Gdańska Mapa Porządku

Powalone drzewo, zalana ulica, zalegający śnieg, oblodzone chodniki, śmieci przy bloku, dziura w jezdni, niedziałające latarnie, porzucone auto… Zauważyłeś w swojej okolicy? Skorzystaj z internetowej Gdańskiej Mapy Porządku i zgłoś. To naprawdę działa!
Gdańska Mapa Porządku to samodzielna aplikacja internetowa i mobilna, służąca do utrzymania czystości i porządku na terenie miasta. Wystarczy zgłosić problem, miejsce, którego dotyczy i wysłać mailem.
Jak to działa? Bardzo prosto.
Najpierw wchodzimy na stronę Gdańska Mapa Porządku. Potem klikamy w „ZGŁOŚ” i zaznaczamy (poprzez kliknięcie) obojetnie, jakie miejsce na mapie po prawej stronie. Pojawiają się „kategorie zgłoszenia”.
Następnie zaznaczamy jedną z kategorii problemu, który chcemy zgłosić. Wśród nich są, m.in.
graffiti (pomalowane ściany sprajem)
sygnalizacja (nie działająca sygnalizacja świetlna)
zalegający śnieg
zniszczona ławka
padłe zwierzę
zaśmiecenie (pozostawione śmieci)
studzienki (uszkodzone lub ukradzione)
oblodzenia
dewastacja (miejsca zdewastowane, np. wiaty przystankowe, zniszczone ogrodzenie)
Następnie zaznaczamy typ zgłoszenia (do wyboru w każdej kategorii, np. w kategorii dewastacja będą to: dewastacja przystanków, dewastacja terenów zielonych, dewastacja innych obiektów)
Potem zaznaczamy ulicę, numer posesji, której zgłoszenie dotyczy, dodajemy opis i ewentualne uwagi, swój adres email, możemy też dołączyć zdjęcie.
Klikamy „Wyślij” i zgłoszenie trafi do odpowiednich służb porządkowych, które zajmą się sprawą.
Aplikacja pozwala także na zgłoszenie na terenie Starego i Głównego Miasta miejsca na nowe ławki lub kosze na śmieci.
mat.prasowe

By reklamy nie szpeciły miasta

Uchwała krajobrazowa jest już gotowa i 12 została złożona w Radzie Miasta przez wiceprezydenta Gdańska Piotra Grzelaka. Ustawa reguluje szczegółowo, jakie nośniki reklamowe mogą wisieć w jakich częściach miasta. Ma sprawić, że przestrzenie publiczne wypięknieją. Właściciele firm reklamowych zapowiadają pozew.
Gdańsk chce być jak cywilizowane miasta zachodnioeuropejskie, gdzie reklama zewnętrzna nie powoduje oszpecenia budynków i osiedli.
Dlatego tak ważna jest nowa ustawa krajobrazowa, która po dwóch latach przygotowań, jest wreszcie gotowa.
– To potężny dokument – mówi Michał Szymański, p.o. Zastępcy Dyrektora ds. Przestrzeni Publicznej GDZiZ. – Ta uchwała jest bardzo szczegółowa. Praca zajęła nam wiele tygodni, bo nie chcieliśmy, żeby została odrzucona przez nieprecyzyjność opisów. To dokument “niestrawny”, ale taki musi być, bo to dokument techniczny. Nie jest to przyjemna lektura. Musi jednak być zrozumiała dla właścicieli sklepów, zakładów i restauracji, więc przygotowujemy swoisty przewodnik w strawnej formie dla przeciętnego obywatela.
Jakie są korzyści z uchwały?
Piotr Grzelak: – Korzyści to uporządkowanie przestrzeni publicznej w Gdańsku i odsłonięcie wartościowych obiektów. Będziemy mogli wreszcie podziwiać nasze piękne miasto, nie będziemy się potykać o reklamy. Są korzyści dla mieszkańców, którzy nie będą dłużej oglądać tyłu baneru zasłaniającego okna. Będzie można wieszać te banery tylko na ścianach ślepych, bez okien.
Uchwała dopuszcza jednak współfinansowanie remontu budynku poprzez umieszczenie reklamy na rusztowaniu – mogą zawisnąć na 12 miesięcy co pięć lat. Na obszarach ochrony konserwatorskiej będzie konieczność odwzorowania elewacji na płachcie zasłaniającej budynek.
Grzelak mówi, że uchwała jest też dobra dla właścicieli firm reklamy zewnętrznej: – Nie idziemy przeciwko legalnym nośnikom reklamowym. Opracowaliśmy jasny przewodnik, co mogę, czego nie mogę. Dotąd obok nośników porządnych i legalnych, pojawiały się też nośniki nielegalne i nieestetyczne. Teraz branża reklamowa będzie miała jasność.
Grzelak mówił, że Gdańsk upodobni się w ten sposób do miast zachodnich: – Jeżeli jedziemy na Zachód, gdzie to jest od lat ukształtowane, to tam są nośniki wzbogacające przestrzeń publiczną. W Polsce dotąd wisiało dużo tanich nośników. Mam nadzieję, że teraz w Gdańsku pojawią się bardziej kreatywne pomysły.
Wiceprezydent Gdańska przypomniał także, że takiej ustawy krajobrazowej chcieli mieszkańcy Gdańska. Powołał się na ankiety na stronie gdansk.pl, w “Gazecie Wyborczej” oraz na profesjonalną sondę telefoniczną: – Gdańszczanie są za tą uchwałą i za uporządkowaniem przestrzeni publicznej. Jednoznacznie opowiedzieli się, żeby uporządkować przestrzeń. W ankiecie telefonicznej aż 82 procent pytanych było za uporządkowaniem i ograniczeniem liczby reklam w mieście.
Grzelak dodał, że zanim napisano treść gdańskiej uchwały, zostały przeanalizowane orzeczenia sądowe z innych części Polski, np. z Łodzi. – Orzecznictwo sądowe w tej materii znalazło odzwierciedlenie w naszej uchwale – powiedział.
Gdzie może stać „witacz”?!
Uchwała jest bardzo szczegółowa. Określa, co może wisieć, stać czy migać w jakiej części miasta. Określa gabaryty reklam, ich typ, odległości dużych nośników od skrzyżowań (50 metrów) i reklam jednej od drugiej.
Michał Szymański z GDZiZ: – Kluczowe regulacje dotyczą typów nośników i charakteru przestrzeni, w których staną. Wyznaczyliśmy osiem stref w Gdańsku o różnych zasadach. Te najbardziej istotne, o randze światowej, to Główne Miasto i Stocznia Cesarska. Tam zasady są najbardziej restrykcyjne [to tzw. strefa S Zero – red]. Dalej są obszary wpisane do rejestru zabytków [strefa SR]. Dalej obszary tzw. dolnego tarasu, pas nadmorski, aż po obszary Gdańska Południe i obszary przemysłowe, gdzie uprawnienia reklamowe są najszersze.
Regulacje dotyczą szyldów, “witaczy” w ogródkach gastronomicznych, słupów, pylonów, citylightów, gabloty reklamowych, billboardów, reklam na przeszkleniu, murali reklamowych, kasetonów, czy reklamy ledowych.
Uchwała określa m.in., że ekrany świetlne (ledy) mogą pojawiać się tylko na obiektach sportowych (np. Ergo Arena), a tzw. windery (flagi reklamowe) tylko na plażach i wyłącznie w kolorze białym. Najwyższe, bo 20-metrowe formy reklam, mogą stać na obszarach przemysłowych, przy obwodnicach, czy na terenie centrów logistycznych przy drogach szybkiego ruchu.
Przy okazji wprowadzono ograniczenia wysokości ogrodzenia: przy zabudowie jednorodzinnej do 2,20 cm oraz do 1,5 m przy przegródkach lokali w zabudowie wielorodzinnej.
Wprowadzono także zakaz ogrodzeń z siatki w strefach S0 i SR.
Szymański powiedział, że złożono 446 uwag do uchwały. Przede wszystkim od firm reklamy zewnętrznej i rad dzielnic.
– Uwagi były obszerne, to było duże wyzwanie, żeby je zweryfikować i rozstrzygnąć, niektóre były złośliwe, aczkolwiek wiele było bardzo przydatnych – powiedział Szymański.
Piotr Borawski, szef klubu PO w Radzie Miasta: – Ta uchwała obejmuje też zapisy dotyczące reklam wyborczych. Ograniczymy dyktę na słupach. Będzie specjalna instrukcja, jaka reklama przedwyborcza jest dozwolona.
Uchwała przewiduje 24-miesięczny okres karencji na dostosowanie nośników do nowych przepisów.
Jakie będą kary już po okresie karencji? Za 18-metrowy baner, niezgodny z zasadami, trzeba będzie zapłacić 7320 zł miesięcznie; za baner na 300 metrów kwadratowych (na Zieleniaku) kara wyniesie 75 tys. zł miesięcznie.
Na koniec Grzelak powiedział: – Liczymy na to, że wojewoda pomorski Dariusz Drelich nie będzie tej uchwały blokował.
Firmy reklamy zewnętrznej protestują
W Urzędzie Miasta podczas konferencji prasowej na temat nowej uchwały krajobrazowej byli także przedstawiciele firm reklamy zewnętrznej. Zapowiedzieli oni, że być może złożą pozew sądowy przeciwko nowej uchwale i będą lobbować u wojewody pomorskiego, by ją zawetował.
Artur Pawłowski , dyrektor regionalnego biura firmy Ströer, powiedział nam, że jego zdaniem 95 procent obecnych reklam jego firmy nie spełnia nowych wymogów. – Grozi nam bankructwo – powiedział.
Pawłowski dodaje, że reklamy, które dotąd były legalne, teraz staną się nielegalne: – Przecież wcześniej były one konsultowane z miejskim plastykiem i z urzędami. I wszystko było ok. A teraz mamy 24 miesiące na ich zdjęcie.
Pawłowski twierdzi, że zapisy nowej uchwały są tak skonstruowane, że jego firma będzie mogła stawiać reklamy tylko w pasie drogowym. – Ale już dalej od drogi, na działkach prywatnych i działkach spółdzielczych, będzie to niemożliwe – mówi. – Miasto monopolizuje ten teren.
Miasto mówi, że nowa uchwała była starannie konsultowana za wszystkimi stronami, w tym z właścicielami firm reklamy outdoor.
mat.prasowe

Powiadom Gdańskie Centrum Kontaktu

Od 1 lutego 2018, rozpoczęło działalność Gdańskie Centrum Kontaktu. Miejska infolinia pomoże rozwiązać problem kontaktując nas z odpowiednim wydziałem w urzędzie, ale też z innymi służbami w mieście. Jak się skomunikować z GCK? Na razie korzystając z adresu e-mail: gck@gdansk.gda.pl lub telefonów do Dyżurnego Inżyniera Miasta. W przyszłości również przez media społecznościowe czy internetowy czat.
– Idea jest prosta: ułatwić mieszkańcom kontakt z miastem, udostępnić jedno miejsce, gdzie będą mogli w pełni zasięgnąć informacji i zgłosić ważne problemy – mówi Tomasz Filipowicz, kierownik i koordynator projektu GCK. – Gdańsk tym samym dołączy do grona miast posiadających swoją infolinię. Jednak w odróżnieniu od innych, nie będzie to tylko infolinia o funkcjonowaniu urzędu, ale miejsce przeznaczone do wszelkiego kontaktu dla mieszkańców. To będzie „swoiste 112”, z tą różnicą, że podczas kontaktu z GCK to nasi pracownicy będą powiadamiali odpowiednie służby, unikamy więc sytuacji, w której mieszkaniec będzie odsyłany do kolejnych jednostek miejskich. Upraszczamy komunikację pomiędzy mieszkańcami, turystami, przedsiębiorcami a samorządem.
Jak się kontaktować?
– Obecnie do dyspozycji mieszkańców jest całodobowy numer, obsługiwany do tej pory przez Dyżurnego Inżyniera Miasta: 58 52 44 500, oraz kontakt internetowy poprzez aplikację Mapa Porządku Miasta Gdańska. Teraz dołącza też forma kontaktu poprzez adres e-mail: gck@gdansk.gda.pl – wyjaśnia Jarosław Schroeder, kierownik Gdańskiego Centrum Kontaktu. – Warto dodać, że dotychczasowy adres DIM: dim@gzdiz.gda.pl wciąż będzie działał, ale wiadomości z niego będą przekierowywane do GCK.
Już teraz można zgłaszać awarie sygnalizacji świetlnej, uszkodzonej nawierzchni drogi, dewastacji itp. Sukcesywnie zakres zgłaszanych spraw będzie się zwiększał.
– Od czerwca, kiedy osiągniemy pełną gotowość techniczną i kadrową, będziemy przyjmować praktycznie każde zgłoszenie, pytanie czy uwagę od mieszkańców i odwiedzających na temat funkcjonowania Gdańska, jego jednostek bądź urzędu. Również za pośrednictwem GCK będzie można zarezerwować wizytę w zespołach obsługi mieszkańców – mówi J. Schroeder.
Kolejne kroki
W początkowym okresie kadrę GCK będą stanowić pracownicy służący pomocą do tej pory w ramach stanowiska Dyżurnego Inżyniera Miasta (DIM). Do zespołu w najbliższych tygodniach dołączą kolejne osoby, aby już wkrótce mógł on jeszcze sprawniej nie tylko przyjmować zgłoszenia dotyczące nieprawidłowego funkcjonowania elementów infrastruktury i przekazywać dyspozycje odpowiednim służbom. Docelowo, każdy konsultant będzie w stanie udzielić informacji na temat każdej z ponad 400 usług realizowanych przez miasto.
– Ponadto każde zgłoszenie będzie rejestrowane w jednym miejscu. Będzie tam również dostępna dla przeglądających baza odpowiedzi, po to aby na najczęściej zadawane pytania zainteresowani mogli również sami wyszukać potrzebne informacje – mówi J. Schroeder.
Zgodnie ze zmieniającym się światem
To nie koniec ułatwień: – Idziemy z duchem czasu, i z GCK będzie można również kontaktować się całodobowo nie tylko za pomocą wymienionych kanałów, ale i za pośrednictwem mediów społecznościowych czy internetowego czatu. Będzie to jedno, centralne miejsce, skąd zgłoszenia będą rozdysponowywane, a kontaktujący się będą mogli uzyskać wyczerpującą informację – zapowiada T. Filipowicz, koordynator projektu GCK.
– Dzięki jednej infolinii unikniemy chaosu informacyjnego. Systematycznie GCK będzie przejmowało funkcje innych form kontaktowych, dzięki czemu miejskie jednostki zostaną odciążone z zadań informacyjnych. A mieszkańcy nie będą musieli pamiętać czy wyszukiwać numerów do każdej z jednostek. Po prostu zgłoszą się do nas i otrzymają komplet informacji – podsumowuje J. Schroeder
mat.prasowe, fot.mat.prasowe.

Początek 1 lipca

Około 64 tysiące młodych gdańszczan – dzieci i młodzieży – będzie od początku lipca korzystać z darmowych przejazdów miejskimi autobusami i tramwajami. Jest jeden warunek: posiadanie Karty Mieszkańca i dodatkowo legitymacji szkolnej (w przypadku uczniów). Decyzję taką podjął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Darmowe przejazdy będą całoroczne. Projekt dotyczy dzieci przedszkolnych, uczniów szkół podstawowych i wszystkich ponadpodstawowych, czyli również szkół średnich. W praktyce chodzi o osoby od 4 roku życia (młodsze jeżdżą za darmo „od zawsze”) do 18, 19, a nawet 20 roku życia (decyduje nie limit wieku, ale to, czy jest się uczniem szkoły średniej).
Stosowny projekt uchwały jeszcze dziś (piątek, 16 lutego) ma trafić do Rady Miasta Gdańska i zapewne będzie przegłosowany – co sugerują wcześniejsze deklaracje ze strony radnych.
– Od pierwszego lipca około 64 tys. uczniów z Gdańska zyska możliwość bezpłatnej komunikacji miejskiej. Jest to wyraz polityki prorodzinnej mierzonej w szerszej świadomości. To nie tylko wsparcie finansowe dla gdańskich rodzin, ale również propagowanie już od najmłodszych lat korzystania z publicznej komunikacji – mówi prezydent Paweł Adamowicz.
W praktyce oznacza to dla gdańskich rodzin oszczędność minimum 214 zł semestralnie na każde dziecko przedszkolne i każdego ucznia.
Z nowej oferty komunikacyjnej będą mogli skorzystać uczniowie posiadający Kartę Mieszkańca, która funkcjonuje w Gdańsku od listopada 2017 r. Opcja bezpłatnego biletu będzie zintegrowana z Kartą Mieszkańca, bowiem zostanie wkrótce wprowadzona możliwość doładowania na ten nośnik również bezpłatnego biletu.
Bezpłatne bilety zaczną obowiązywać już od 1 lipca 2018 r., więc uczniowie będą mogli w wakacje korzystać z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską po Gdańsku.
Karta Mieszkańca i oferta usług z nią związana cieszy się dużą popularnością wśród gdańszczan. Do połowy lutego 2018 r. wpłynęło już ponad 60 tys. wniosków o wyrobienie karty, z czego 14 027 to pakiety młodzieżowe – dla dzieci od 0-18 lat, w tym 7786 dzieci i młodzież w wieku szkolnym ( tj. 6-18 lat) odebrało swoje karty.
Obecnie w Gdańsku jest niemal 64 tys. uczniów, którzy mogliby skorzystać z bezpłatnych biletów na komunikację miejską. Wg szacunkowych wyliczeń koszt wprowadzenia bezpłatnej komunikacji dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych dla budżetu Miasta będzie wynosił ok. 9 mln zł rocznie, w tym szacunkowo strata z wypływów biletów okresowych wynosić będzie ok. 6, 38 mln zł. Pozostałe środki są szacowane na podstawie zakupów biletów papierowych.
Idea darmowych przejazdów dla uczniów ma w Gdańsku swoją historię. W zeszłym roku stowarzyszenie Lepszy Gdańsk zebrało 3 tys. poparcia dla pomysłu, że za bilety nie będą musieli płacić uczniowie do 15 roku życia. Temat odżył kilka dni temu za sprawą posłanki Agnieszki Pomaskiej, która jako szefowa pomorskich struktur PO ogłosiła poparcie dla darmowych przejazdów dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów – bez licealistów i uczniów szkół średnich.
mat.prasowe

fot.mat.prasowe

Czy w sąsiednim Brętowie pojeździmy na nartach?

Skoro takie stoki, z towarzyszącą im infrastrukturą, z powodzeniem działają w Sopocie, Przywidzu czy Wieżycy, to dlaczego nie stworzyć podobnego w Gdańsku? Analizę potencjalnych lokalizacji dla takiego obiektu przeprowadziła Gdańska Agencja Rozwoju Gospodarczego, a jej wyniki przedstawiła radnym z Komisji Sportu Rady Miasta Gdańska podczas ich środowego posiedzenia, 24 stycznia. Gdzie można by pojeździć na nartach?
Stok narciarski w Gdańsku powinien być obiektem całorocznym, „pod chmurką”, wykonanym na naturalnym wzgórzu, ale posiadającym sztuczną nawierzchnię. Ta jest niezbędna ze względu na panujące w naszym regionie warunki klimatyczne. Dedykowany byłby amatorom, w tym młodzieży i dzieciom.
Specjaliści z GARG zarekomendowali dla niego dwie lokalizacje: przy planowanym Centrum Czasu Wolnego w Brętowie, u zbiegu ulic Słowackiego i Potokowej oraz, także planowanym, Narodowym Centrum Sportów Motorowych w rejonie ul. Starogardzkiej, w dzielnicy Orunia-Św. Wojciech-Lipce.
W przypadku NCSM maksymalna wysokość nad poziomem morza wynosi 62 metry, długość stoku wyniosłaby 430 metrów, a jego nachylenie to 3,72 stopnie. Z kolei przy CCW maksymalna wysokość n.p.m. to 104 metry, długość stoku wyniosłaby 150 metrów, a jego nachylenie to 10,58 stopnia.
„Pod lupę” wzięto też trzy inne lokalizacje: przy ul. Michałowskiego na terenie VII Dworu, Górę Szubieniczną przy ul. Sobieskiego we Wrzeszczu oraz Jar Wilanowska, przy ul. Havla. Te jednak ostatecznie odrzucono: w dwóch przypadkach z powodu bliskości zabudowy, a w jednym – braku możliwości inwestycji, m.in. budowy parkingu.
Co brano pod uwagę szukając lokalizacji dla stoku narciarskiego?
Sprawdzano przede wszystkim grunty, których właścicielem jest gmina Gdańsk, z odpowiednim nachyleniem terenu, o parametrach umożliwiających budowę stoku o minimalnej długości 150 metrów. Sprawdzano także dostęp do wody bądź możliwość budowy zbiornika wodnego (to niezbędny wymóg w kwestii sztucznego naśnieżania), odległość od otoczenia oraz atrakcyjną dostępność komunikacyjną.
Analizy wykazały, że na terenie naszego miasta nie ma takiego miejsca, które spełniałoby niezbędne uwarunkowania dla budowy całorocznego stoku. Konieczne byłoby wykonanie prac ziemnych bądź budowa zbiornika wodnego – w zależności od lokalizacji.
Szacunkowy koszt takiej inwestycji waha się pomiędzy 25 a 37 mln złotych. Te kwoty nie uwzględniają m.in. potencjalnej budowy sztucznego zbiornika wodnego, uzbrojenia terenu czy budowy drogi dojazdowej.
Co ważne, zdaniem specjalistów z GARG, z punktu widzenia funkcjonalności i finansowania, stok narciarski powinien być częścią większego kompleksu sportowo-rekracyjnego, a jego budowa mogłaby być realizowana we współpracy z partnerem prywatnym.
– Zadanie dotyczące stoku narciarskiego jest na etapie bardzo wczesnego rozpoznania. Obecnie dysponujemy dokumentem konsultacyjnym opracowanym przez GARG – zaznacza Marcin Dawidowski, dyrektor Wydziału Programów Rozwojowych w gdańskim magistracie. – Następnym krokiem, który chcielibyśmy podjąć, także na etapie wczesnego programowania, byłoby opracowanie studium wykonalności, które analizowałoby już tylko te dwie rekomendowane lokalizacje, pod kątem konkretnych, niezbędnych kryteriów. To nie będzie jeszcze dokumentacja projektowa. To ważne, bo niewykluczone, że inwestycja realizowana będzie w partnerstwie z partnerem prywatnym, a w takim przypadku nie do końca wiadomo, jaki będzie zakres, etapy, co będzie wchodziło w ten projekt. Z analiz widać, że nie może to być opracowanie, które bazować będzie wyłącznie na zimie i jednej funkcji, czyli zjeżdżaniu na nartach.
Jeśli miasto znajdzie źródło zewnętrznego finansowania tego projektu, uzyska niezbędne pozwolenia, po czym przygotowana zostanie dokumentacja projektowa, a następnie dojdzie do realizacji inwestycji, to niewykluczone, że pierwsi narciarze zjechaliby z gdańskiego stoku za 6, 7 lat.
Radnych z Komisji Sportu „przekonała” głównie lokalizacja przy ul. Starogardzkiej.
– W projekcie Narodowego Centrum Sportów jest przewidziany nie tylko stok narciarski, ale też tory dla narciarstwa biegowego. Tam są duże możliwości rozwoju. Na Oruni byłby dobry dojazd i brak problemu z parkowaniem – ocenia Mirosław Zdanowicz, radny PO, przewodniczący Komisji Sportu.
Radny PiS Łukasz Hamadyk, przypomina, że to on wspólnie z radnym Zdanowiczem, przygotowali w swoim czasie interpelację w sprawie powstania stoku narciarskiego w Gdańsku.
– Pomysł na powstanie takiego obiektu narodził się po tym, kiedy zobaczyłem stare zdjęcia dzielnicy Piecki-Migowo, na których widoczne były właśnie takie narciarskie tory. Pomyślałem, że skoro takie obiekty świetnie działają na Kaszubach, to dlaczego gdańszczanie nie mogliby jeździć na nartach w swoim mieście, zamiast wyjeżdżać poza jego granice, i tutaj zostawiać swoje pieniądze – nie ukrywa radny Hamadyk. – Myślę, że będzie to duża atrakcja, także turystyczna, zwłaszcza, że będzie to obiekt całoroczny. Lokalizacja na Oruni też jest świetna. Dzięki tej inwestycji dzielnica zyskałaby pozytywnego „powera”.
Czy znajdą się chętni, którzy będą korzystać z takiej oferty?
Według danych GUS, umiejętność jazdy na nartach i snowboardzie deklaruje 16 proc. społeczeństwa. Obserwowana jest jednak tendencja wzrostowa wśród dzieci i młodzieży, i to prawdopodobnie one będą stanowić w przyszłości grupę docelową dla stoku, który powstałby w naszym mieście. Specjaliści z GARG, którzy przygotowali wspomnianą analizę, podkreślali, że trudno dziś mówić o konkretnych liczbach potencjalnych użytkowników – dla takich danych trzeba przeprowadzić szczegółowe analizy popytowe.
Obecnie, chcąc pozjeżdżać na nartach w Trójmieście, mieszkańcy i turyści mogą skorzystać jedynie z oferty Sopotu. W całym województwie pomorskim funkcjonuje siedem sezonowych stoków. Mają one od 260 do 600 metrów długości.
Na terenie naszego kraju działają aktualnie trzy całoroczne stoki narciarskie: w Warszawie, Bytomiu i Poznaniu, o długości od 150 do 450 metrów. W przypadku stolicy obiekt zarządzany jest przez miasto i dotowany każdego roku kwotą 1 mln złotych. W pozostałych miastach stokami zarządzają prywatne firmy. Oferta wszystkich trzech stoków zmienia się wraz z sezonem (zimowym bądź letnim).
mat.prasowe, fot.mat.prasowe