wiem, czy zmienił, ale stworzył szansę, żeby bez tych obaw przyjść i zapoznać się z naszą ofertą. Były zajęcia teatralne, plastyczne, muzyczne, taneczne, wokalne, pokazy ceramiki, kreatywne zajęcia dla dzieci i młodzieży. Była oferta dla rodziców, dla seniorów – każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Liczyliśmy, że jeśli ktoś tu przyjdzie, to opowie o tym co zobaczył swojej rodzinie, sąsiadom, znajomym. Odebraliśmy bardzo dużo pozytywnych sygnałów od mieszkańców, że taka akcja była bardzo potrzebna.
– Dotychczas większość zajęć w Domu Kultury była za darmo, a obecnie za wszystkie trzeba zapłacić. Czy to nie zniechęci ludzi do przychodzenia na zajęcia?
– Spójrzmy prawdzie w oczy – ile było tych darmowych zajęć w Domu Kultury? Jak zoptymalizowałam ich grafik, to okazało się, że te darmowe zajęcia nie wypełniają nawet jednego dnia, a pozostałe i tak są płatne, bo są prowadzone przez firmy, które wynajmowały od nas sale. Poza tym okazało się, że te darmowe zajęcia nie odpowiadają potrzebom mieszkańców, albo nie przynoszą efektów, bo grupy zajęciowe są przepełnione. Jeżeli na lekcjach gitary było kilkanaście osób w grupie, to faktycznie nauczyciel nie był w stanie kontrolować wszystkich ćwiczących, mógł poświęcić każdemu nie więcej niż 3-4 minuty. Trzeba było poświęcić całą godzinę, żeby otrzymać kilka minut lekcji. Teraz wprawdzie trzeba zapłacić 20 zł za godzinę, ale za to w grupie jest maksymalnie 5 osób, więc nauczyciel może kontrolować wszystkich, a dodatkowo z każdą osobą indywidualnie pracować po kilkanaście minut.
– Ale członkowie LWSM „Morena” płacą przecież składki na działalność społeczno-kulturalną i oświatową, a dodatkowo muszą jeszcze płacić za zajęcia. To może lepiej nie płacić tych 9 groszy od metra kwadratowego mieszkania, skoro i tak trzeba płacić za zajęcia?
– Proszę sobie policzyć, co się bardziej opłaca. Członkowie LWSM „Morena” od ceny wszystkich zajęć otrzymują 20 proc. zniżki, więc np. już na jednej godzinie gry na gitarze oszczędzają 4 zł. Biorąc pod uwagę, że takich godzin jest średnio w miesiącu 4-5 to daje średnio w miesiącu zniżkę 18 zł. Największe mieszkania w spółdzielni, które mają powierzchnię ok. 76 m, płacą składkę poniżej 7 zł. Już przy jednej osobie uczestniczącej w zajęciach to się im opłaca. A teraz proszę policzyć oszczędności w sytuacji, gdy jedno dziecko pójdzie na gitarę, drugie na taniec, mama na aerobik, a tata na biegi. Łącznie taka rodzina zaoszczędzi w miesiącu ok. 80 zł, a w ciągu roku niemal tysiąc złotych w porównaniu do oferty dla osób nie będących członkami spółdzielni. Dodam jeszcze, że nasza oferta jest już na starcie przeciętnie o 20 proc. tańsza od ofert innych placówek w Gdańsku.
– Skąd taka pewność?
– Z analizy konkurencji, którą przeprowadziliśmy przed ustaleniem cennika. Sprawdziliśmy ceny wszystkich placówek w Gdańsku i mogę państwu zagwarantować, że w tej chwili nie ma bardziej atrakcyjnej oferty na rynku. A dzięki uzależnieniu wynagrodzenia instruktorów od popularności ich zajęć mamy gwarancję, że będą to programy na najwyższym poziomie, bo w innym przypadku uczestnicy tego nie kupią. Obecnie wszystkie zajęcia osiągnęły już minimalny poziom, który zakładałam w swoim business planie, co znaczy, że nasza oferta odpowiada potrzebom mieszkańców.
– Business plan, analiza konkurencji, oferta odpowiadająca potrzebom, wynagrodzenie uzależnione od popularności – skąd to wszystko w przypadku takiego ośrodka, jak Dom Kultury? Przecież to pojęcia charakterystyczne dla biznesu.
– Minęły już czasy, w których tworzyło się sztukę dla sztuki, w której przeznaczało się olbrzymie pieniądze na to, żeby jeden artysta mógł się zrealizować, a kilku krytyków mogło napisać o nim swoją recenzję. Dzisiaj sztuka musi się bronić swoją atrakcyjnością, musi pokazać swoją przydatność. Oczywiście – trudno znaleźć taki utylitaryzm w zajęciach z ceramiki, na których tworzy się gliniane naczynia. Ale i tam, jeżeli zajęcia nie będą przynosiły satysfakcji uczestnikom, to po prostu przestaną na nie przychodzić. Bo miło jest podać gościom herbatę w zrobionych własnoręcznie filiżankach, a wiązankę imieninową włożyć do własnoręcznie zrobionego wazonu.
– Czy nie zmierzamy przez to do pauperyzacji sztuki?
– Uczymy gry na skrzypcach, altówce, wiolonczeli, śpiewu, baletu, malarstwa, aktorstwa – gdzie tutaj zagrożenie pauperyzacją? Sztuka to ogół twórczości artystycznej odpowiadającej wymaganiom estetyki, odznaczającej się pięknem i harmonią, będącej efektem rzadkiej zręczności i kreatywności. Jako absolwentka Akademii Sztuk Pięknych mam to przede wszystkim na uwadze, a nasza oferta ma na celu prowadzenie uczestników przez kolejne stopnie wtajemniczenia. Ktoś, kto na zajęciach z ceramiki dzisiaj zrobi filiżanki do herbaty, jutro być może zacznie robić przepiękne gliniane wazy, misy, będzie w unikalny sposób łączyć kolory i materiały. Proszę przyjść do nas w dowolne popołudnie i zajrzeć do dowolnej sali – tutaj czuć ducha kultury i sztuki, widać uśmiechniętych ludzi, którzy odkrywają nowe pasje i realizują swoje marzenia.
– Czego możemy się spodziewać w przyszłości?
– Plany mamy ambitne, jednak przede wszystkim musimy pamiętać, że nasz Dom Kultury od wielu lat nie przeszedł poważnego remontu, i wymaga znacznych nakładów. Większość okien przecieka i zalewa pomieszczenia, więc w pierwszej kolejności szukamy wykonawcy, który w ekspresowym tempie je wymieni, a płatność rozłoży na raty. W pomieszczeniach nie ma wykładzin, a to dyskwalifikuje je do zajęć muzycznych, pracownie są bardzo słabo wyposażone. Spółdzielnia nie znajdzie na wszystko pieniędzy, więc będziemy szukali programów pomocowych, dzięki którym uda się nam pozyskać środki na remonty. Poza tym zamierzamy poszerzyć ofertę koncertów, pokazów, przedstawień – z dnia na dzień będzie się działo coraz więcej. Zapraszam do polubienia naszego profilu na Facebooku (DomKulturyMorena), na którym będziemy zamieszczali wszystkie informacje na temat nowej oferty.
(TG)

Jak na Morenie domy docieplano…


Czy sąd nakaże wznowienie śledztwa? Fot. t

Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz umorzyła śledztwo w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej na szkodę LWSM Morena przez osoby pełniące w nieodległej przeszłości funkcje członków Zarządu LWSM. Zawiadomienie o przestępstwie złożył do prokuratury obecny zarząd spółdzielni, zgodnie z zaleceniem lustratora. Spółdzielnia nie zgadza się z postanowieniem prokuratury i wniosła zażalenie do sądu.
– Prokuratura wszczęła z naszego doniesienia śledztwo nie w sprawie, lecz przeciwko byłym członkom zarządu za niedopełnienie obowiązków ciążących na nich w obrocie gospodarczym, jak również wszczęła śledztwo przeciwko osobom poświadczającym nieprawdę w dziennikach budowy – mówi Henryk Talaśka, zastępca prezesa zarządu LWSM Morena. – Zostały zabezpieczone przez organa policji wszystkie niezbędne dokumenty do dalszego postępowania dowodowego.
Chodzi o proces dociepleń budynków na Morenie w latach 2008-2009. Lustrator spółdzielni badając dokumenty LWSM Morena dostrzegł nieprawidłowości, które w ocenie Rady Nadzorczej spółdzielni kwalifikowały sprawę do organów ścigania. Rada zobowiązała zarząd spółdzielni do wniesienia do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez były zarząd LWSM.
– W liście polustracyjnym który wpłynął do zarządu kontroler stwierdził, że „po wyliczeniu strat jakie poniosła spółdzielnia, dalszy bieg sprawy powinien być przejęty przez organa do tego celu powołane” – dodaje Talaśka.
Prezes stwierdza, że chodzi o dwie straty jakie poniosła spółdzielnia Morena. Jedna wynikająca z nienaliczenia przez ówczesny zarząd kar umownych wobec wykonawców. Umowy nakazywały dokończenie procesu termomodernizacji do października, podczas gdy w rzeczywistości roboty zostały zakończone pod koniec grudnia. Zarząd, choć miał taki obowiązek, nie naliczył kar, podczas gdy według lustratora LWSM Morena powinien obciążyć wykonawców karami finansowymi z kwotę kilkaset tysięcy złotych. I druga strata – mieszkańcy po zakończeniu procesu termomodernizacji w umownym terminie powinni być beneficjentami mniejszych kosztów z tytułu ogrzewania ich mieszkań.
– My szacujemy, nie tylko z audytów termomodernizacyjnych ale z rzeczywistego stanu, że oszczędności zużycia ciepła w docieplonych domach wynoszą 90 groszy na każdym metrze kwadratowym – twierdzi Henryk Talaśka. – Jest to kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Czy było to zaniechanie, nieświadome działania, czy okazywanie uprzejmości względem wykonawców? – pytamy wiceprezesa Talaśkę.
– Powiem w ten sposób – odpowiada. – W 2008 roku docieplenia budynków na Morenie robiły dwie firmy. Jedna z nich skończyła roboty nawet przed terminem umownym, o czym pisemnie powiadomiła spółdzielnię. Trzy dni później z obydwoma firmami podpisano aneksy wydłużające czas realizacji dociepleń! Kuriozalne, ale takie są fakty. Tylko jedna firma miała w tym czasie zaawansowane roboty w 50 procentach. Roboty w jej wykonaniu do dziś spędzają sen z powiek obecnemu zarządowi spółdzielni. Co dziwne, rok potem z niewiadomych powodów ów firma, która wyraźnie sobie nie radziła z robotami, ponownie wygrała przetarg na docieplenia. W tym roku kończy się gwarancja dotycząca budynków docieplonych w 2008 roku. Objęte są one, z racji druzgocących ekspertyz, szczególnym nadzorem ekip technicznych spółdzielni, aby każdy detal został naprawiony w ramach trwania pięcioletniej gwarancji.
– Nie chciałbym mieszkać w budynku ani wielorodzinnym, ani jednorodzinnym, gdzie w połowie grudnia dokonuje się wyprawek na styropianie – dodaje wiceprezes Talaśka. – Stąd takie, a nie inne były decyzje Rady Nadzorczej zobowiązujące zarząd spółdzielni do podjęcia stosownych działań. Wbrew obiegowym pogłoskom nie ma tu zemsty, po prostu istnieje odruch ludzkiej przyzwoitości, troska o standard mieszkania i standard jakości wykonanych prac.
Śledztwem objęte były także osoby poświadczające nieprawdę w dziennikach budowy. Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Odnośnie członków byłego zarządu, który miał się dopuścić nadużycia uprawnień lub niedopełnienia ciążącego na nim obowiązku stwierdziła, że „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”. W kwestii poświadczenia nieprawdy w dziennikach budowy: „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.
Z werdyktem nie zgodził się zawiadamiający. Uznał, że trudno jest przyjąć, aby stwierdzone fakty nie zawierały znamion czynu zabronionego. Bo jeśli tak, to byłoby coś nie tak…
– Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz zawiadomiła nas, że prokurator wydał zarządzenie o przyjęciu zażalenia wniesionego 15 lipca 2013 przez LWSM na postanowienie z 28 czerwca o umorzeniu śledztwa i zarządził przyjąć zażalenie jako wniesione przez osobę uprawnioną i w terminie – kończy wiceprezes Talaśka. – Przekazał go celem rozpoznania do Sądu Rejonowego Gdańsk Północ w Gdańsku, Wydział XI Karny. Sąd Rejonowy Gdańsk Północ w Gdańsku wyznaczył na 29 października posiedzenie w sprawie rozpoznania zażalenia na postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia (śledztwa) umorzenia postępowania przygotowawczego.
(TG)

Powstanie atrakcyjny kompleks handlowy


Całość wydaje się być zharmonizowaną i atrakcyjną zabudową…

Jest ogromna szansa, że już w przyszłym roku cały obszar od kościoła w kierunku zbiegu ulic Cieszyńskiego i Witosa na Chełmie całkowicie zmieni swoje oblicze. Zabudowa ma się okazać harmonizowaną i atrakcyjną.
Kończy się etap projektowy inwestycji zlokalizowanej na zachód od Kościoła pw. Urszuli Ledóchowskiej będącej kompleksem handlowo-usługowym z dominującym na parterze Lidlem i przedszkolem na piętrze z ogródkiem-placem zabaw dla dzieci.
– Poza Lidlem w galerii handlowej znajdzie się jeszcze sześć innych placówek handlowych i usługowych, wśród których będzie placówka bankowa, Rossmann i apteka – informuje Leszek Majewski, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm. – Ważną jest informacja, iż obiekt wybudowany będzie w klasie A, a więc z materiałów wysokiej jakości.
Partnerzy biznesowi Firmy Wroński, która w ubiegłym roku wygrała konkurs na dzierżawę działki przy kościele, zdecydowali się na zakup sąsiadującej działki z myjnią samochodową i wystąpili do naszej Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm z wnioskiem o dzierżawę pozostałego terenu, na który w konkursie nie było ofert.
Sugestia Zarządu Spółdzielni, aby u zbiegu ulic Cieszyńskiego i Witosa zlokalizować fastfood KFC została przyjęta i w ten sposób cały obszar od kościoła na zachód będzie zagospodarowany. Na działce, po wyburzeniu budynku myjni, zlokalizowany będzie klub fitness i obiekty handlowe.
– Całość, którą możecie państwo ocenić oglądając załączone wizualizacje wydaje się być zharmonizowaną i atrakcyjną zabudową – podsumowuje Marek Majewski.
(g)

Parkowanie tu i ówdzie…


Nawet na drodze rowerowej właściciel tego pojazdu nie zawahał się zaparkować…Fot. t

Mieszkańcy osiedla wielokrotnie zgłaszali do Straży Miejskiej w Gdańsku przypadki źle zaparkowanych samochodów. Kierowcy parkowali niezgodnie z prawem na chodnikach, placach, skwerach. Liczne interwencje strażników spotykały się z niezrozumieniem kierujących.
W końcu funkcjonariuszka z referatu dzielnicowego postanowiła podjąć inne, bardziej skuteczne kroki – napisała wniosek o zamontowanie słupków.
W Zespole Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 6 uczy się dużo dzieci. Parkujące na chodniku samochody sprawiały zagrożenie, zwłaszcza dla najmłodszych uczniów. Rodzice dowożący swoje pociechy na zajęcia skarżyli się na trudną sytuację pod szkołą w godzinach porannych. Regularne interwencje Straży Miejskiej skutkowały na krótko. Po pewnym czasie problem powracał, a kierowcy z niechęcią reagowali na działania podejmowane przez funkcjonariuszy.
W trosce o bezpieczeństwo dzieci strażniczka z Referatu VI doprowadziła do zamontowania słupków oddzielających chodnik od jezdni. Napisała wniosek do komisji działającej przy Urzędzie Miejskim w Gdańsku, uzasadniając potrzebę inwestycji. Komisja przychyliła się do wniosku funkcjonariuszki, po czym w dniach 3–4 października zaczęto stawianie słupków. Problem został rozwiązany – miejmy nadzieję, że na długo – dzięki dobrej współpracy mieszkańców ze strażnikiem rejonowym.
Na stronie internetowej Straży Miejskiej w Gdańsku jest zakładka „Twój strażnik”. Wystarczy wprowadzić nazwę ulicy, żeby dowiedzieć się, który funkcjonariusz sprawuje opiekę nad danym rejonem. Przypadek pokazuje, że warto znać swojego strażnika.
(tg)

Droga pożarowa nie do parkowania!


Ruszyła akcja informacyjna Straży Miejskiej i Państwowej Straży Pożarnej skierowana do mieszkańców parkujących na osiedlowych drogach pożarowych. Lekkomyślni kierowcy z Chełmu dostaną ulotki przypominające o nadrzędnej funkcji drogi pożarowej i konsekwencjach łamania przepisów.
Ograniczona liczba miejsc parkingowych na osiedlach powoduje, że niektórzy mieszkańcy decydują się na parkowanie na drogach pożarowych. Niestety nie biorą oni pod uwagę skutków swojego działania, zastawiona droga wydłuża dojazd służb ratowniczych na miejsce zdarzenia.
Strażnicy miejscy będą zostawiać za wycieraczką źle zaparkowanych aut ulotki informacyjne ostrzegające przed konsekwencjami parkowania na drodze pożarowej.
– W momencie wystąpienia pożaru, pojazdy, które blokują oznakowaną drogę pożarową traktowane są jak przeszkoda na drodze służb ratowniczych – mówi Miłosz Jurgielewicz, rzecznik Straży Miejskiej w Gdańsku. – W takiej sytuacji strażacy mają prawo przestawić blokujący drogę pojazd wszelkimi dostępnymi metodami – przepchnąć, przenieść a nawet staranować. Za wszystkie wynikłe uszkodzenia pojazdów odpowiada niefrasobliwy właściciel, który może zostać ukarany mandatem karnym za utrudnienie akcji ratowniczej.
Większość dróg pożarowych oznaczonych jest za pomocą znaków B-36 i „Droga pożarowa”. Tego typu oznakowanie pozwala strażnikom miejskim podejmować interwencje na podstawie art. 92 Kodeksu Wykroczeń. W praktyce oznacza to 100 złotowy mandat i 1 punkt karny. Od początku bieżącego roku gdańscy strażnicy podjęli 13 742 interwencje związane z niestosowaniem się do znaku drogowego.
(g)

Wielki Brat patrzy


Mieszkańcy czują się bezpieczniej dzięki kamerom… Fot. t

Wsłuchując się w oczekiwania mieszkańców osiedla Morena, dotyczące bezpieczeństwa mienia jak i osób, LWSM Morena postanowiła w 2012 roku podnieść bezpieczeństwo i rozpoczęła budowę systemu monitoringu. Pierwsze kamery zostały zainstalowane przy ulicy Kusocińskiego oraz Marusarzówny. Dziś w systemie monitoringu znajduje się 9 kamer kopułkowych, 8 kamer stacjonarnych montowanych na budynkach , oraz 8 kamer obrotowych montowanych na słupach zewnętrznych.
Cały system połączony światłowodami udostępnia obraz Policji, Straży Miejskiej oraz Wydziałowi Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Gdańska. Z uwagi na odczuwalne korzyści wynikające z monitoringu, który w ewidentny sposób przeniósł się na podniesienie bezpieczeństwa mieszkańców, LWSM Morena z chwilą pozyskania nowych środków będzie rozbudowywała monitoring i instalowała nowe kamery w miejscach najbardziej narażonych na niebezpieczne zdarzenia.
Korzyści z instalacji monitoringu zdecydowanie przewyższyły oczekiwania mieszkańców. W miejscach, a których dociera obraz z kamer, praktycznie nie odnotowuje się obecnie wykroczeń ani aktów wandalizmu. Jeżeli nawet sporadycznie dochodzi do kradzieży lub dewastacji mienia stanowiącego własność mieszkańców LWSM Morena, to dzięki obrazom rejestrowanym przez monitoring zwiększyła się wykrywalności sprawców.
– Nasz monitoring pozwolił na ujęcie sprawców włamań i kradzieży ze skrzynek pocztowych, chuligańskich dewastacji wewnątrz budynków, oraz wykroczeń drogowych, w wyniku których uszkodzone zostały pojazdy mieszkańców spółdzielni – komentuje Roman Jastrzębowski, kierownik Działu Członkowsko-Samorządowego, który w LWSM „Morena” sprawuje pieczę nad systemem monitoringu. – Materiały wideo z monitoringu przekazywane Policji w kilku przypadkach pozwoliły na zatrzymanie sprawców, lub w ogóle postawienie im zarzutów. Najlepszym tego przykładem jest sytuacja z 25 marca 2013 roku, gdy zgłosiliśmy kradzież elementów ruchomych z wind, i dopiero przekazany Policji materiał z monitoringu pozwolił na ujęcie sprawców.
Obecnie prowadzonych jest wiele dochodzeń przez Komisariat VIII Policji w Gdańsku, jednak dla dobra spraw spółdzielnia nie chciała ujawnić, o jakie zdarzenia chodzi. Z relacji wynika, że są to wykroczenia komunikacyjne, kradzieże, dewastacje i włamania do obiektów na terenie LWSM Morena.
– Wielu mieszkańców zwraca się do nas z prośba o udostępnienie nagrań z monitoringu, ale niestety w celach bezpieczeństwa nie możemy im udostępniać takich materiałów – dodaje Roman Jastrzębowski. – Nigdy bowiem nie mamy pewności, czy osoba, która zwraca się do nas z prośbą o takie materiały, to rzeczywiście osoba poszkodowana, czy może jednak sprawca, który chciałby sprawdzić, czy jego występek został zarejestrowany przez monitoring. Posiadanie takich informacji przez przypadkowe osoby często mogłoby zniweczyć pracę śledczych, dlatego w uzgodnieniu z nimi przekazujemy materiał wyłącznie na prośbę Policji. Mogę tylko dodać, że takich próśb tylko ze strony Policji odnotowujemy kilka w tygodniu, co absorbuje służby spółdzielni.
Materiały przekazywane Policji wzmacniają bezpieczeństwo na osiedlu, gdyż wśród przestępców i chuliganów szybko rozchodzą się wieści, że ich występki nie pozostaną bezkarne. Dodatkowo na Morenie zlokalizowany jest lotny zespół Agencji Ochrony WENA S.A., który prowadzi stałe patrole na terenie osiedla. – Dzięki temu, że WENA posiada stały podgląd monitoringu, możliwe są natychmiastowe interwencje w danym obszarze osiedla – komentuje Roman Jastrzębowski – co w ewidentny sposób przekłada się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa mieszkańców. Mieliśmy już przypadki, gdy sprawcy wykroczeń byli łapani na gorącym uczynku, bo patrol może dotrzeć w każde miejsce w ciągu kilku minut.
System monitoringu na Morenie współpracuje z kamerami obrotowymi umieszczonymi w kluczowych punktach miasta. W ciągu najbliższych miesięcy ta współpraca będzie jeszcze lepsza, gdyż tym razem na koszt miasta zostaną zainstalowane kamery wzdłuż ulicy Rakoczego i Bulońskiej, przy przystankach kolei metropolitalnej i tramwaju, które już wkrótce zawitają na Morenie. Z pewnością jeszcze bardziej podniesie to poziom bezpieczeństwa mieszkańców osiedla.
(t)

Zmiany dopiero się zaczęły…


Aleksander Nowaczek: „W kilku przypadkach byliśmy zmuszeni do podjęcia stanowczych kroków kadrowych”…Fot. TG

Na Morenie gołym okiem widać zmiany zachodzące wreszcie w szybki tempie w zakresie odnawiania budynków, jednak osiedle to nie tylko budynki, to przede wszystkim jego mieszkańcy. Program poprawy jakości obsługi mieszkańców wdraża Aleksander Nowaczek, zastępca prezesa zarządu LWSM „Morena”, którego zapytaliśmy o ostatnie zmiany w tym zakresie.
– Od dawna LWSM Morena systematycznie podnosi poprzeczkę swoim pracownikom w zakresie jak najlepszych standardów obsługi mieszkańców. Jak pan ocenia, jak wygląda to w rzeczywistości?
– To trochę jak z treningiem skoczków wzwyż – nie wystarczy podnosić poprzeczki, bo tylko od tego zawodnik nie zacznie wyżej skakać. Trzeba zaobserwować, co się działo dotychczas, czego jeszcze brakuje, jak to robią najlepsi – i stopniowo wprowadzać zmiany. Nasz personel to prawie 180 osób, więc mówimy tutaj o całym procesie zarządzania zmianą, którego nie da się przeprowadzić z dnia na dzień. Jestem jednak pewien, że jesteśmy na dobrej drodze do szybkiej poprawy wyników.
– Z czego wynika to przekonanie?
– Przede wszystkim z zaangażowania coraz większej liczby osób, które przejawiają inicjatywę we wprowadzaniu zmian, które mają służyć mieszkańcom. Jak rozpoczynałem pracę w spółdzielni, to na część moich pomysłów słyszałem od niektórych pracowników odpowiedź – „tego się nie da zrobić w naszej spółdzielni”. Przyznam szczerze, że ten brak chęci, żeby chociaż spróbować coś zmienić, był dla mnie zadziwiający.
– To co się zmieniło w międzyczasie, że teraz wierzy pan w sukces?
– Wydaje mi się, że nareszcie ludzie zrozumieli, że te zmiany to nasze wspólne być albo nie być. Najlepszym tego przykładem był wniosek mieszkańców o likwidację Domu Kultury. To był sygnał, że robimy nie to, czego życzyliby sobie mieszkańcy, że nie spełniamy ich oczekiwań. W ostatnim roku odbyłem wiele indywidualnych i grupowych spotkań z mieszkańcami i mimo, że wielokrotnie ich oczekiwania były wzajemnie wykluczające się, to zawsze mieszkańcy oczekiwali zaangażowania w ich problemy i podejmowania decyzji, które będą służyły całej spółdzielni.
– Co jest najważniejsze w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcem?
– Zrozumienie, na czym rzeczywiście polega problem i jak go rozwiązać w taki sposób, żeby to było dobre dla całej spółdzielni, a nie tylko dla tego jednego mieszkańca. Ale oczywiście ważne jest aktywne podejście, umiejętność odróżnienia właściwych powodów od powodów populistycznych, oraz chęć jak najlepszego wypełnienia swojego zadania. Bardzo ważna jest również asertywność, ale nie taka błędnie rozumiana jako sztywne bronienie własnego stanowiska, ale asertywność, w której staramy się spełnić czyjeś oczekiwania, nie łamiąc równocześnie zasad panujących w spółdzielni.
– Mógłby pan podać jakiś przykład?
– Oczywiście. Przyjrzyjmy się choćby ostatniej sprawie dotyczącej planów wybudowania na czas określony hali do squasha na części terenu asfaltowych kortów na Wileńskiej, które miały zostać wydzierżawione od spółdzielni. Dla spółdzielni to byłby czysty zysk, gdyż zachowalibyśmy dotychczasową funkcję rekreacyjną na obecnie niezbyt często wykorzystywanym, zdegradowanym terenie i pozyskalibyśmy środki do jego odnowienia, i rozbudowy. Pewni mieszkańcy postanowili podburzyć swoich sąsiadów, nie przekazując im całej informacji, ale tylko jej cześć (że niby korty mają zostać w całości zlikwidowane) i problem gotowy – na konsultacje społeczne mieszkańcy przyszli z postawą negatywną i na nic się nie chcieli zgodzić. Jednak po godzinie okazało się, że wypracowanie wspólnego stanowiska jest możliwe i zostało to zaakceptowane przez wszystkich obecnych.
– To dlaczego jednak kortów nie będzie?
– To już zupełnie inna sprawa – kortów nie będzie, bo inwestora zniechęciło całe zamieszanie, i nie chciał się do nas pchać na siłę. Pieniądze, które mogła zarobić spółdzielnia, żeby zainwestować je na naszym terenie, zarobi ktoś inny. I to jest właśnie przykład niewłaściwie rozumianej asertywności – co z tego, że kilku mieszkańców osiągnęło swój cel i zablokowało tę inwestycję, skoro stracili na tym wszyscy mieszkańcy spółdzielni.
– Bywa, że ci mieszkańcy, poirytowani swoimi problemami, nie bywają za grzeczni. Jeśli pracownik także, to może dochodzić do patologii. Pracownik, choć opluwany przez niezrównoważonych petentów, nie może zrobić tego samego?
– Brak przestrzegania ogólnie przyjętych zasad współżycia i komunikacji źle świadczy o nas samych, dlatego nie wyobrażam sobie, żeby pracownicy nie przestrzegali zasad kultury i zapominali i nieodzownej w naszej pracy grzeczności i uprzejmości. Jednak nie znaczy to, że mają pozwalać mieszkańcom na zachowania rażąco niezgodne z przyjętymi zasadami. Każdy pracownik, jeżeli spotka się z zachowaniem wulgarnym, obraźliwym czy poniżającym jego godność, ma prawo odmówić obsługi takiego mieszkańca i zwrócić się o pomoc do swojego przełożonego.
– Czy pracownicy spółdzielni są szkoleni przez specjalistów, znawców zagadnienia, w zakresie obsługi klienta?
– I tak i nie. Tak, gdyż ja jestem specjalistą w zakresie obsługi klienta i przez wiele lat prowadziłem szkolenia z profesjonalnej obsługi klienta, pracując na stanowisku Głównego Trenera w dużej międzynarodowej korporacji. Nie – gdyż zakres mojej pracy jest tak szeroki, że mogę jedynie przekazywać swoje uwagi, ale nie mam na tyle wolnego czasu, żeby prowadzić kompleksowe szkolenia dla pracowników. Na koniec tego roku przewidziałem wprawdzie kilka dni szkoleniowych prowadzonych przeze mnie, ale to będzie tylko wstęp do całego procesu. Robiliśmy wstępne przymiarki i koszty, które należałoby ponieść, są naprawdę wysokie. Pisaliśmy wnioski o dofinansowanie całego procesu z funduszy europejskich, ale nie otrzymaliśmy wsparcia finansowego. Nie składamy jednak broni i jeżeli w nowym okresie programowania znajdą się środki na ten cel, to z pewnością będziemy o nie aplikować, miejmy nadzieję, że z większą skutecznością.
– Czy właśnie te kwestie czy inne były przyczyną zmian kadrowych, które w spółdzielni miały miejsce?
– Jeżeli pyta pan o zaniedbania w jakości obsługi mieszkańców czy brak skuteczności w działaniu – to rzeczywiście, w kilku przypadkach byliśmy zmuszeni do podjęcia stanowczych kroków. W większości przypadków okazywało się jednak, że to pracownicy sami dochodzili do przeświadczenia, że nie są w stanie spełnić nowych oczekiwań i to oni składali wypowiedzenia.
– Proszę powiedzieć w ostatnim czasie jakie były to zmiany, jakich osób dotyczyły, na jakich stanowiskach i dlaczego do nich doszło?
– Nie chciałbym mówić o konkretnych przypadkach, gdy druga strona nie może równocześnie zaprezentować swoich poglądów. Mogę tylko powiedzieć, że efektem każdej zmiany było poszukiwanie pracownika, który będzie jak najlepiej odpowiadał oczekiwaniom spółdzielni i będzie w stanie wypełniać swoje obowiązki według nowych standardów. Jeżeli zdarza się, że nowi pracownicy nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań, to dziękujemy im za współpracę i szukamy dalej, jednak dzieje się tak w sporadycznych przypadkach.
– Dlaczego doszło do zmiany na stanowisku kierownika Domu Kultury na Morenie? Tomasz Lipski się nie sprawdził? Artysta, muzyk, człowiek z duszą, pasjami, organizator wielu imprez? Był zły? Będzie lepszy?
– Proszę nie traktować tej sprawy w kategorii zły-lepszy, ale w kategorii dopasowania odpowiednich osób do konkretnych zadań. Tomek Lipski rzeczywiście świetnie sprawdzał się w roli kierownika artystycznego wydarzeń organizowanych przez Dom Kultury i przygotował kilka spektakularnych projektów, jak choćby festiwal młodzieżowych zespołów Youth Festiwal, czy nietuzinkową imprezę z ostatnich miesięcy – Morena Graffiti Jam. Za wszystkie te działania serdecznie Tomkowi dziękuję i z podziwem odnoszę się do jego osiągnięć. Jednak Dom Kultury to coś więcej, niż wydarzenia – to instytucja, która powinna prowadzić kompleksową działalność kulturalną, społeczną i oświatową, kierując ofertę w różnych obszarach do różnych grup odbiorców. To konieczność rozciągania ciasnego budżetu, zabiegania o dofinansowanie z różnych źródeł, efektywne wykorzystywanie potężnego obiektu, który generując znaczne koszty utrzymania, powinien rekompensować to mieszkańcom bogatą ofertą. My po prostu potrzebujemy na to miejsce menadżera sztuki, a nie artysty czy nawet kierownika artystycznego, jakim niewątpliwie jest Tomek.
– Skąd pewność, że nowe osoby, mówiąc wprost, będą lepsze od tych, których zwolniono?
– Mówiąc na przykładzie Domu Kultury – czas pokaże, ale nowa pani kierownik to osoba z dużym doświadczeniem menedżerskim, która ma na swoim koncie m. in. organizację wizyty Michela Platiniego w Polsce w czasie przygotowań do Euro 2012, pełniła rolę menadżera kilku zespołów muzycznych i kierowała działem kulturalnym regionalnej telewizji. Jej pierwsze kroki są bardzo obiecujące. W innych przypadkach również pierwsze wrażenia są bardzo dobre. Przykładamy dużą wagę do zatrudniania osób, które od razu staną się liderami pozytywnych zmian i wniosą dużą wartość dodaną do zasobów personalnych spółdzielni. Nie jest to łatwe, gdyż zarobki w spółdzielni nie są konkurencyjne do oferowanych przez prywatne przedsiębiorstwa i na niektórych kandydatów najzwyczajniej w świecie nas nie stać, jednak najczęściej udaje się nam wybrać kandydata, który odpowiada poszukiwanemu przez nas profilowi.
– Czy jeszcze jakieś zmiany są planowane w najbliższym czasie?
– My przez cały czas jesteśmy w trakcie zmiany, można powiedzieć, że zmiany dopiero się zaczęły. Z mojego pionu i mojego zakresu odpowiedzialności mogę powiedzieć, że właśnie testujemy nowe standardy pracy gospodarzy domów, które mamy zamiar wdrażać już od tego roku, pracujemy nad poprawą efektywności pracy naszych konserwatorów, postawiliśmy nowe zadania przed administratorami, wdrażamy nowy sposób obsługi mieszkańców w punktach pierwszego kontaktu.
– Skoro już pan o tym wspomniał, to jakie spółdzielnia ma plany w zakresie poprawy obsługi mieszkańców i jak chce je ewentualnie wdrożyć?
– Podejmujemy dwutorowo działania – zarówno w zakresie poprawy warunków obsługi mieszkańców, jak i w zakresie nowego standardu obsługi. Tak naprawdę, to są naczynia połączone, bo obecnie zupełnie inaczej obsługuje się klientów. Teraz klient powinien móc usiąść przy tym samym biurku, przy którym jest załatwiana jego sprawa, uzyskać kontakt do osoby, która tę sprawę prowadzi, dowiedzieć się, kiedy sprawa zostanie załatwiona, jak uzupełnić ewentualne braki, a w przypadku niemożliwości załatwienia sprawy – powinien uzyskać dokładną przyczynę takiego stanu. Chcemy, żeby coraz więcej spraw było można załatwić przez internet, ale zanim skierujemy swoje wysiłki w tym kierunku, musimy nadrobić zaległości z podstawowych zagadnieniach.
– Czyli?
– Mam na myśli utrzymanie czystości w naszych budynkach, zwiększenie liczby miejsc parkingowych, wymianę instalacji czy dźwigów, zakończenie dociepleń i wiele innych aspektów. Bo dobrze działająca spółdzielnia to taka, do której mieszkańcy nie musza się zwracać w różnych sprawach, gdyż wszystkie ich potrzeby leżące w gestii spółdzielni są zaspokojone. Tak więc nasz główny cel, do którego będziemy dążyć, to w taki sposób ulepszać i organizować przestrzeń naszego osiedla, żeby jak najlepiej służyło ono różnym grupom mieszkańców.
– Dziękuję za rozmowę.
TG

Gra w kolory


Henryk Talaśka:  „Nie możemy wybierać elewacji budynków w konkursach sms-owych”…

Osiedle Morena, za sprawa kontynuowanej termomodernizacji, nabiera coraz bardziej estetycznego wyglądu. Jednak zastosowana kolorystyka budynków nie wszystkim przypadła do gustu. O trudnym procesie estetyzacji osiedla rozmawiamy z odpowiedzialnym za ten fragment działalności LWSM „Morena” zastępcą prezesa zarządu, Henrykiem Talaśką.
– Panie prezesie, skąd wzięła się koncepcja właśnie takiej kolorystyki budynków?
– W zakresie termomodernizacji budynków dokumentację projektową wykonało Sopockie Studio Projektowe Jacek Bosiacki z siedzibą w Sopocie. Postawiono przed nim zadanie pokazania Moreny jako nowoczesnego osiedla spółdzielczego, wpisanego w przestrzeń powstających wokół nas nowych osiedli deweloperskich, które swoją kolorystyką nie będzie od nich odstawać na niekorzyść. Nie chcieliśmy również rozwiązań infantylnych, które pasują do dziecięcych pokoików, ale nie do centrum dużego miasta, które łączy swoją tysiącletnią tradycję z dynamicznym rozwojem w XXI wieku.
– Czy te zadania zostały spełnione?
– W moim i nie tylko w moim odczuciu, tak. Ponieważ moje osobiste zdanie w tej sprawie nie powinno być decydującym kryterium, otrzymane projekty konsultowałem z szeregiem osób będących autorytetami w tej sprawie. Odnośnie zaprojektowanych rozwiązań architektoniczno-plastycznych z uznaniem wypowiada się m.in. Referat Estetyzacji Miasta Gdańska. Architekci oraz sam Kierownik Referatu wypowiadali się pozytywnie zarówno o projekcie jak i jego kolorystyce, podkreślali nowatorskie i europejskie rozwiązania.
– A jak na te rozwiązania zareagowali mieszkańcy?
– Właściwie w naszym przypadku sprawdza się powiedzenie, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. W przypadku kolorystyki elewacji niemal każdy ma inne zdanie, zdarzało się, że przychodzące po sobie osoby miały całkowicie odmienne poglądy. Dyskutowaliśmy o poziomie nasycenia kolorów, głębiach czerwieni, zieleni czy fioletu, o nastrojach elewacji i ich spójności z otoczeniem. Ktoś chciał więcej różu, ktoś inny beż, a komuś nawet podobała się czerń. Już starożytni mawiali, że o gusta się nie dyskutuje, więc nie chciałbym wartościować tych opinii. Cieszy mnie, że pojawiło się tyle różnych głosów, bo świadczą one o tym, że naszym mieszkańcom zależy na tym osiedlu i chcieliby, żeby było ono jak najładniejsze.
– Jakie decyzje podjęli państwo w zakresie kolorystyki elewacji?
– Patrząc na skalę zjawiska, stosunkowo niewielka grupa osób kontestowała te projekty. Obecne rozwiązania kolorystyczne i architektoniczne 36 budynków są utrzymane w takiej samej konwencji plastycznej. Bonie są zachowane do II piętra, a jasne, pastelowe kolory tworzą nowy klimat.
– Kto tak naprawdę zdecydował o kolorystyce docieplanych domów?
– Jak już wspomniałem – moje osobiste zdanie nie powinno stanowić w tej sprawie decydującego kryterium, dlatego zdaliśmy się na specjalistów, którzy zostali przez nas poproszeni o udział w konsultacjach z mieszkańcami. W niektórych przypadkach udało się osiągnąć kompromis, w innych oczekiwania mieszkańców wzbudzały całkowity opór projektantów, którzy nie chcieli swoim nazwiskiem firmować pewnych rozwiązań. Myślę, że udało się nam osiągnąć oczekiwany poziom porozumienia, chociaż zdaję sobie sprawę, że pewnych mieszkańców zadowoli jedynie realizacji ich wizji, co często jest niemożliwe do realizacji.
– Oprócz koloru na elewacji znajdują się też elementy ozdobne, najczęściej poprzeczne paski mniej więcej co kondygnację, czasem są w pionie. Czy to decyzja wykonawcy?
– Całość wykończenia elewacji podlega pozwoleniu na budowę, więc nie ma mowy o jakiejkolwiek inwencji twórczej wykonawcy. To są przemyślane i zaplanowane rozwiązania, które mają uatrakcyjniać monotonne bryły budownictwa wielkopłytowego. Chcieliśmy, żeby zastosowane rozwiązanie nie kolidowało z otoczeniem, ale na terenie Moreny przewijało się kilka rozwiązań. Dlatego konsultowaliśmy kierunki z architektami w urzędu Miasta, żeby podpowiedzieli nam, jakie są trendy europejskie i co warto kontynuować, a czego nie.
– Jak dogodzić mieszkańcom pozostałych do docieplenia budynków? Tak na wszelki wypadek, żeby znowu nie było protestów?
– Panie redaktorze, najbardziej zastanawiające w tych protestach było to, że wśród całej plejady protestujących zacnych mieszkańców Moreny nie było ani jednego architekta czy plastyka. Przecież te osoby powinny być jak najbardziej wrażliwe na piękno otaczającej ich materii. Musimy czasami przyjąć z zaufaniem, że nasze gdańskie uczelnie kształcą dobrych specjalistów, którzy po prostu znają się na swojej pracy. Z całym szacunkiem – nie możemy wybierać elewacji budynków w konkursach sms-owych, gdyż wówczas prawdopodobnie nie wygra rozwiązania innowacyjne, kreatywne, które wytycza trendy i przełamuje stereotypy. My, Polacy, jesteśmy tradycjonalistami, i z trudem przyjmujemy zmiany. Jednak patrząc na entuzjastyczne opinie specjalistów z Referatu Estetyzacji Urzędu Miasta Gdańska chciałby uspokoić wszystkich mieszkańców – nasze projekty są naprawdę na wysokim poziomie, a dzięki ich realizacji nasze osiedle przedstawiane jest jako wzór modernizacji wielkopłytowych blokowisk. To z pewnością wpływa na wartość naszych nieruchomości, bo Morena to miejsce w Gdańsku, o którym się dobrze mówi.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: TG

Gra w kolory


Osiedle Morena, za sprawa kontynuowanej termomodernizacji, nabiera coraz bardziej estetycznego wyglądu. Jednak zastosowana kolorystyka budynków nie wszystkim przypadła do gustu. O trudnym procesie estetyzacji osiedla rozmawiamy z odpowiedzialnym za ten fragment działalności LWSM „Morena” zastępcą prezesa zarządu, Henrykiem Talaśką.
– Panie prezesie, skąd wzięła się koncepcja właśnie takiej kolorystyki budynków?
– W zakresie termomodernizacji budynków dokumentację projektową wykonało Sopockie Studio Projektowe Jacek Bosiacki z siedzibą w Sopocie. Postawiono przed nim zadanie pokazania Moreny jako nowoczesnego osiedla spółdzielczego, wpisanego w przestrzeń powstających wokół nas nowych osiedli deweloperskich, które swoją kolorystyką nie będzie od nich odstawać na niekorzyść. Nie chcieliśmy również rozwiązań infantylnych, które pasują do dziecięcych pokoików, ale nie do centrum dużego miasta, które łączy swoją tysiącletnią tradycję z dynamicznym rozwojem w XXI wieku.
– Czy te zadania zostały spełnione?
– W moim i nie tylko w moim odczuciu, tak. Ponieważ moje osobiste zdanie w tej sprawie nie powinno być decydującym kryterium, otrzymane projekty konsultowałem z szeregiem osób będących autorytetami w tej sprawie. Odnośnie zaprojektowanych rozwiązań architektoniczno-plastycznych z uznaniem wypowiada się m.in. Referat Estetyzacji Miasta Gdańska. Architekci oraz sam Kierownik Referatu wypowiadali się pozytywnie zarówno o projekcie jak i jego kolorystyce, podkreślali nowatorskie i europejskie rozwiązania.
– A jak na te rozwiązania zareagowali mieszkańcy?
– Właściwie w naszym przypadku sprawdza się powiedzenie, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. W przypadku kolorystyki elewacji niemal każdy ma inne zdanie, zdarzało się, że przychodzące po sobie osoby miały całkowicie odmienne poglądy. Dyskutowaliśmy o poziomie nasycenia kolorów, głębiach czerwieni, zieleni czy fioletu, o nastrojach elewacji i ich spójności z otoczeniem. Ktoś chciał więcej różu, ktoś inny beż, a komuś nawet podobała się czerń. Już starożytni mawiali, że o gusta się nie dyskutuje, więc nie chciałbym wartościować tych opinii. Cieszy mnie, że pojawiło się tyle różnych głosów, bo świadczą one o tym, że naszym mieszkańcom zależy na tym osiedlu i chcieliby, żeby było ono jak najładniejsze.
– Jakie decyzje podjęli państwo w zakresie kolorystyki elewacji?
– Patrząc na skalę zjawiska, stosunkowo niewielka grupa osób kontestowała te projekty. Obecne rozwiązania kolorystyczne i architektoniczne 36 budynków są utrzymane w takiej samej konwencji plastycznej. Bonie są zachowane do II piętra, a jasne, pastelowe kolory tworzą nowy klimat.
– Kto tak naprawdę zdecydował o kolorystyce docieplanych domów?
– Jak już wspomniałem – moje osobiste zdanie nie powinno stanowić w tej sprawie decydującego kryterium, dlatego zdaliśmy się na specjalistów, którzy zostali przez nas poproszeni o udział w konsultacjach z mieszkańcami. W niektórych przypadkach udało się osiągnąć kompromis, w innych oczekiwania mieszkańców wzbudzały całkowity opór projektantów, którzy nie chcieli swoim nazwiskiem firmować pewnych rozwiązań. Myślę, że udało się nam osiągnąć oczekiwany poziom porozumienia, chociaż zdaję sobie sprawę, że pewnych mieszkańców zadowoli jedynie realizacji ich wizji, co często jest niemożliwe do realizacji.
– Oprócz koloru na elewacji znajdują się też elementy ozdobne, najczęściej poprzeczne paski mniej więcej co kondygnację, czasem są w pionie. Czy to decyzja wykonawcy?
– Całość wykończenia elewacji podlega pozwoleniu na budowę, więc nie ma mowy o jakiejkolwiek inwencji twórczej wykonawcy. To są przemyślane i zaplanowane rozwiązania, które mają uatrakcyjniać monotonne bryły budownictwa wielkopłytowego. Chcieliśmy, żeby zastosowane rozwiązanie nie kolidowało z otoczeniem, ale na terenie Moreny przewijało się kilka rozwiązań. Dlatego konsultowaliśmy kierunki z architektami w urzędu Miasta, żeby podpowiedzieli nam, jakie są trendy europejskie i co warto kontynuować, a czego nie.
– Jak dogodzić mieszkańcom pozostałych do docieplenia budynków? Tak na wszelki wypadek, żeby znowu nie było protestów?
– Panie redaktorze, najbardziej zastanawiające w tych protestach było to, że wśród całej plejady protestujących zacnych mieszkańców Moreny nie było ani jednego architekta czy plastyka. Przecież te osoby powinny być jak najbardziej wrażliwe na piękno otaczającej ich materii. Musimy czasami przyjąć z zaufaniem, że nasze gdańskie uczelnie kształcą dobrych specjalistów, którzy po prostu znają się na swojej pracy. Z całym szacunkiem – nie możemy wybierać elewacji budynków w konkursach sms-owych, gdyż wówczas prawdopodobnie nie wygra rozwiązania innowacyjne, kreatywne, które wytycza trendy i przełamuje stereotypy. My, Polacy, jesteśmy tradycjonalistami, i z trudem przyjmujemy zmiany. Jednak patrząc na entuzjastyczne opinie specjalistów z Referatu Estetyzacji Urzędu Miasta Gdańska chciałby uspokoić wszystkich mieszkańców – nasze projekty są naprawdę na wysokim poziomie, a dzięki ich realizacji nasze osiedle przedstawiane jest jako wzór modernizacji wielkopłytowych blokowisk. To z pewnością wpływa na wartość naszych nieruchomości, bo Morena to miejsce w Gdańsku, o którym się dobrze mówi.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: TG