Intruzi z Myśliwskiej

dewastacja
Mieszkańcy traktowani przez inwestorów, jak intruzi Fot. t

Z powodu budowy nowych osiedli, mieszkańcy okolicy Wróbla Staw i ul. Myśliwskiej mają zdewastowaną okolicę, zniszczone ulice i chodniki, utrudniony dostęp do terenów rekreacyjnych i szkoły. Mieszkańcy przez inwestorów są traktowani jak intruzi, od których trzeba oddzielać się siatką dla zwierząt.
– Sprawa ma kilka wątków i dotyczy deweloperów budujących w okolicy ul. Myśliwskiej oraz Wróbla Staw. Dotyczy to m.in. zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Błękitna Fala” i osiedla pod tą samą nazwą. Miasto sprzedało działkę o powierzchni ponad 8 tys. m kw., przy ul. Myśliwskiej, na której pierwotnie miały powstać podobno dwa bloki, kilka domków i plac zabaw. Teren przylegający do osiedla „Nad Wodą” miał być ogólnodostępny. Jednak od zeszłego roku rozpoczęły się prace ziemne, mające na celu wyrównanie terenu oraz przygotowanie infrastruktury pod przyszłe osiedle. Po ponad pół roku prac powstał piękny teren z utwardzonymi drogami i chodnikami. Okazuje się jednak, że zmieniła się koncepcja Spółdzielni Mieszkaniowej i na terenie powstały działki pod domki jednorodzinne.
Została zniszczona przez spychacze droga do szkoły podstawowej i gimnazjum na Jasieniu i dostęp do terenu rekreacyjnego, z którego korzystały setki okolicznych mieszkańców.
Około 100 dzieci, które z osiedla uczęszczały do pobliskiej szkoły na Jasieniu, pokonując zaledwie 300 m, obecnie muszą chodzić naokoło całego osiedla i mają do pokonania dystans 2 km. Mieszkańcy także nie mają dojścia do terenu zielonego, gdzie wcześniej spacerowali, uprawiali sport czy wyprowadzali swoje pociechy.
Drugi deweloper buduje przy pętli autobusowej Wróbla Staw. Efekt zniszczone chodniki, tony śmieci i błota nawiezione na całą długość ul. Myśliwskiej. Zapadnięta droga na styku płyt i asfaltu przy „Biedronce”. Dewastacja okolicy widoczna gołym okiem. Sprawa zgłaszana nie raz, nie dwa, a kilkanaście razy do Straży Miejskiej oraz Policji celem ukarania i wyegzekwowania na deweloperach przestrzegania prawa i przepisów. Odpowiedź: nic nie możemy zrobić.
(g)

„Zatroskani mieszkańcy” w natarciu

paszkwil
Autorów paszkwilu będzie ustalać prokuratura… Fot. t

Kolejna ulotka ukazała się na osiedlu Morena. Tym razem nie asygnowana pieczątką Rady Nadzorczej LWSM Morena. Jej autorami mają być rzekomi mieszkańcy, którzy po rozpowszechnieniu ulotki autorstwa rady zrozumieli wiele nieznanych im dotąd kwestii oraz która odsłoniła im mechanizm działania opozycyjnych członków spółdzielni. Rzekomo od lat psują oni atmosferę i szkalują dobre imię spółdzielni. Choć wiele zwrotów jest złudnie podobnych do tych z ulotki rady, mąciciele i wichrzyciele Moreny nie chcą wierzyć, aby to rada mogła się posunąć do takiego kroku.
Co w ulotce? „Zatroskani mieszkańcy chcielibyśmy też, na temat tych osób, dorzucić informacje, które są nam znane a powinny, według nas, ujrzeć światło dzienne. Musimy wiedzieć z kim mamy do czynienia, kim są osoby, które na Walnym Zgromadzeniu atakują swoją spółdzielnię i działają na jej szkodę. Otóż prowodyrem i inspiratorem kilkuosobowej grupy, która reprezentuje tylko swoje interesy, jest pan (…), do spółki z panią (…). Któż to jest pan (…)? Otóż jest to były pracownik Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. To dla niego w 1989 roku Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Gdańsku przy ul. Okopowej 15 wystąpił o przydział mieszkania w zasobach LWSM Morena. Żyją i pamiętają to wszystko byli członkowie Rady Nadzorczej i sąsiedzi tego ubeka. W ciągu kilku dni przydział w trybie ekspresowym był zrealizowany. Ludzie ci pamiętają też burzliwy rozwód pana (…), jego kłopoty ze spłatą czynszu i wniosek o wykluczenie z członka spółdzielni w 1997 roku.
Pozostają jednak sprawy o które należy pana (…) zapytać gdyż dokumentów na to nie ma, ale mieszkańcy swoje wiedzą. Czy prawdą jest, że pan (…) był w SB specjalistą od inwigilacji członków Solidarności? Czy prawdą jest, że wśród inwigilowanych przez pana (…) była pani (…)? Czy ta współpraca została przerwana, czy trwa nadal? Jakie w świetle tych faktów jest przełożenie pana (…) na pozostałych członków tej grupy wymienionych z nazwiska w ulotce Rady Nadzorczej i gazecie reklamowej Morena, czy ta grupa to czysty przypadek? Czy prawdą jest, że pani (…) stoi na straży interesów pani byłej radczyni prawnej LWSM Morena, która domaga się ogromnej sumy od spółdzielni. Wiemy, że powództwo to zostało przez sąd oddalone a wspomniana (…) zabiega w dalszym ciągu o wypłatę tej kasy dla pani radczyni. Takich osobników, jeżeli to prawda, powinniśmy eliminować z naszego spółdzielczego społeczeństwa. Zatroskani mieszkańcy”.
– Nawet nie chce tego komentować, ufam, że biegli z zakresu badania stylu pisarstwa nie będą mieć kłopotu z ustaleniem źródła powstania tego paszkwilu i „zatroskani mieszkańcy” zostaną zdemaskowani – powiedziała nam atakowana mieszkanka Moreny. – Zapewnie styl, specyficzne formułowanie zdań, a nawet stosowana interpunkcja są jedynie przypadkowo podobne do ulotki Rady Nadzorczej. Nie zamierzam sprawy zamieść pod dywan, zajmie się nią prokuratura.
– Kim jest piszący paszkwile? – zastanawia się pan (…). – Według mojego rozumowania jest to osoba (osoby), które należą do człowieczeństwa, ale zamiast mózgu w głowie mają szambo. Może przez całe swoje życie nauczyli się deptać i pomawiać innych, mają doświadczenie z okresu komuny. Może to strach przed utratą stołka, utratą uzyskiwanych profitów zrodził w ich chorych umysłach pisanie paszkwili, czy robią to z dawnej praktyki? Po Morenie krąży plotka o członkach spółdzielni, byłych pracownikach mundurowych, nie zweryfikowanych oficerach politycznych w latach 90 ubiegłego wieku i funkcjonariuszy SB z wcześniejszą emeryturą lub zmniejszoną, może oni zajmą się paszkwilem i poszukają kto go rozpowszechnia?
(t)

Tajemnicze pełnomocnictwo

pełnomocnictwo


Radca podał w sądzie, że jest… pełnomocnikiem procesowym, chociaż nigdy nim nie był w tym procesie… Fot. t

Rada Nadzorcza chciała włączyć się w postępowanie apelacyjne toczące się przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w sprawie dotyczącej nieistnienia uchwały o jej wyborcze. Udzieliła pełnomocnictwa swojemu prawnikowi, a ten udał się do czytelni sądowej, jeszcze w Sądzie Okręgowym w Gdańsku i dołączył do akt sprawy ów dokument, z którego wynika, że jest pełnomocnikiem procesowym. O ile rada na prawie nie musi się znać, o tyle prawnik i owszem. Nie podobało się to członkom wnioskodawcom i złożyli skargi – do sądu i izby radców prawnych.
– Znamy powody, dla których rada to zrobiła – mówi nam współautorka sądowego pozwu, zaskarżająca uchwałę o wyborze rady. – Prawnik miałby zapewne zrobić wszystko, aby ocalić radę. To skandal, ponieważ rada nie może być sędzią w swojej sprawie, nie jest także stroną reprezentującą spółdzielnię gdziekolwiek, a jedynie organem kontrolnym. Statut jasno precyzuje, że spółdzielnię reprezentuje zarząd.
Prawnik otrzymane pełnomocnictwo podpisane przez Jana Woźniaka, szefa rady i Stanisława Lizakowskiego, sekretarza rady, złożył w… czytelni sądowej do akt sprawy apelacyjnej 2 września, nie wiadomo na jakiej podstawie, otrzymał zgodę na udostępnienie akt sprawy do wzglądu w tejże czytelni Sądu Okręgowego w Gdańsku. Podał, że jest… pełnomocnikiem procesowym. Sęk w tym, że pełnomocnictwa udzieliła mu rada, a nie zarząd. Rada wskazała, że ma reprezentować „interesy Rady Nadzorczej” w tym postępowaniu.
Stąd podenerwowanie autorów pozwu, będących stroną w tym postępowaniu. Wnieśli do Sądu Apelacyjnego skargę, domagając się usunięcia z akt tego pełnomocnictwa jako wystawionego przez nieuprawniony organ.
Dokument ten dołączono do akt i zezwolono na zapoznanie się z aktami radcy prawnemu, mimo, że w aktach znajduje się pełnomocnictwo udzielone przez uprawniony organ – zarząd spółdzielni. W jakich okolicznościach ów dokument został dołączony do akt, zbada prezes sądu. Sprawą radcy zajmie się Okręgowa Izba Radców Prawnych w Gdańsku, do której wpłynęła też skarga na działanie prawnika.
„Będąc radcą prawnym zna zasady wystawiania pełnomocnictw i wie, kto jest uprawniony do ich wystawiania – napisano w skardze. – W dokumentach naszej sprawy, jaka jest prowadzona w sądzie znajdują się dokumenty jakim się posłużył radca prawny, aby uzyskać dostęp do akt naszej sprawy. Posłużył się dokumentem wystawionym przez nieuprawnione do tego osoby, według nas takim postępowanie naruszył zasady etyki radcy prawnego, które stanowią, iż radca prawny podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej za zawinione, nienależycie wykonywanie zawodu radcy prawnego oraz za czyny sprzeczne ze ślubowaniem radcowskim.
Jako radca prawny zna: prawo spółdzielcze, ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych oraz statut LWSM „Morena”, gdzie wyraźnie jest określone, kto ma prawo reprezentować spółdzielnię. W art.48 zapisano: Zarząd kieruje działalnością spółdzielni oraz reprezentuje ją na zewnątrz. Nie jesteśmy prawnikami ale według naszej wiedzy radca prawny 2 września złamał wszelkie obowiązujące radców prawnych zasady i w celu uzyskania wglądu do akt posłużył się nieuprawnionym dokumentem pełnomocnictwa, jednocześnie na dokumencie o wgląd do akt napisał nieprawdę podając, że jest pełnomocnikiem procesowym. Nigdy nie występował w tej sprawie jako pełnomocnik procesowy i takich dokumentów do dnia dzisiejszego w aktach sprawy nie ma”.
(g)

Bardzo dobrze wykorzystaliśmy ostatnie lata

czerniewski6
Z Pawłem Czerniewskim, radnym Rady Miasta Gdańska, ponownie ubiegającym się o mandat radnego RMG, rozmawia Tadeusz Gruchalla
 – Cztery lata temu dzięki 1.585 mieszkańcom okręgu nr 3 został pan wybrany radnym Miasta Gdańska na kadencję 2010-2014. „Czuję wielką radość, ale i odpowiedzialność za sprostanie Państwa oczekiwaniom w sprawach naszego miasta” – napisał pan wtedy na swojej stronie internetowej. Jak ocenia pan, sprostał oczekiwaniom?
– Myślę, że tak. Mój program sprzed 4 lat został prawie w całości zrealizowany. Bardzo dobrze wykorzystaliśmy ostatnie lata – Gdańsk jest liderem w pozyskiwaniu środków unijnych, dzięki którym zrealizowano liczne inwestycyjne w dziedzinie komunikacji i kultury. Do tego wspieramy przedsiębiorczość (m.in. poprzez tworzenie parków przemysłowych i naukowo-technologicznych), rozwijamy infrastrukturę społeczną, organizacja Euro 2012 dała impuls dla rozwoju turystyki i uatrakcyjniła nasze miasto w oczach inwestorów. To wszystko powoduje, że Gdańsk jest postrzegany jako miejsce bardzo atrakcyjne do prowadzenia działalności gospodarczej, pracy i życia. Nasza metropolia ma szansę stać się istotnym ośrodkiem miejskim w skali europejskiej. Wykorzystanie tej szansy zależy jednak od kontynuowania realizacji przyjętej strategii przez sprawdzonych ludzi. Dlatego tak ważne są najbliższe wybory samorządowe, od ich wyniku może zależeć czy Gdańsk będzie nadal gonił europejską czołówkę, czy znajdzie się na peryferiach i stopniowo zamierał jak wiele innych miast.
– Za najbardziej priorytetowe zagadnienia uznał pan cztery lata temu komunikację i bezpieczeństwo. Udało się, bo tramwaj na Morenę jest w budowie, kolej metropolitalna także, mamy nową trasę Słowackiego, przebudowane zostanie najbardziej wypadkowe skrzyżowanie Bulońskiej z Rakoczego.
– To prawda, przebudowane zostanie też skrzyżowanie Rakoczego z Jaśkową Doliną, żeby zwiększyć jego przepustowość i zmniejszyć korki. Do tego udało mi się doprowadzić do przedłużenia linii autobusowej nr 130 do pętli Jasieńska, dzięki czemu osiedla z rejonu Myśliwskiej uzyskały bezpośrednie połączenie z Centrum. W przyszłej kadencji chciałbym dokończyć te inwestycje i rozpocząć nowe – linię tramwajową do Wrzeszcza (tzw. Nowa Politechniczna), przebudowę Bulońskiej i budowę Nowej Bulońskiej, również z liniami tramwajowymi.
– Mówił pan, że jeśli wygracie wybory, będziecie, rozumiem że chodzi o radnych PO, realizować zakrojony na szeroką skalę program remontów gdańskich szkół. Miało też być więcej przedszkoli i żłobków, a wszystko po to, żeby młodzi ludzie mogli łączyć rodzicielstwo z pracą zawodową…
– I to robimy, również na Morenie. Zbudowane zostały boiska przy VIII LO, a przy SP 1 boisko i plac zabaw. Zadaniem na kolejną kadencję jest budowa boiska przy SP 2. W szkołach przeprowadzono szereg remontów. Za swój osobisty sukces uważam wymianę parkietu w sali gimnastycznej szkoły na Gojawiczyńskiej. Społeczność szkolna od wielu lat upominała się o ten remont, bo parkiet był już w fatalnym stanie. Dzięki przeprowadzonej modernizacji, a także zakupom sfinansowanym ze środków Rady Dzielnicy, jest to w tej chwili jeden z najlepszych obiektów sportowych w gdańskich szkołach. We współpracy z władzami szkoły, Radą Dzielnicy i Meduza Basket Team Piecki – Migowo rozwijamy w tej sali zajęcia z koszykówki dla dzieci i młodzieży oraz młodzieżowe rozgrywki klubowe. Jeśli chodzi zaś o przedszkola – liczba miejsc w przedszkolach publicznych będzie już w przyszłym roku wystarczająca do przyjęcia wszystkich dzieci. Problemem pozostaje dopasowywanie sieci szkolnej i przedszkolnej do potrzeb wynikających z tego, że dużo rodzin z dziećmi mieszka na górnym tarasie, podczas gdy obiekty szkolne zlokalizowane są w większym stopniu na dolnym tarasie.
– Zamierzał pan także pozyskiwać środki na tereny zielone na Morenie na szeroko pojętą rekreację. Mówił pan o ścieżkach rowerowych, basenach…
– Ścieżki rowerowe są i powstają wciąż nowe, również na Morenie. Gdańsk ma jedną z najbardziej rozwiniętych w Polsce sieć dróg rowerowych. Co do terenów rekreacyjnych, staram się o zagospodarowanie działek przeznaczonych na ten cel przy Morenowym Wzgórzu. Na razie uzyskałem obietnicę dokonania nasadzeń drzew w tym rejonie. Z basenem na Morenie niestety na razie się nie udało ze względu na wysokie koszty budowy i utrzymania. W przyszłym roku zostanie jednak oddany basen w szkole na Kokoszkach, który będzie ogólnodostępny po godzinach pracy szkoły. Podobnie powinno być z basenem w nowej szkole na Szadółkach, którą chcemy zbudować w kolejnej kadencji.
czerniewski5
– Jakie są pana doświadczenia jako radnego w bezpośrednich kontaktach z mieszkańcami, wyborcami? Bywa, że zwracają się do radnych w swoich często indywidualnych trudnych sprawach…
– Bywają różne sprawy, ale stosunkowo rzadko zdarzają się oderwane od realiów (prawnych, finansowych itp.) pretensje do całego świata, a znacznie częściej konstruktywne podejście do rozwiązania konkretnego problemu. Jestem prawnikiem, co ułatwia mi znalezienie właściwych rozwiązań i pomaganie mieszkańcom również w sprawach, które wykraczają poza sferę działalności miasta. Na swoich dyżurach udzielam też bezpłatnych porad prawnych. Czasem wystarczy doradzić właściwy sposób działania. Czasem trzeba sprawdzić czy oczekiwania mieszkańca nie są sprzeczne z interesami innych mieszkańców. Tutaj ważna jest współpraca z Radami Dzielnic, zwłaszcza tak aktywnymi jak Rada Piecki – Migowo, do której stworzenia istotnie się przyczyniłem. To oni są najbliżej ludzi i potrafią ocenić słuszność niektórych postulatów. Z formalnego punktu widzenia instrumentem do załatwiania spraw indywidualnych czy lokalnych przez radnego są interpelacje i zapytania do Prezydenta Miasta oraz podejmowanie różnego rodzaju inicjatyw poprzez komisje Rady Miasta, jak również rozpatrywanie skarg i prowadzenie kontroli przez Komisję Rewizyjną, której jestem wiceprzewodniczącym. Faktycznie jednak bardzo ważne jest też to, że mam łatwy dostęp do prezydenta, jego zastępców i dyrektorów wszystkich miejskich jednostek, dzięki czemu mogę zwracać uwagę na uchybienia urzędników czy przekonywać do rozwiązania poszczególnych problemów.
– Oprócz pracy są jeszcze przyjemności – jak spędza Pan wolny czas, jakie są Pana pozazawodowe zainteresowania, hobby?
– Teraz wolny czas spędzam przede wszystkim ze swoją rodziną, a szczególną intelektualną rozrywką jest wymyślanie dzieciom bajek i prowadzenie dyskusji z moim 3,5-letnim Jasiem, którego ulubionymi słowami są teraz „dlaczego” i „czemu”. Staramy się spędzać z rodziną czas aktywnie, jeździmy nad morze, jeziora i w góry. W zeszłym roku udało nam się całą czwórką zdobyć m. in. Połoninę Wetlińską w Bieszczadach. Inne zainteresowania, jak brydż, historia, film czy literatura sensacyjna ostatnio zeszły na dalszy plan.

Paweł Czerniewski
Radca prawny – partner w największej kancelarii prawniczej w Gdańsku, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Odbył aplikację sądową (2000-2003), a po egzaminie sędziowskim aplikację radcowską (2003-2005). Od zawsze społecznik, zaangażowany w działalność publiczną, m. in. Przewodniczący Parlamentu Studentów UG, członek władz samorządu radcowskiego. W Radzie Miasta Gdańska pełni funkcję wiceprzewodniczącego Klubu PO i wiceprzewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Jest członkiem Komisji Polityki Gospodarczej i Morskiej. Aktywnie wspierał inicjatywę powołania Rady Dzielnicy Piecki Migowo.
Żonaty, żona Katarzyna, szczęśliwy ojciec 3,5-letniego syna, półtorarocznej córki, a w przyszłym roku spodziewa się kolejnego dziecka

Rada całkowicie się ośmieszyła…

Gdy chce się odwrócić uwagę mieszkańców od prawdziwych problemów
zmanipulowani

Czy czuje się pani „zmanipulowana”, „naiwnie wykorzystana”, jak sugeruje w ulotce Rada Nadzorcza, przez dziennikarza naszej gazety? – zapytaliśmy mieszkańców Moreny, którzy w poprzednim wydaniu gazety odważyli się skrytykować Jana Woźniaka, szefa rady.
Anna Zając: „Absolutnie nie czuję się manipulowana. Odpowiedziałam zgodnie z własnym sumieniem na pytanie dziennikarza. To Polska panie Woźniak, a nie Noworosja! Jest wolność wypowiedzi i nie widzę potrzeby ukrywania swojego zdania. Obecnie członkowie rady ukryli się za pieczątką, kolportując ją bez swoich nazwisk. Moim zdaniem ulotka ośmiesza radę i jej członków. Jestem zdegustowana jeśli tak ma wyglądać praca rady. Moda na ulotkę powstała w tym roku i z tymi członkami rady. Poprzednio takiego sposobu kontaktowania się z członkami i wydawania ich pieniędzy nie stosowano.
Rada jest organem kontrolnym sprawującym nadzór nad działalnością Zarządu i ma dbać o dobro wszystkich członków. Ulotka ma być „straszakiem” na odważnych? Tak nie może być. W ostatnim piśmie od zarządu które dostałam jest informacja, że od maja tego roku jeden z członków rady może poddzierżawiać teren, który dzierżawi jako parking. Według mnie jest to działalność konkurencyjna względem spółdzielni. W piśmie informuje mnie zarząd, że od stojących bannerów na naszym gruncie pobieramy tylko opłatę za dzierżawę gruntu, czy to korzystne? Doprawdy?!
Rozprowadzenie ulotki ma odwrócić uwagę członków od prawdziwych problemów, jakie są w spółdzielni i w samej radzie”.
Wiesław Rosicki: „Panie redaktorze, ja odpowiadam, jak mnie pytają, nikt mnie nie wykorzystuje, mam własne zdanie. To może pan Woźniak czuje się wykorzystywany przez kogoś… Chodzę na posiedzenia rady, czytam dokumenty w spółdzielni i wiem co się dzieje.
Mam odwagę podpisać się pod swoim zdaniem, nie tak jak członkowie rady, którzy stchórzyli, bo ukryli się za pieczątką. To nie jest śmieszne, ale chore, rada walczy z moim zdaniem… ulotką.
Ulotkami z członkami walczył były już prezes w 2004 roku oraz w tym roku odwołany prezes na walnym w czerwcu. Czy nieudolność w kontroli spółdzielni niektórych członków rady ma polegać na szkalowaniu moich wypowiedzi? Nie czuję się wspólnikiem Gazety Morenowej, ani też przez nią ubezwłasnowolniony, ale walczę o prawdę, nie o kłamstwa i o dobrą kontrolę działalności spółdzielni. Nasuwa się pytanie, jaki interes i jaki cel przyświeca członkom Rady Nadzorczej, aby szkalować członków spółdzielni?
Nie, dziennikarz zadaje pytanie, odpowiadam tak lub nie. Każdy członek spółdzielni ma prawo wypowiedzieć swoje zdanie a zwłaszcza, jeśli jest krytyczne. Według mnie Rada Nadzorcza całkowicie ośmieszyła się swoją ulotką, podobne już listy pisał odwołany prezes spółdzielni. Rozmawiałam z mieszkańcami na temat listu, nie wiedzą, o co chodzi Radzie w tym liście. Jest to forma ataku zdesperowanych Członków Rady, poparte nieprawdziwymi faktami, niczym propagandowa broszurka z czasów PRL-u. To jest właśnie „nowo moda” działalności Rady Nadzorczej a zwłaszcza Przewodniczącego.
Maria Sałata: „Nie, dziennikarz zadaje pytanie, odpowiadam tak lub nie. Każdy członek spółdzielni ma prawo wypowiedzieć swoje zdanie, a zwłaszcza, jeśli jest krytyczne. Według mnie Rada Nadzorcza całkowicie ośmieszyła się swoją ulotką, podobne już listy pisał odwołany prezes spółdzielni. Rozmawiałam z mieszkańcami na temat listu, nie wiedzą, o co chodzi radzie w tym liście. Jest to forma ataku zdesperowanych członków rady, poparta nieprawdziwymi faktami, niczym propagandowa broszurka z czasów PRL-u. To jest właśnie „nowo moda” działalności Rady Nadzorczej a zwłaszcza Przewodniczącego.
To właśnie Rada Nadzorcza próbuje zmanipulować członków spółdzielni, bazując na ich niewiedzy, wysyłając ulotkę bez materiałów źródłowych. Jako organ sprawujący kontrolę oraz nadzór nad działalnością spółdzielni, zamiast dbać o dobro członków, zaczął zastraszać ludzi odważnych, niebojących się pisać i mówić to, co według nich nie powinno mieć miejsca. Apeluję do Mieszkańców Moreny: zacznijcie przychodzić na posiedzenia Rady Nadzorczej i Komisji, tylko w ten sposób będziecie mieli świadomość podejmowanych decyzji w spółdzielni, a nie czekać na jakiś brukowy list, wciskany do skrzynek pocztowych. Czy publiczne ataki rady na członków spółdzielni nie są próbą odwrócenia uwagi od prawdziwych problemów spółdzielni?
(t)

Kompromitacja!

Pieczątka organu Rady Nadzorczej wykorzystana bez należytego szacunku
kompromitacja

Miała dać ludziom ukojenie, a zszargała im nerwy… Fot. tg

Na terenie naszego osiedla od czasu do czasu ukazuje się „Morena”, bezpłatna prasa dzielnicowa. Ostatnio zginęło z tytułu słowo GAZETA. Więc cóż to jest?” – zastanawiają się członkowie Rady Nadzorczej LWSM Morena, którzy zajęli się odtąd… pisaniem ulotek. Pierwsza, z informacją, że gazeta kłamie, a „wasze sprawy są w dobrych rękach” Rady Nadzorczej już trafiła do państwa mieszkań.
Powody do tej nowo mody są trzy zasadnicze. Muszą poinformować mieszkańców, że na osiedlu jest zagrażająca im bezpłatna prasa „dążąca do podziałów i zamętu, że bezpłatna gazeta „interes się kręci” i że „Wasze sprawy są w dobrych rekach” Rady Nadzorczej, która „dla dobra członków spółdzielni w swojej pracy kieruje się przepisami prawa”
Oto czym się zajęła Rada Nadzorcza, opłacana z kieszeni mieszkańców. Ulotka, z której macie się państwo dowiedzieć, że gazeta pisze nieprawdę, a osoby wypowiadające się na jej łamach (przytoczone są ich imiona i nazwiska) zostały przez dziennikarza „naiwnie wykorzystane”. Tymczasem osoby te zapytane o komentarz, mówią o manipulacji rady, bo żadna z osób nie czuła się zniewolona, gdy wypowiadała się dla gazety. Szerzej o ich reakcji na ulotkę w artykule pt. „Rada całkowicie się ośmieszyła”…
Ulotka z informacjami z rady, zamiast ucieszyć mieszkańców, podenerwowała ich. W redakcji rozdzwoniły się telefony, odebraliśmy wiele emaili. Nie będziemy ich cytować, aby rada (poza trzema członkami, którzy ulotki swoim podpisem nie firmowali) w swojej obsesji znów nie nazwała mieszkańców korzystających ze zdobyczy demokracji naiwniakami, judzicielami, nieświadomymi bojownikami, plotkarzami, kłamcami którzy dali się dziennikarzowi „naiwnie wykorzystać”.
– Myślałam, że to żart, dowcip, ale widzę, że nie – oburzyła się mieszkanka Moreny, jedna z wielu, którzy krytykują nowo modę rady i domagają się w tej sprawie wyjaśnień od zarządu spółdzielni. – Gazeta przeszkodziła radzie w zrealizowaniu swoich pokus. Wiernie zacytowała wypowiedź przewodniczącego rady, Jana Woźniaka, który w swojej wizji działania nowej rady mówił o pomyśle na laptopy dla radnych z oprogramowaniem i drukarką. Nie krył też swojego apetytu na wyższe diety dla Rady Nadzorczej. Teraz z ulotki, którą rada rozesłała do mieszkańców, dowiecie się państwo, że przewodniczący „nigdy nie występował o zakup laptopów, drukarek czy telefonów dla każdego członka rady”. Prawda. Nie występował, bo ujawnienie przez gazetę jego pokus i zachcianek zmiażdżyło sprawę w samym zarodku. I o zakup wystąpić nie zdążył. Jego wypowiedzi nie da się przecież zmienić na inną, inaczej jej zinterpretować, niech się ten pan nie kompromituje! A jeśli plotąc takie głupstwa na myśli miał co innego, to znaczy, że nie nadaje się do pełnienia tej funkcji. Już w starożytności Klaudiusz, cesarz rzymski, podpowiadał: „Nie zawsze mów, co wiesz, ale zawsze wiedz, co mówisz”. Jeśli ma z tym problem pan Woźniak, a reszta rady zapadła w niepamięć, to w moim odczuciu jest to kompromitacja rady, ponieważ oczekiwałabym od niej przede wszystkim uczciwości, przejrzystości podejmowanych działań, a nie odwracania kota ogonem i zwalania na złe zrozumienie jego intencji.
Gdybyście zechcieli państwo ponownie skrytykować wypowiedzi poszczególnych członków rady, to wpierw dobrze się zastanówcie. Ponieważ rada informuje w ulotce, że takie wypowiedzi, która padają na opłacanych przez mieszkańców spółdzielni obradach rady są ich prywatnymi opiniami, do których mają prawo. Krytyce możecie państwo poddawać dopiero uchwalone przez radę prawo. Fajne prawda? Ileż trzeba było się wysilić, żeby wpaść na tak idiotyczny pomysł.
Członkowie rady, jak zauważyli odbiorcy ulotek, nie mieli odwagi podpisać się pod treścią. Przystawiono tylko pieczątkę rady. Najtęższe umysły z Moreny nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, aby pieczątka takiego organu została przystawiona na tak rynsztokowej treści, opluwającej „bezpłatną gazetę” i mieszkańców Moreny, którym jak za komuny próbuje zakneblować się usta.
– Przeczytałem ulotkę i osłupiałem – mówi mieszkaniec Moreny. – Bodaj w najmroczniejszych dziejach LWSM Morena organ Rady Nadzorczej nie splamił pieczątką swojej godności na takiej plugawej, obrażającej mieszkańców, treści. To coś w rodzaju nie tylko ośmieszenia i kompromitacji tego organu, ale przede wszystkim zbezczeszczenia pieczęci, instrumentalnego wykorzystania pieczątki organu władzy do odwetów za zła prasę i natrętnych mieszkańców. Panu Woźniakowi z ósemką coś się pomyliło. Kto dał mu prawo do dyskredytowania pozostających w opozycji do poczynań tej władzy mieszkańców? Jak śmie pisać o nich, że nie mobilizują mieszkańców do poprawy bytowania, lepszej organizacji czy dbania o majątek spółdzielni. Mają w tym względzie więcej zasług, niż on. I to dzięki tym osobom pilnowane są mienie spółdzielni i racjonalność wydatkowania pieniędzy członków. Wyjścia widzę dwa: albo doprowadzamy do zwołania nadzwyczajnego Walnego Zebrania w celu odwołania poszczególnych członków rady, albo czekamy na wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który jeśli utrzyma w mocy ten pierwszej instancji, sprawi że ta rada przestanie istnieć. Poza sporem jest, że czy to dotyczy zwolenników, czy przeciwników zarządu, rady, nie może być przyzwolenia na opluwanie i poniżanie nas, mieszkańców.
Z naszych źródeł wynika, że oryginał znajdujący się w aktach rady, podpisało 9 członków rady. Wśród nich osoby, które nas tym samym zaskoczyły – m.in. Bogusław Heger, który za czasów swojej wiceprezesury na Morenie zyskiwał nasze uznanie, wsparcie i niejednokrotnie pomoc. Jest też podpis jednego z naszych „sympatyków”, odwiecznego niespełnionego marzyciela na wkręcenie zarządowi spółdzielni swojego biznesplanu.
Odwagą, ale też zwyczajną konsekwencją zważywszy na kompetencje organu w którym zasiadają, wykazali się : Mirosława Grzybowska, Daniela Szynszecka i Ryszard Musiał, którzy odmówili podpisania się pod treścią ulotki. Dodajmy, że to właśnie Mirosława Grzybowska tuż po wystąpieniu Jana Woźniaka z pomysłem na laptopy i wyższe diety zdecydowanie sprzeciwiła się.
Mieszkańcy oczekują teraz od zarządu spółdzielni, któremu rada zgotowała ten los, aby udzielił wyjaśnień, na czyje polecenie zarząd wydrukował ulotkę i umieścił ją na stronie internetowej? Czy została podjęta uchwała rady, która zobowiązywałaby zarząd do wydrukowania i rozpowszechniania ulotki? Chcą też dowiedzieć się, kto konkretnie wydał polecenie pracownikom spółdzielni do roznoszenia ulotek do skrzynek pocztowych. Zgodnie z ich wiedzą ulotkę roznosili pracownicy w godzinach pracy spółdzielni. Dlatego pytają o podstawę takiego działania także w kontekście niewłaściwie wykorzystanego czasu pracy przez pracowników, którzy musieli się zająć nie tym, co należy do obowiązków służbowych. Mieszkańcy domagają się także dokładnych wyliczeń. Pytają o koszt druku, koszt pracy wykonanej przez osoby kolportujące i ogólnie o całościowy koszt przedsięwzięcia.
(t)

Fotel do objęcia

fotel
Dla kogo fotel prezesa Moreny? Fot. t

Rada Nadzorcza LWSM „Morena” w Gdańsku ogłosiła konkurs na stanowisko Prezesa Zarządu LWSM „Morena”. Oferty przyjmowane będą do 30 września.
Kandydat ma mieć wykształcenie wyższe z preferencją kierunków: zarządzanie, ekonomia, prawo, budownictwo i kierunki powiązane z nimi, co najmniej pięcioletnie doświadczenie w zakresie zarządzania zespołami pracowniczymi na stanowisku kierowniczym, ponadto musi się wykazać znajomością prawa spółdzielczego i ustawy, no i mieć koncepcje do pełnienia funkcji prezesa zarządu.
Rada wymaga m.in. autorskiej koncepcji pracy oraz wizji rozwoju spółdzielni. Na giełdzie nazwisk osób, które mogłyby zasiąść w fotelu po odwołanym Eugeniuszu Głogowskim jest m.in. była pracownica tej spółdzielni, obecna prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Kaszuby” w Kartuzach, Grażyna Czubala.
„Szczegółowe warunki konkursu (Regulamin wyboru członka Zarządu LWSM Morena w Gdańsku) można znaleźć na stronie internetowej: www.morena.com.pl” – czytamy na tej właśnie stronie. Z regulaminu zainteresowani dowiedzą się, że tylko prezydium, a nie cała rada, będą miały wpływ na to, czyje oferty przejdą pozytywną weryfikację, a czyje nie. Selekcją zajmie się bowiem prezydium rady, wyłaniając pięć jej zdaniem najlepszych ofert. Komisja Regulaminowa Rady Nadzorczej Moreny na ostatnim plenum rady wnosiła o to, aby zajmowało się tym plenum, czyli cała rada. Wiceprzewodniczący rady, Władysław Krugły, wniósł o to, żeby wniosek komisji odrzucić i wyboru dokonać według dotychczasowego regulaminu. Tak też rada stosunkiem głosów 6 za przy 5 przeciw wniosek komisji odrzuciła.

(g)

Ta kadencja się dobrze broni…

Bendykowski
Jacek Bendykowski: „Nie zawiedliśmy zaufania wyborców”…

Z Jackiem Bendykowskim, szefem Klubu PO/PSL w Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Tadeusz Gruchalla

– 16 listopada wybory. Oczywiście wyborcy znajdą pana na liście? Decyzja została podjęta?
– Tak. Listy zostały ustalone. Na gdańskiej liście wyborcy znajdą wszystkich aktualnych radnych PO.
– Przypomnę tylko, że pana popularność w ostatnich wyborach wciąż wzrastała. W przedostatnich zdobył pan 4 tysiące głosów, w ostatnich aż 7 tysięcy… Jak pan myśli, skąd się ta popularność wzięła?
– Z popularnością bym nie przesadzał, choć było mi bardzo miło uzyskać poparcie tak szerokiej rzeszy wyborców na bardzo mocnej liście PO w 2010. Złośliwi pewnie powiedzą, że po części sprawiła to dość intensywna kampania wyborcza. Chciałbym wierzyć jednak, że część wyborców po prostu docenia radnych z dłuższym stażem, jeżeli udaje im się dobrze wykonywać swoje publiczne obowiązki. Jako szef klubu rządzącego miałem przede wszystkim dwa zadania. Po pierwsze zapewnić stabilność rządzenia, czyli zagwarantować pokój wewnętrzny i dyscyplinę w klubie, a klub w sejmiku zrzesza już bardzo kompetentnych i często bardzo samodzielnie myślących polityków z całego regionu. Po drugie naszą intencją było, aby nie przenosić atmosfery ostrości sporów politycznych z Warszawy na Pomorze, tylko spokojnie robić swoje, tzn. zajmować się rozwojem Pomorza. Myślę, że to się udało zarówno w tamtej kadencji, jak i obecnej. Wyborcy ani przez tamte 4 lata ani w trakcie ostatniej kadencji nie byli świadkami pyskówek, krew się nie lała z sali plenarnej, natomiast Pomorze od tych 8 lat stopniowo pnie się w górę polskich rankingów jakości życia i wzrostu gospodarczego.
– Po ostatnich wyborach napisał pan na swojej stronie internetowej: „To cieszy i zobowiązuje. Mam nadzieję, że nie będzie to zaufanie na wyrost”. No to teraz czas na podsumowanie, było na wyrost, czy nie?
– Mnie nie wypada oceniać samego siebie. Pełniłem przez kolejną kadencję funkcję szefa klubu, ponownie połączonego klubu PO i PSL, co jest ewenementem w Polsce – nie było u nas tarć wewnątrzkoalicyjnych – i wydaje mi się, że pomimo kilku spraw, z których nie jesteśmy zadowoleni – ta kadencja się dobrze broni. Rządziliśmy spokojnie. Mieszkańcy Pomorza nie słyszeli o żadnych aferach, czy kłótniach politycznych w samorządzie województwa. W tym czasie najlepiej spośród polskich województw – co zostało potwierdzone, tak ocenami niezależnych ekspertów, jak i Ministerstwa Rozwoju Regionalnego i instytucji unijnych – zagospodarowaliśmy środki europejskie z Regionalnego Programu Operacyjnego, zrealizowaliśmy wiele inwestycji, w tym gigantycznych w służbie zdrowia i realizujemy największą regionalną inwestycję w Polsce – budowę Pomorskiej Kolei Metropolitalnej; nie tylko zatrzymaliśmy przyrost zadłużania się naszych szpitali, ale i dokonaliśmy ich znacznego oddłużenia oraz rozpoczęliśmy z dobrym skutkiem ich restrukturyzację. Udało się nam wesprzeć proces budowy Metropolii i ułatwić zawarcie porozumienia pomiędzy Gdańskiem i Gdynią – nasza umowa stanowiła wzorzec dla innych województw, w których występują konflikty interesów pomiędzy głównymi miastami. 4 lata temu bezrobocie na Pomorzu było wyraźnie wyższe niż średnia krajowa, dziś jesteśmy poniżej tej średniej; mamy trzecie najwyższe zarobki w kraju; nasza gospodarka jest stabilna. Pomorze jest województwem z najwyższym w Polsce przyrostem ludności.
Nie wszystkie te pozytywne zjawiska muszą od razu dostrzegać mieszkańcy, gdyż stabilny spokojny rozwój zwykle jest trudno dostrzegalny. To trochę tak, jak z dorastaniem dzieci, czego na co dzień nie widzą rodzice, ale widzą znajomi, czy dalsza rodzina, która przyjeżdża w odwiedziny raz w roku. Trochę podobnie jest z Polską – choć Pomorze rozwija się nieco szybciej niż cała Polska. Polacy nie dostrzegają na bieżąco zmian, które u nas się dokonują. Widzą to natomiast natychmiast obcokrajowcy, który przyjeżdżają do Polski od czasu do czasu i potrafią to docenić z dalszej perspektywy.
– To teraz może pan liczyć na 10 tysięcy głosów poparcia?
– Byłbym szczęśliwy, gdyby był pan dobrym prorokiem… Choć to będą trudne wybory, trudniejsze niż 4 lata temu. Pomimo, że tu na Pomorzu nam się naprawdę udało i to chyba mimo wszystko widać, to wielu wyborców, głosując, może mieć z tyłu głowy sytuację ogólnopolską i dostrzegalne pewne zmęczenie Platformą.
– Co było największym waszym sukcesem, osiągnięciem w minionej kadencji a co – jeśli w ogóle – słabą stroną?
– Z pewnością największym sukcesem jest tak dobry wynik w zakresie gospodarowania środkami europejskimi na lata 2007-2013. Pomorze zagospodarowało je najszybciej, wykorzystaliśmy je w 100% i zgodnie z przyjętą strategią. Byliśmy w czołówce już od kilku lat, co zaowocowało pozyskaniem dodatkowych środków (prawie ćwierć miliarda złotych) swego czasu i umożliwiło aktualnie szybszą realizację niektórych projektów, np. linii tramwajowej na Morenę, czy domknięcie budżetu PKM. To efekt również dobrej współpracy pomiędzy nami a władzami Gdańska, gdyż choćby PKM jest inwestycją, która wymaga od Gdańska znacznego wsparcia inwestycyjnego. Co do porażek, to martwi nas na pewno to, że chorzy mieszkańcy Pomorza wciąż muszą czekać w kolejkach do specjalisty. Tu akurat mało jest naszej winy – raczej opóźnień reformatorskich ze strony rządu oraz trudnej, szorstkiej współpracy z Narodowym Funduszem Zdrowia. To się na szczęście zmieniło na jesieni 2013, kiedy nastał w NFZ dyr. Jędrzejczyk, który przywrócił nam wiarę w tę instytucję. Niestety, gdy już ułożyliśmy sobie doskonale zasady współpracy, dyr. Jędrzejczyk awansował w czerwcu br. na stanowisko krajowego Prezesa NFZ w Warszawie. Ufamy, że jego następczyni podtrzyma ducha współpracy, ale gdyby te zmiany personalne nastąpiły kilka lat temu, pewnie bylibyśmy dziś znacznie dalej w polskiej i pomorskiej służbie zdrowia. Pomimo tych trudności udało nam się w służbie zdrowia zrobić bardzo wiele w tej kadencji, ale nie tyle, ile byśmy chcieli.
– Ale zagadką pozostaje nowa rzeczywistość polityczna po tym, jak Donald Tusk opuszcza PO, przestaje być premierem rządu, a notowania PO spadają na korzyść PiS. Jak to przełoży się na nasz region i czekające wybory samorządowe?
Tusk awansuje, doceniony przez Europę. Został jednomyślnie wybrany. Chciałbym wierzyć, że wielu wyborców, których utraciliśmy w ostatnim czasie, ten fakt natchnie do ponownej refleksji. PO rządziła w Polsce w ostatnich latach w czasach największego kryzysu gospodarczego, który dotknął Europę od lat 70-tych. Nie można na to zamykać oczu, chcąc dokonać uczciwej oceny jej rządów. Wierzę w rozsądek wyborców Pomorza. Pomorze naprawdę było bardzo zaniedbane gospodarczo na początku lat 2000-cznych. Było niedoinwestowane. To, że Pomorze awansowało w tych latach z 8 na 5 miejsce w rankingach rozwoju gospodarczego, pokazuje, że cały czas powoli pniemy się w górę na tle innych województw. Byliśmy średniakiem, dziś należymy do najlepszych. To, że rozwijamy się szybciej niż inne województwa jest między innymi konsekwencją stabilności rządów w województwie.
– W ostatnich wyborach Platforma Obywatelska zdobyła w Sejmiku Pomorskim 19 z 33 mandatów. Był to tylko jeden więcej niż 4 lata wcześniej. Czy te cztery lata marszałkowania na Mieczysława Struka nie będą ostatnimi?
– Naszą ambicją jest utrzymać samodzielnie absolutną większość w sejmiku i uważam, że jest to możliwe, jeżeli wyborcy nam raz jeszcze zaufają. Nie zawiedliśmy tego zaufania przez ostatnie 4 lata, więc liczymy na uczciwą ocenę. Jeżeli wygramy wybory Mieczysław Struk będzie naszym kandydatem na Marszałka Województwa.
– Sejmik Pomorski w ostatniej kadencji był chyba najbardziej stabilnym i spokojnym politycznie parlamentem regionalnym w Polsce. Nie było o nim głośno w mediach lokalnych, nie dochodziło w nim do poważniejszych konfliktów, a pan sam znany był z poszukiwań kompromisów i pozostawał w dobrych, często przyjaznych relacjach z opozycją…
Nie wyobrażam sobie uprawiania polityki w ciągłym konflikcie. Tak się nie da pracować. W opozycji zawsze znajdują się jakieś osoby rozsądne, które mają swoje racje. Zasady kultury politycznej nakazują szacunek wobec opozycji. Dziś rządzimy my, jutro możemy w opozycji znaleźć się sami. Chciałbym, żeby Pomorze pod względem wzajemnych relacji między partiami politycznymi przypominało bardziej kraje północnej Europy, aniżeli to, co oglądamy od czasu do czasu w Warszawie i wydaje mi się, że do pewnego stopnia nam się to udaje.
– Pana zdaniem Platforma Obywatelska na Pomorzu, po licznych aferach na szczycie władzy i postawieniu w stan oskarżenia byłego jej lidera Sławomira Nowaka, ma w ogóle szanse
– Sławka Nowaka nie ma już w szeregach pomorskiej Platformy.
– Paweł Adamowicz ma już poparcie PO w wyborach na prezydenta Gdańska… Nie mogło być inaczej? To najlepszy kandydat?
– A widzi Pan lepszego kandydata? Nie mam wątpliwości, że Paweł Adamowicz wygra najbliższe wybory, bo po prostu będzie najlepszym kandydatem. Adamowicz jest naprawdę dobrym prezydentem miasta, choć z wyjątkowym brakiem umiejętności dobrego sprzedawania swoich pozytywnych cech. Z perspektywy samorządu województwa bardzo dobrze się z nim pracuje. Jest wiarygodny i odpowiedzialny.
– Dziękuję za rozmowę.

Jacek Bendykowski jest prawnikiem – partnerem w największej gdańskiej kancelarii. Aplikację radcowską odbył w latach 1993-1996. Pełnił i pełni wiele funkcji publicznych w kraju i zagranicą (m.in: European Democrat Students, European Coordination Bureau, International Young Democrat Union, European Peoples Party, EUROCITIES, Unia Metropolii Polskich, Fundacja Gdańska). Specjalizuje się w prowadzeniu od strony prawnej kompleksowych projektów gospodarczych. Jest specjalistą w zakresie postępowań sądowych w sprawach cywilnych i gospodarczych ze szczególnym uwzględnieniem prawa spółek oraz szeroko rozumianego zwalczania nieuczciwej konkurencji, bywał arbitrem w międzynarodowych sporach gospodarczych (ICC w Londynie). Działał w opozycji od 1983 roku (RMP). Aktywny uczestnik strajków studenckich w 1988 r. W kadencji 1998-2002 radny Miasta Gdańska. Obecnie radny trzeciej kadencji Sejmiku Województwa – Szef Klubu PO/PSL. Delegat woj. pomorskiego w Związku Województw RP.

Gazeta na haku!

Szef Rady Nadzorczej Moreny wyparł się, że mówił o pomyśle na laptopy z oprogramowaniem, drukarki i o apetycie na wyższe diety
rada

Gdy pamięć Jana Woźniaka była zawodna, sięgnęliśmy do źródła… Fot. t

Nasz artykuł sprzed miesiąca odsłaniający kulisy obrad nowej Rady Nadzorczej wywołał prawdziwą burzę. Zarówno w samej Radzie Nadzorczej „Moreny”, jak i wśród mieszkańców. Szef rady był poelektryzowany, bo przecież „nic takiego nie mówił”, a ci drudzy zdenerwowali się tym, że to pomysł na szastanie ich pieniędzmi.
Chodziło o to, że 24 czerwca nowy szef rady mówił wobec wszystkich członków rady o swoim pomyśle na nową jakość. Przyznał, że jego zdaniem diety dla członków Rady Nadzorczej powinny być wyższe, a każdy radny powinien otrzymać laptopa z oprogramowaniem i osprzętem – drukarką. Tylko radna Mirosława Grzybowska wyraziła swój zdecydowany sprzeciw. Uznała, że nie widzi potrzeby podwyższania diet, czy zakupu dla radnych laptopów – „trzeba szanować każdą złotówkę, bo ludziom żyje się coraz trudniej” – mówiła.
Do tego wszystkiego Rada Nadzorcza zdecydowała, to już nie pomysł tylko fakt, że do obsługi prawnej wynajmuje za pieniądze mieszkańców Moreny „własną” kancelarią prawną, mimo że zarząd spółdzielni dysponuje prawnikami.
Nasz artykuł zelektryzował kierownictwo rady. Sam szef, Jan Woźniak, na posiedzeniu 1 sierpnia wyparł się, aby o czymś takim mówił.
– Chciałbym też wprowadzić tutaj taki zwyczaj, że każdy zaproszony tutaj się wypowiada żeby nie pozostawały, artykuły umieszczane w tej gazetce, bez echa, żeby każdy, kto prawnie i bezprawnie jest tu przywołany, mógł w takim gremium wrażać swoje opinie. Otóż ja chciałem wprowadzić jako przewodniczący rady kilka sprostowań, jestem tam imiennie wymieniony, więc odpowiadam nigdy nie żądałem dla każdego członka rady nadzorczej komputera, drukarki, telefony i innego wyposażenia. Oświadczam jeszcze raz, że jest to pomówienie, nigdy czegoś takiego nie proponowałem.
Szefowi rady dzielnie wtórowali inni.
Stanisław Lizakowski, sekretarz rady: „ta gazetka, która to napisała, nie powinna w ogóle mieć miejsca na osiedlu LWSM Morena. Ta gazeta już tyle się naprodukowała… Ma nawet proces od jednego z członków rady, ja się dziwię że ta gazeta jeszcze tutaj funkcjonuje. Dajcie spokój z tą gazetą, Ja umieściłbym ją na haku w określonym miejscu…
Władysław Krugły, zastępca szefa rady, dzierżawca spółdzielczych parkingów, prowadzący biznes ze szczodrą bonifikatą uzyskaną od zarządu, nad którym ma władzę kontrolną stwierdził, że „wywiad został udzielony niewłaściwej osobie i niewłaściwej gazecie. Chciałbym również dodać, że prasa która ukazuje się powinna zmierzać do budowania jedności i jeżeli chciałaby ingerować w publiczność to powinna proponować właściwie dobre rozwiązania, które zmierzają do poprawy życia na naszym osiedli a nie nastawiać jednych do drugich”.
Były też słowa obrony gazety i jej wolności, wypowiedziane przez Ryszarda Musiała, Lechonia Całunia i Mirosławę Grzybowską. Dziękujemy, bo zapewne zaocznym wyrokiem prezydium Rady Nadzorczej już powinniśmy zawisnąć na haku.
Postanowiliśmy odświeżyć pamięć Janowi Woźniakowi i poniżej jego wypowiedź dotyczącą pomysłów na „lepszą radę”, wyrażoną na posiedzeniu plenum rady 24 czerwca.
„ Jestem przeciwny, żeby rada pracowała społecznie, czyli za darmo – mówił nowy szef rady. – Sam zgłosiłem taki wniosek, żeby podnieść dietę rady. W tej chwili było to trzysta złotych. Proszę państwa, ja nikogo za rękę nie złapałem. Nie chcę nikogo o nic posądzać, ale hipotetycznie zakładając, może być tak, że prezes zarządu przeciągnął na swoją stronę pięciu członków rady. Ich dieta wynosi trzysta złotych. I żeby oni nie stracili na tej diecie, prezes ma 12,5 tysiąca złotych, więc co to jest dla niego wypłacić im 300 zł. Natomiast jakby miał dać 3,5 tysiąca, to by się zastanowił. Jest to główny powód. A poza tym, proszę państwa, no, jeżeli mamy iść z duchem czasu, to każdy powinien mieć jakiś komputer, abonament wykupiony, powinien mieć drukarkę, tusz za który płaci, telefon, za który płaci. To są dziś jakieś tam koszty. Skrajnie podchodząc można powiedzieć niech tam członkowie rady do tego dopłacają. Jestem przeciwny takiemu podejściu do sprawy. Chciałbym żebyście państwo wszyscy podeszli do pracy w radzie, jak do własnego biznesu. Chciałbym, żebyśmy byli tak, jak u siebie, w domu. To tyle”.
Być może pan przewodniczący rady już teraz przypomniał sobie owe swoje pomysły na poprawę działalności członków rady kosztem mieszkańców Moreny… Zresztą gdyby tematu nie było, to nie byłoby też na tym posiedzeniu stanowczego sprzeciwu radnej Mirosławy Grzybowskiej, w której zapewne zdecydowana większość mieszkańców ledwo wiążących koniec z końcem widzi swojego rzetelnego, uczciwego, prawego przedstawiciela, bo dbającego o ich portfele, a nie o wyższe diety, laptopy i inne przydatki.
(t)

PS. Na posiedzeniu rady oberwało się też od Jana Woźniaka jednej z mieszkanek Moreny. Rzekomo przekazała nam informacje. Tak tylko, na ucho, podpowiadamy, że był to mężczyzna… Ale nie dowie się pan, kto…

Czytają najpiękniej

czytanie
Byli po prostu najlepsi…

W Szkole Podstawowej nr 20 w Gdańsku odbył się VI Wojewódzki Konkurs Pięknego Czytania dla uczniów klas trzecich. W tegorocznej edycji uczestnicy czytali fragmenty książki „Cudaczek Wyśmiewaczek” autorstwa Julii Duszyńskiej.
– Do konkursu przystąpiło 16 uczniów klas trzecich z ośmiu szkół województwa pomorskiego – informuje Grażyna Olesiuk ze Szkoły Podstawowej nr 1 na Morenie. – Jury przyznało dwa czołowe miejsca uczniom z naszej szkoły: I miejsce zajął Adam Matczak z klasy 3c, a II miejsce – Nina Kaczor z klasy 3b.
Po prezentacji fragmentów książki uczestnicy wraz z opiekunami zaproszeni zostali na poczęstunek, nie zabrakło również wspaniałego, okazjonalnego tortu. Wszyscy cieszymy się z sukcesów uczniów. Wielkie gratulacje!
(g)