Konflikt musi mieć swój kres

sięgacz

To prawdziwa zmora mieszkańców bloku przy Chałubińskiego 22. Chodzi o drogę dojazdową do ich budynku, czyli jak nazywa rzecz spółdzielnia – „sięgacz wjazdowy”. Choć droga należy do spółdzielni i została przeznaczona dla mieszkańców, korzystają z niej także pracownicy i klienci sąsiedniego przedszkola i żłobka. Rano, gdy czas wychodzić i wyjeżdżać do pracy, droga jest zazwyczaj zatarasowana samochodami rodziców podwożących dzieci do obu placówek. Spółdzielnia mówi, że tak dalej być nie może i domaga się uporządkowania sprawy.
Droga dojazdowa do Chałubińskiego 22 w rzeczywistości jest eksploatowana przez trzy nieruchomości: budynek nr 22 należący do Spółdzielni Mieszkaniowej „Chełm”, Przedszkole nr 76 „Radosny Zakątek” przy ul. Chałubińskiego 18 oraz Żłobek nr 3 „Złota Rybka” przy ul. Chałubińskiego 20 należący do Gdańskiego Zespołu Żłobków.
– Przyznam, że gdy rano wychodzę z domu do pracy, to zawsze mam problem z bezpiecznym przejściem do głównej ulicy – mówi mieszkanka bloku przy Chałubińskiego 22. – Jedne samochody wjeżdżają, inne wycofują wjeżdżając prosto na chodnik, inni chcą wyjeżdżać i się denerwują, piesi naprawdę nie mają tu co liczyć na bezstresowe przejście. Jedni trąbią, inni pokazują sobie przez szybę auta niegrzeczne gesty, ktoś inny puka się po czole, pokazując, że ten z przeciwka jest na pewno głupi, bo go nie przepuszcza. A droga jest wąska, nie jest to dwupasmowa szosa. Spółdzielnia stara się nam ten problem rozwiązać, ale z tego, co wiem, sama napotyka się na opór materii.
– Konfliktogenne od lat jest wjeżdżanie w drogę dojazdową do Chałubińskiego 22 samochodów rodziców dzieci uczęszczających do żłobka i przedszkola w godzinach szczytu od 7 do 9.30 oraz od 15 do 17 – mówi Marek Majchrzak, zastępca prezesa zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm. – Stoję na stanowisku, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Prowadzę rozmowy z kierownictwem Gdańskiego Zespołu Żłobków. Trudno mówić o konstruktywnych rozmowach z Gdańskim Zarządem Nieruchomości Komunalnych, którego przedstawiciele prowadzą dziwną politykę polegającą na odsyłaniu do innych instytucji, twierdząc, że to nie ich sprawa.
Droga dojazdowa do Chałubińskiego 22 znajduje się na działce będącej w użytkowaniu wieczystym spółdzielni. Zatem, to ona decyduje, kto nią może jeździć. Ponieważ w pierwszej kolejności jej obowiązkiem jest zabezpieczenie interesu jej członków (chodzi o normalny, bezprzeszkodowy dojazd do mieszkań), tak jak na wielu swoich terenach zamierza wprowadzić ograniczenia w ruchu, zezwalając na wjazd wyłącznie na podstawie identyfikatorów. Samochody wjeżdżające bez tych identyfikatorów narażą się na interwencje Straży Miejskiej, Policji i – co oczywiste – na mandaty.
Ostatecznie w sprawie konfliktu związanego z drogą Chałubińskiego wiceprezes Majchrzak spotkał się w tej sprawie z Gdańskim Zarządem Nieruchomości Komunalnych. Na spotkanie nie przybył nikt z zarządu, a stroną do rozmowy był… Kierownik BOM 4 (Trakt Św. Wojciecha 174).
– Pan kierownik BOM 4 najpierw poinformował mnie ze pisze doktorat z miejscowych planów zagospodarowania, a potem postraszył, że jeżeli ograniczę dojazd do przedszkola spotkają mnie poważne konsekwencje – relacjonuje wiceprezes Majchrzak. – Na pytanie jakie konsekwencje, „zobaczy pan”! -usłyszałem.
Co zrobi spółdzielnia w przypadku, jeśli nie dojdzie do porozumienia i polubownego rozwiązania tej sprawy? Spółdzielnia ograniczy wjazd dla pojazdów nie posiadających identyfikatorów.
Czy i jeżeli tak, to jakie jest „pokojowe” rozwiązanie konfliktu?
– Oczekujemy od GZNK realizacji alternatywnych zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dotyczących realizacji na terenie przedszkola miejsc parkingowych (po 3 miejsca na 1 oddział) z dojazdem bezpośrednio z ul. Chałubińskiego – dodaje wiceprezes Majchrzak. – Tylko takie rozwiązanie umożliwi bezkonfliktowy ruch w rejonie „sięgacza” wzdłuż budynku nr 22.
Zatem wkrótce spółdzielczy „sięgacz” będzie można pokonywać tylko z identyfikatorami spółdzielczymi. Otrzymają je mieszkańcy oraz pracownicy przedszkola i żłobka. Oczywiście zakaz nie będzie dotyczył dostaw, służb komunalnych i pojazdów uprzywilejowanych. Nowe zasady spółdzielnia zapowiedziała wprowadzić po nowym roku, czyli już wkrótce.
(TG)

Coraz pilniejsza potrzeba

kościół
642 parafian chce rychłej budowy kościoła… (t)

Prezydent Paweł Adamowicz spotkał się z proboszczem Ryszardem Grosem i przedstawicielami wiernych z Parafii Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Łostowicach. Rozmawiali o dynamicznym rozwoju wspólnoty parafialnej, oraz o tym, że budowa świątyni w tym miejscu jest coraz pilniejszą potrzebą.
– Parafia istnieje krótko, bo ledwie od dwóch i pół roku, ale powstała na terenach prawdziwego boomu budowlanego. W ciągu dwóch lat liczba mieszkańców w okolicy wzrosła dwukrotnie i coraz więcej z nich pojawia się też w naszej prowizorycznej kaplicy. Każdej niedzieli podczas Mszy Świętej musi się w niej pomieścić 700-900 osób. W 2012 roku do Pierwszej Komunii przystąpiło zaledwie sześcioro dzieci, ale już w 2013 roku było ich 62. W mijającym roku udzieliliśmy też 101 chrztów – opowiadał proboszcz parafii.
Towarzyszący mu członkowie Rady Parafialnej wręczyli prezydentowi Gdańska listę 642 podpisów parafian popierających budowę kościoła. Prosili jednocześnie o wsparcie inicjatywy budowy świątyni według istniejącego projektu autorstwa architekta Wiesława Kupścia.
– Ubolewamy, że istnieje spór, w którym kością niezgody jest wieża kościoła. Naszym zdaniem ma on charakter polityczny. Bo wciąż głośno mówi się o racjach biskupa, czy radnych, a jednocześnie ignoruje się wolę nas, czyli wiernych – mówili przedstawiciele parafian.
Prezydent Adamowicz poinformował gości o procedurach związanych ze zmianami planu zagospodarowania przestrzennego.
– Musimy brać pod uwagę wszystkie głosy, zarówno tych 300 zebranych podczas konsultacji, jak też te 600 podpisów parafian. Mam nadzieję, że uda się wypracować w tej sprawie kompromis – powiedział Paweł Adamowicz. – Pamiętajcie jednak, że zmiana planu to cała procedura, w której najważniejsza jest ostateczna decyzja Rady Miasta.
(tg)

Morskie przedszkole powstało na Chełmie

przedszkole
To będzie największe przedszkole w Gdańsku… Fot. t

Blisko 20 mln zł pochłonęła budowa Niepublicznego Przedszkola Morskiego na Chełmie. Jest największym przedszkolem w Gdańsku – może pomieścić nawet 250 przedszkolaków. Budowa obiektu jest wynikiem współpracy miasta z prywatnym inwestorem.
Nowe osiedla w południowych dzielnicach Gdańska przyciągają swoją ofertą wiele młodych rodzin z dziećmi. W parze z rosnącą liczbą mieszkańców idzie rozwój infrastruktury – powstają drogi, ścieżki rowerowe, a także obiekty edukacyjne.
Budowaniu tych ostatnich sprzyja gdański Urząd Miasta, który nawiązując współpracę z prywatnymi inwestorami, oddaje w użytkowanie działki pod budowę nieruchomości. W taki sposób powstały w południowym Gdańsku już dwie placówki – Szkoła i Przedszkole Olimpijczyk oraz otwarte we wrześniu Przedszkole Morskie.
– Przekazanie prywatnym inwestorom gruntów pod budowę, w drodze konkursu ofert, to sposób na zwiększenie liczby przedszkoli w dzielnicach południowych Gdańska – informuje Dariusz Wołodźko z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Morskie Przedszkole Niepubliczne przy ul. Rogalińskiej, to największa tego typu placówka w Gdańsku. Na trzech piętrach może pomieścić nawet 250 dzieci. Do ich dyspozycji będzie 10 sal dydaktycznych, wyłożona miękką posadzką sala rytmiczno-sportowa, osobne gabinety terapii logopedycznej i konsultacji psychologicznych oraz duży plac zabaw. Edukację najmłodszych wspomagać będą tablice elektroniczne, najnowsze oprogramowanie i sprzęt komputerowy. Na terenie przedszkola znajduje się też kuchnia (w trakcie wyposażania) i jadalnia, dzięki którym placówka uniezależni się od oferty cateringowej.
Miesięczny pobyt dziecka w przedszkolu to koszt 550 zł, a w opłacie zawierają się już różne zajęcia dodatkowe: język angielski, gimnastyka ogólnorozwojowa z elementami korekty, rytmika, koncerty muzyczne, spotkania ze sztuką, terapia logopedyczna i zajęcia taneczne z elementami baletu. Stawka żywieniowa to koszt 8,50 zł.
Do września 2014 r. zostanie oddana do użytku druga część budynku – szkoła podstawowa. Docelowo ma ona pomieścić ok. 300 uczniów klas I-III. Nabór rozpocznie się już w styczniu. Natomiast do 2016 roku na terenie obiektu powstać ma też duży, pięciotorowy basen, z którego korzystać będą mogli nie tylko uczniowie czy przedszkolaki, ale też – w godzinach pozalekcyjnych – okoliczni mieszkańcy.
Dodatkowym atutem przedszkola i szkoły ma być tzw. wychowanie morskie, mające poszerzyć wiedzę o możliwościach, jakie daje kontakt z przyrodą naszego regionu i zasobami morskimi.
– Chcemy dzieciom z dzielnic południowych Gdańska pokazać piękno ich miasta, lokalne atrakcje, a także różne sposoby spędzania czasu wolnego – mówi Justyna Januszewska, dyrektor Morskiego Przedszkola Niepublicznego. -Układamy właśnie bieżący program wychowania morskiego, który stawiać będzie na aktywność, zarówno w szkole jak i w przedszkolu. W planach mamy m.in. zajęcia z żeglarstwa.
Duże i nowoczesne przedszkole powstać ma także w kompleksie trzech budynków nowego centrum handlowego „Berus”, powstającego na Chełmie przy Cieszyńskiego.
(t)

Ośmiorniczka na Chełmie?

pływalnia
Chciał uczyć pływania, musiał dawać kasę kierownikowi… Fot. t

Czy kierownik miejskiego basenu na Chełmie brał łapówki? „Gazeta Wyborcza Trójmiasto” opisując korupcję w spółkach miasta Gdańska, dotarła do pływalni przy Chałubińskiego, gdzie także ten proceder miał być uprawiany. Kierownik ośrodka miał przyjmować korzyści materialne od osób prowadzących lekcje pływania. Kierownik miał tę zasadę stosować jako obowiązującą. Według świadków pieniędzmi dzielił się z dyrektorem Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Gdańsku. Nie udało się tego ostatecznie potwierdzić, bo kierownik pływalni zmarł. Czy miejska ośmiorniczka swoimi mackami zawitała na Chełm?
– Podczas pogrzebu kierownika pływalni, Zbigniewa L. dyrektor MOSiR zasugerował świadkowi konieczność zapłaty kolejnej „łapówki”, jeśli nadal zamierza biznesowo korzystać z pływalni – mówił „Gazecie” prokurator. „Gazeta” opublikowała tę informację jako pierwsza. Napisała też, że rzecznik Pawła Adamowicza uchylił się od komentowania sprawy, bo: „prezydent nie będzie komentował plotek”.
Basen na Chełmie jest jednostką MOSiR. A tam właśnie zakończyła się kontrola gdańskiego urzędu, która nie wykazała na pływalni żadnych nieprawidłowości. Mimo, że prokuratorskie ustalenia miały być już w tym czasie miastu znane.
Śledztwo prokuratury w sprawie pływalni przy ul. Chałubińskiego na Chełmie dotyczyło okresu od 2005 do stycznia 2012 roku.
– Postępowanie zostało wszczęte po przesłuchaniu świadka Jana S., który sam zgłosił się do organów ścigania – powiedział „Gazecie” prokurator Mariusz Marciniak, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. – Mężczyzna poinformował, że prowadząc na basenie działalność gospodarczą – naukę pływania – wielokrotnie przekazywał pieniądze kierownikowi pływalni Zbigniewowi L., czyli osobie pełniącej funkcję publiczną, w zamian za umożliwienie korzystania z basenu i prowadzenie lekcji nauki pływania.
Śledczy ustalili, że chodzi o nie mniej, niż 30 tys. zł. Tak samo miał Henryk J., również prowadzący na basenie naukę pływania. Przedsiębiorca zeznał, że wiadomo mu o przekazywaniu pieniędzy przez Jana S., a nadto dodał, że sam również w okresie od 2005 r. do stycznia 2012 r. wielokrotnie wręczał kierownikowi pływalni łapówki. Też padła łączna kwota 30 tys. zł w zamian za umożliwienie prowadzenia lekcji.
Gazeta cytuje wypowiedź prokuratora Marciniaka, że świadkowie zeznali w czasie śledztwa, iż Zbigniew L. twierdził, iż część z tych pieniędzy przekazywał Leszkowi P., dyrektorowi MOSiR w Gdańsku. I dodaje: „Mowa o dyrektorze P., który za brak nadzoru nad gdańską mariną, gdzie wyparowało z miejskiej kasy przynajmniej 70 tys. zł, dostał od prezydenta „po premii” oraz naganę, zaś nadzorujący go dyrektor biura prezydenta ds. sportu – upomnienie.
Kierownik pływalni.zmarł 1 lutego 2012 r. Sprawę zgłoszono śledczym już po jego śmierci.
Prokurator Marciniak ujawnił Gazecie, że zdaniem Jana S., podczas pogrzebu Zbigniewa L., dyrektor MOSiR w Gdańsku zasugerował świadkowi konieczność zapłaty kolejnej „łapówki”, jeśli zamierza nadal biznesowo korzystać z pływalni. Świadek zeznał, że w związku z tą propozycją, w marcu 2012 r., przekazał dyrektorowi MOSiR 6,6 tys. zł tytułem „opłaty” za korzystanie z basenu w celu prowadzenia lekcji nauki pływania, w drugim semestrze roku szkolnego 2011/2012.
Podczas przesłuchań dyrektor Leszek P. zdecydowanie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek żądał lub przyjmował od kogokolwiek korzyści majątkowe.
– Pomijając fakt jednokrotnego, ewentualnego, przekazania 6,6 tys. zł, o czym zeznał Jan S., a czego nie potwierdził Leszek P., to brak było jakichkolwiek innych dowodów wskazujących na przyjmowanie korzyści majątkowych przez Leszka P. – stwierdził prok. Mariusz Marciniak. – Kierownik pływalni Zbigniew L. zmarł, więc nie mógł potwierdzić ani zanegować zeznań Jana S. i Henryka J., że pieniądze wręczane przez nich trafiały częściowo do dyrektora MOSiR Leszka P.
W wyniku śmierci kierownika pływalni, pod koniec sierpnia 2013 r. śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowych przez Zbigniewa L. zostało umorzone. Z tego samego powodu zakończono też postępowanie dotyczące dyrektora MOSiR, Leszka P.
Śledztwo wobec wręczających „łapówki” – Jana S. i Henryka J., którzy dobrowolnie zgłosili się do organów ścigania i zawiadomili o wręczeniu korzyści majątkowych kierownikowi pływalni i dyrektorowi MOSiR, ujawniając wszystkie istotne okoliczności przestępstw też umorzono. To tzw. klauzula niekaralności, która mówi o anulowaniu kary, jeśli sprawca korupcji sam zawiadomi o przestępstwie. Mężczyźni zgłosili się do śledczych i powiedzieli o korupcyjnym procederze, w którym sami uczestniczyli, bo gdy zmienił się kierownik pływalni, okrojono im godziny na basenie. Poczuli się stratni. Nie wytrzymali.
Według prezydenckiego rzecznika, Antoniego Pawlaka, prezydent nie ma czego komentować, sprawa została umorzona, nie stwierdzono żadnego przestępstwa. Gazecie wytknął, że pisanie o tym jest „dziennikarskim kuriozum”.
Zdania Pawlaka nie podziela prokurator Marciniak. Mówi, że dalsze rozpatrywanie kwestii przyjmowania łapówek przez kierownika pływalni było niemożliwe, bo zmarł. Zgodnie z prawem, wskutek śmierci śledztwo w tym zakresie musiało zostać umorzone. Ale czy przestępstwo nie zostało popełnione? To już inna historia. Prokurator na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego nie ma wątpliwości, że przestępstwo zostało popełnione. Zeznania świadków to nie plotki. Składa się je pod groźbą kary pozbawienia wolności za składanie fałszywych zeznań i fałszywe oskarżenie. Nazywanie ich plotkami jest dużym nadużyciem.
Czy cała ta historia może tłumaczyć ludziom niekończące się kolejki po karnet na pływalnię? Zwykły Kowalski musiał bowiem nocą stać w kolejce, aby kupić wejściówkę.
(g)

Rozliczenie mieszkań było prawidłowe

majewski
Leszek Majewski: „Niektórzy, nawet nie czekając na wezwania, zgłosili się do spółdzielni, regulując dług”…Fot. t

Grupa członków chełmskiej spółdzielni, która nie zaakceptowała uchwały Rady Nadzorczej z 2006 roku w sprawie rozliczenia kosztów budowy lokali mieszkalnych przy ul. Jabłońskiego, Szopińskiego, Suchanka zaskarżając ją do Sądu Okręgowego w Gdańsku – będzie musiała uregulować wobec spółdzielni zaległości. Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłosił wyrok nie dopatrując się w uchwale niezgodności z prawem.
Wyrokiem z 9 października 2013 r., po prawie 7 latach procesu, Sąd Apelacyjny w Gdańsku (sygn. akt I ACa 109/13) ostatecznie rozstrzygnął, że uchwała Rady Nadzorczej nr 45/2006 dotycząca zatwierdzenia sumy kosztów inwestycji, pozostaje w mocy. Wyrok jest prawomocny. Otworzył spółdzielni drogę do odzyskania jej należności od prawie 30 osób, które zalegają z wniesieniem dopłat do wkładów budowlanych za wybudowane przez spółdzielnię mieszkania. Wcześniej Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał rozstrzygnięcie na korzyść mieszkańców zaskarżających uchwałę, ale apelację od niego wniosła Spółdzielnia Mieszkaniowa Chełm
Wartość samych należności głównych sięga kwoty 176.962,25 złotych, przy czym zostanie ona powiększona o odsetki i koszty postępowań sądowych, co może spowodować nawet podwojenie powyższej kwoty.
– Osoby te otrzymały już wezwania do zapłaty – mówi Leszek Majewski, prezes zarządu SM Chełm. – Niektórzy nawet nie czekając na wezwania zgłosili się do spółdzielni i uregulowali należność. Długotrwały proces sądowy pociągnął za sobą znaczące koszty (opinie biegłych, opłaty sądowe, koszty zastępstwa procesowego), opiewające na kwotę przekraczającą 60 tysięcy złotych. Także koszty te będą musiały zapłacić osoby, które przegrały proces.
Warto dodać, że obecna Rada Nadzorcza podjęła uchwałę uprawniającą zarząd spółdzielni do częściowego umorzenia odsetek. O tym w jakiej części będzie zależało od warunków zapłaty zadłużenia.
(tg)

Sandra Adamczak została radną

radna

Wybory cieszyły się dużym zainteresowaniem uczniów…(t)

Sandra Adamczak z II klasy 7 Liceum Ogólnokształcącego na Chełmie została wybrana do Zgromadzenia Elektorów Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska. Jej kadencja będzie trwała dwa lata.
Zgodnie z uchwałą nr XI/177/11 Rady Miasta Gdańska w sprawie powołania Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska, prezydent Gdańska zarządził wybory do rady wśród uczniów gdańskich szkół. W Okręgu Wyborczym nr 2 odbyło się spotkanie wyborcze w celu głosowania na elektorów Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska. Po 2 minutowej prezentacji samego elektora i jego programu wyborczego dokonano głosowania w wyniku którego na radną wybrano Sandrę Adamczak.
Do zadań Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska będzie należało, m.in. przedstawianie opinii w sprawach dotyczących młodzieży wobec organów administracji samorządowej Miasta Gdańska. Chodzi o podejmowanie uchwał oraz stanowisk, a także inicjowanie i promowanie działań o charakterze społecznym, edukacyjnym, kulturalnym, sportowym, rekreacyjnym, ekologicznym i charytatywnym.
Odtąd Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 7 ma aż trzy radne w Młodzieżowej Radzie Miasta Gdańska.
(t)

„Biblioteka szkolna – bramą do życia”

biblioteka
Młodzież chętnie czyta, wbrew temu, co się mówi…

Po raz kolejny w Gimnazjum nr 3 przy Chałubińskiego na Chełmie obchodzono Międzynarodowy Miesiąc Bibliotek Szkolnych. Nauczyciele bibliotekarze zorganizowali działania, których celem było rozbudzanie zainteresowań czytelniczych oraz zachęcenie uczniów do korzystania z bogatych zbiorów biblioteki.
Jak informują Zofia Dziekońska i Helena Zamkowska, uczniowie wzięli licznie udział w konkursach czytelniczych. Jednym z nich był konkurs „Książka miesiąca”, który pozwolił stworzyć ranking najpopularniejszych wśród młodzieży szkolnej książek. W tym roku na pierwszych miejscach znalazły się: „Igrzyska śmierci” S. Collins, „My, dzieci z Dworca ZOO” F. Christiane, „Pamiętnik narkomanki” B. Rosiek.
Na konkurs „Krzyżówka literacka z hasłem” wpłynęło 37 prac, które potwierdziły zarówno wiedzę literacką uczniów, jak i kreatywność i zdolności plastyczne.
– Dużym zainteresowaniem cieszył się konkurs „Mistrz pięknego czytania” zorganizowany dla uczniów klas drugich – informują organizatorzy. – Odbywał się w dwóch etapach: klasowym i szkolnym. Najlepiej czytający uczniowie prezentowali wybrane przez siebie fragmenty współczesnej prozy, np.: „Igrzyska śmierci” S. Collins, „Achaję” A. Ziemiańskiego, „Całe zdanie nieboszczyka” J. Chmielewskiej, „Pamiętnik narkomanki” B. Rosiek. W finale konkursu uczniowie przeczytali wybrane fragmenty „Eragona” Ch. Paoliniego. Wyłoniono dwóch mistrzów i dwóch wicemistrzów czytania, którzy otrzymali nagrody rzeczowe, wszyscy uczestnicy dostali dyplomy.
Przeprowadzone zajęcia pokazują, wbrew powszechnej opinii, że młodzież chętnie czyta różnorodne książki oraz bierze aktywny udział w organizowanych konkursach.
(g)

Prezydentowi Szadółki nie śmierdzą

Aż 56 studni odgazowujących czynną kwaterę do składowania odpadów zostanie wydrążonych na wysypisku w Szadółkach. Wiadomo już jedno – oznacza to dla mieszkańców pobliskiego Chełmu wzmożoną emisję nieprzyjemnych zapachów w Gdańsku. Tylko dlaczego o tych pracach nie pomyślano trzy lata temu, gdy budowano nową kwaterę?
W połowie sierpnia oddano do użytku remontowaną przez kilka ostatnich miesięcy kompostownię. Do jej awarii doszło w połowie ubiegłego roku, a z tego powodu mokre odpady jeszcze do niedawna trafiały na plac na terenie Szadółek i generowały nieprzyjemny zapach, zatruwając życie okolicznych mieszkańców. Jeszcze większym problemem jest nowa kwatera do składowania odpadów, a dokładnie brak w niej instalacji do ujmowania gazu wysypiskowego. Powstanie takiej instalacji jest jedną z wytycznych po kontroli wysypiska przeprowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
W śmieciach na tej kwaterze powstaje gaz, który nie tylko cuchnie, ale w dużym stężeniu jest także niebezpieczny. Dlatego przez najbliższe dwa miesiące na terenie kwatery będzie wykonywanych 56 odwiertów pod studnie odgazowujące, które przy tej okazji odprowadzą gaz do atmosfery. I – niestety – także do nozdrzy okolicznych mieszkańców.
– Dla okolicznych mieszkańców uciążliwy będzie sam moment wiercenia na kwaterze w odpadach. Jednak wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich prac przy starym składowisku, gdzie studnie po odwiercie były odgazowane dopiero po dwóch miesiącach. Teraz zobowiązaliśmy wykonawcę, by każdy taki odwiert był od razu czopowany i od razu zasysano z niego gaz. Studnie będą wiercone wyłącznie na dwóch sektorach kwatery, które są obecnie zapełnione. Jest jeszcze sektor, w którym znajduje się wyłącznie ziemia. Tam instalacja powstanie najwcześniej za trzy lata, jak będą tam składowane odpady – wyjaśnia Wojciech Głuszczak, prezes Zakładu Utylizacyjnego w Szadółkach.
Stara kwatera na odpady została zamknięta w grudniu 2009 roku, gdy osiągnęła wysokość 135 m. Od stycznia 2010 roku eksploatowana jest nowa kwatera o powierzchni blisko 13 ha. Wprawdzie zyskała ona system uszczelniania dna, drenażu i odbioru odcieków, ale nie do odgazowania. Nie powstało ono mimo tego, że przeprowadzona kilka lat temu modernizacja zakładu kosztowała 400 mln zł. Dlaczego?
– Po wytycznych kontroli wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska wiemy, że od samego początku powinny być nie tylko studnie odgazowujące, ale też urządzenia monitorujące, czy gaz się tam pojawia – uważa Wojciech Głuszczak, który zarządza zakładem od maja 2009 roku. Nie powstały one przy budowie kwatery, mimo obowiązującego zarządzenia sprzed 10 lat. Przy kontroli też zadałem pytanie, dlaczego został zaakceptowany projekt, a wszystkie odpowiednie władze, także WIOŚ, to zatwierdziły i zostały wydane stosowne pozwolenia. Za ten stan jest odpowiedzialny spory krąg i trudno winić za to jedną osobę.
Obecnie wybrana w przetargu firma Wagra z Torunia za blisko 7 mln zł wykona studnie, instalację do odgazowania, a także zbiorczy kolektor gazu i zbiorczą stację biogazu.
Zapach z wysypiska śmieci, który od wielu lat jest uciążliwy dla okolicznych mieszkańców, sprawił, że powołali oni stowarzyszenie i stworzyli „mapę smrodu”. Mapa swoim zasięgiem obejmuje 8-kilometrowy obszar wokół wysypiska. Każdy może zaznaczyć na niej kiedy – z dokładnością do minuty – odczuwalny jest przykry zapach w skali od „odrobinę” do „okropnie”.
Prezydent Paweł Adamowicz wizytował zakład w Szadółkach, pochwalił go. Nie wyczuł smrodu z Szadółek. Mocno przesadził, bo nie trzeba mieć prezydenckiego nosa, by czuć fetor, jaki od lat uprzykrza życie mieszkańcom południowych dzielnic Gdańska.
Władze Zakładu Utylizacyjnego pracują nad tym, by usunąć 26 nieprawidłowości, jakie wykazała kontrola Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Te działania chwali Adamowicz, który ostatnio przeprowadził w Szadółkach wizytację. I jego zdaniem wcale nie ma tam brzydkiego zapachu. Co innego twierdzą mieszkańcy, ze strony których na Adamowicza po tym wyznaniu posypały się gromy.
Wrażenia ze swojej wizyty w Szadółkach prezydent zamieścił na facebooku.
– Kiedy według relacji mieszkańców zapach jest najbardziej uciążliwy, pojechaliśmy spędzić popołudnie na gdańskim składowisku odpadów. Pierwsze wrażenie: nie było żadnego zapachu. Po drugie zakład jest bardzo czysty i uporządkowany – stwierdza na wstępnie Adamowicz. – Oglądaliśmy instalację do sortowania, którą niedawno oddano do użytku. Obecnie trwa 90-dniowy okres testowy, w którym instalacja ma wykazać, że działa bez zarzutu oraz nie uwalnia uciążliwych zapachów. Pryzmy odpadów przeznaczonych do kompostowania oczywiście nie pachną, ale ten zapach odczuwalny jest dopiero przy bezpośrednim kontakcie z pryzmą – poinformował. Wystawił też ZUT laurkę za to, że prowadzi on kompleksowe nasadzenia drzew, które sam hoduje. – Po sporych problemach z wykonawcami prac technicznych i budowlanych, mam nadzieję, że nadszedł czas spokoju wokół śmietniska. Produkujemy ogromną ilość odpadów, które muszą być gdzieś składowane i przetwarzane. To miejsce służy za składowisko od 1969 r. więc jego istnienie w Szadółkach nie może być dla nikogo tajemnicą. Dokładamy wszelkich starań, aby uciążliwość zakładu była jak najmniejsza, ale jak wiadomo odpady to nie jest pachnący problem – kwituje Adamowicz.
Ten wpis wśród mieszkańców, także Chełmu, wywołał burzę.
„Panie Adamowicz, wszyscy czują tylko nie Pan, możliwe że to wina nosa” – to tylko jeden z komentarzy, jakie pojawiły się pod wpisem prezydenta. Pojawiły się nawet głosy, że prezydent… powinien się wybrać do lekarza.
– Codziennie jeżdżę obwodnicą i śmierdzi strasznie. Jeśli ktoś tego nie czuje, powinien chyba udać się do laryngologa, bo nie wszystko jest dobrze. Nie wiem, po co taki propagandowy tekst. Mieszkańcy nagle po nim zaczną ten fetor traktować jako świeże powietrze? – denerwuje się pan Łukasz.
Głos w dyskusji zabrali także ci, którzy składowisko mają w bezpośrednim sąsiedztwie.
– Nieprzyjemny zapach z zakładu jest coraz bardziej uciążliwy, wyczuwalny nawet co drugi dzień – wskazuje prezydentowi mieszkanka okolic ul. Jabłoniowej.
Podobnych stwierdzeń na profilu prezydenta pojawiły się dziesiątki. Ten jednak zdania nie zmienia.
– Sytuacja miała się poprawić do sierpnia tego roku, po remoncie, a właściwie budowie od nowa instalacji do sortowania. I moim zdaniem się poprawiła. Mam nadzieję, że ostatnie inwestycje przyczynią się do tego, że problem będzie zanikał – komentuje Paweł Adamowicz.
Niestety dla mieszkańców Szadółek i okolic przez najbliższe dwa miesiące fetor unoszący się z zakładu będzie silniejszy niż zwykle. W ramach inwestycji przewiercone bowiem muszą zostać hałdy odpadów. Po wykonaniu odwiertów, zamontowane zostaną studnie odgazowujące, dzięki którym docelowo uciążliwości zapachowe w południowej części Gdańska mają zostać zminimalizowane. – Zrobimy co w naszej mocy, by prace przebiegały sprawnie i bezproblemowo – zapowiadają władze ZUT. (g)

Kościół niechciany?

kościół
Radni przerzucają się odpowiedzialnością z prezydentem. Kościół na Łostowicach tematem „ad acta”…

Od konsultacji społecznych dotyczących budowy kościoła na sąsiednich Łostowicach, które miały być wskazówką do opracowania nowego planu zagospodarowania, minęło już pół roku. Tymczasem dokumentu wciąż nie ma. Nikłe są też szanse na to, że niebawem powstanie, bo radni, wraz z prezydentem, przerzucają się wzajemnie odpowiedzialnością za podjęcie decyzji w sprawie budowy świątyni na Łostowicach. Metropolita gdański jest oburzony taką postawą władz miasta.
„Szanowny Panie prezydencie, w imieniu ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, w imieniu parafian Parafii pw. Bł. Jana Pawła II i w imieniu własnym – proboszcza tejże parafii, po zakończonych konsultacjach społecznych pragnę dowiedzieć się, jakie jest stanowisko i jak wygląda sprawa zmiany planu zagospodarowania”- napisał ks. Ryszard Gros. Pismo, które niedawno trafiło też do szefa Rady Miasta i Biura Rozwoju Gdańska, przywróciło niewygodny dla władz miasta temat.
Chodzi o słynny już kościół na Łostowicach, który stał się elementem politycznej wojny wewnątrz PO. Prezydent przekazał archidiecezji działkę pod budowę świątyni za 1 proc. Wywołało to protesty części okolicznych mieszkańców i obruszyło młodą frakcję PO, której radni najpierw przegłosowali uchwałę odbierającą prezydentowi prawo do samodzielnego decydowania o przekazywaniu gruntów kościołowi, a później doprowadzili do zorganizowania konsultacji społecznych w sprawie dozwolonej wysokości świątyni.
Arcybiskup chce, by jej wieża miała 40 m, a większość mieszkańców biorących udział w konsultacjach opowiedziała się za kościołem maksymalnie wysokim na 21 m. Aby jednak budowa w ogóle mogła się rozpocząć, potrzebny jest nowy plan zagospodarowania, o który na piśmie dopomina się teraz proboszcz.
Prezydent Gdańska kilka miesięcy temu zwrócił się do Komisji Rozwoju Przestrzennego Rady Miasta z prośbą o opracowanie wytycznych do nowego planu. Radni tego nie zrobili i przekonują, że to rola prezydenta. Krążące od kilku dni wśród radnych PO pismo proboszcza Grosa traktowane jest raczej tylko jako ciekawostka. Nieoficjalnie radni mówią, że dostało dopisek „ad acta”, czyli trafiło do szuflady spraw, którymi nie trzeba zawracać sobie głowy.
– Opracowanie nowego planu zagospodarowania to zmartwienie prezydenta, dla nas wyniki konsultacji są jasne i powinny być uwzględnione. To, że sprawa utknęła w martwym punkcie, jest nam na rękę, bo skoro nie ma planu, to nie będzie kościoła. Brak decyzji to też decyzja – komentuje radny z obozu Młodych Demokratów. A inny dodaje: – Kościół na Łostowicach to taki nasz kartofel, który najpierw podgrzaliśmy, a teraz, nie wiedząc, co zrobić, nerwowo go między sobą przerzucamy.
Bogdan Oleszek, szef radnych i jeden z adresatów pisma podpisanego przez proboszcza, tłumaczy, że nie czuje się władny, by na nie odpowiadać. – Dlatego przekazałem je do Komisji Rozwoju Przestrzennego, bo to ona zajmuje się planami zagospodarowania i to ona jest w tym temacie merytoryczna – zaznacza Oleszek.
Małgorzata Chmiel, szefowa wspomnianej komisji, informuje natomiast, że do czasu kiedy projekt nowego planu zagospodarowania dla Łostowic nie zostanie opracowany przez BRG i nie trafi do Rady Miasta, komisja tematem się nie zajmie. – Ustawa mówi, że to prezydent sporządza zapisy planów. Czekamy więc, aż to zrobi, i wtedy wydamy opinię. Nigdy nie proszono nas o wytyczne przed przygotowaniem projektu, nie widzimy więc powodu, by w tym wypadku miało być inaczej – komentuje szefowa komisji.
Abp Sławoj Leszek Głódź odmówił nam skomentowania sprawy. Odparł krótko, że ma dość takiej postawy władz, która sama nie wie, jak wybrnąć z sytuacji.
(t)

Powstanie atrakcyjny kompleks handlowy


Całość wydaje się być zharmonizowaną i atrakcyjną zabudową…

Jest ogromna szansa, że już w przyszłym roku cały obszar od kościoła w kierunku zbiegu ulic Cieszyńskiego i Witosa na Chełmie całkowicie zmieni swoje oblicze. Zabudowa ma się okazać harmonizowaną i atrakcyjną.
Kończy się etap projektowy inwestycji zlokalizowanej na zachód od Kościoła pw. Urszuli Ledóchowskiej będącej kompleksem handlowo-usługowym z dominującym na parterze Lidlem i przedszkolem na piętrze z ogródkiem-placem zabaw dla dzieci.
– Poza Lidlem w galerii handlowej znajdzie się jeszcze sześć innych placówek handlowych i usługowych, wśród których będzie placówka bankowa, Rossmann i apteka – informuje Leszek Majewski, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm. – Ważną jest informacja, iż obiekt wybudowany będzie w klasie A, a więc z materiałów wysokiej jakości.
Partnerzy biznesowi Firmy Wroński, która w ubiegłym roku wygrała konkurs na dzierżawę działki przy kościele, zdecydowali się na zakup sąsiadującej działki z myjnią samochodową i wystąpili do naszej Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm z wnioskiem o dzierżawę pozostałego terenu, na który w konkursie nie było ofert.
Sugestia Zarządu Spółdzielni, aby u zbiegu ulic Cieszyńskiego i Witosa zlokalizować fastfood KFC została przyjęta i w ten sposób cały obszar od kościoła na zachód będzie zagospodarowany. Na działce, po wyburzeniu budynku myjni, zlokalizowany będzie klub fitness i obiekty handlowe.
– Całość, którą możecie państwo ocenić oglądając załączone wizualizacje wydaje się być zharmonizowaną i atrakcyjną zabudową – podsumowuje Marek Majewski.
(g)