Wielki Brat patrzy


Mieszkańcy czują się bezpieczniej dzięki kamerom… Fot. t

Wsłuchując się w oczekiwania mieszkańców osiedla Morena, dotyczące bezpieczeństwa mienia jak i osób, LWSM Morena postanowiła w 2012 roku podnieść bezpieczeństwo i rozpoczęła budowę systemu monitoringu. Pierwsze kamery zostały zainstalowane przy ulicy Kusocińskiego oraz Marusarzówny. Dziś w systemie monitoringu znajduje się 9 kamer kopułkowych, 8 kamer stacjonarnych montowanych na budynkach , oraz 8 kamer obrotowych montowanych na słupach zewnętrznych.
Cały system połączony światłowodami udostępnia obraz Policji, Straży Miejskiej oraz Wydziałowi Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Gdańska. Z uwagi na odczuwalne korzyści wynikające z monitoringu, który w ewidentny sposób przeniósł się na podniesienie bezpieczeństwa mieszkańców, LWSM Morena z chwilą pozyskania nowych środków będzie rozbudowywała monitoring i instalowała nowe kamery w miejscach najbardziej narażonych na niebezpieczne zdarzenia.
Korzyści z instalacji monitoringu zdecydowanie przewyższyły oczekiwania mieszkańców. W miejscach, a których dociera obraz z kamer, praktycznie nie odnotowuje się obecnie wykroczeń ani aktów wandalizmu. Jeżeli nawet sporadycznie dochodzi do kradzieży lub dewastacji mienia stanowiącego własność mieszkańców LWSM Morena, to dzięki obrazom rejestrowanym przez monitoring zwiększyła się wykrywalności sprawców.
– Nasz monitoring pozwolił na ujęcie sprawców włamań i kradzieży ze skrzynek pocztowych, chuligańskich dewastacji wewnątrz budynków, oraz wykroczeń drogowych, w wyniku których uszkodzone zostały pojazdy mieszkańców spółdzielni – komentuje Roman Jastrzębowski, kierownik Działu Członkowsko-Samorządowego, który w LWSM „Morena” sprawuje pieczę nad systemem monitoringu. – Materiały wideo z monitoringu przekazywane Policji w kilku przypadkach pozwoliły na zatrzymanie sprawców, lub w ogóle postawienie im zarzutów. Najlepszym tego przykładem jest sytuacja z 25 marca 2013 roku, gdy zgłosiliśmy kradzież elementów ruchomych z wind, i dopiero przekazany Policji materiał z monitoringu pozwolił na ujęcie sprawców.
Obecnie prowadzonych jest wiele dochodzeń przez Komisariat VIII Policji w Gdańsku, jednak dla dobra spraw spółdzielnia nie chciała ujawnić, o jakie zdarzenia chodzi. Z relacji wynika, że są to wykroczenia komunikacyjne, kradzieże, dewastacje i włamania do obiektów na terenie LWSM Morena.
– Wielu mieszkańców zwraca się do nas z prośba o udostępnienie nagrań z monitoringu, ale niestety w celach bezpieczeństwa nie możemy im udostępniać takich materiałów – dodaje Roman Jastrzębowski. – Nigdy bowiem nie mamy pewności, czy osoba, która zwraca się do nas z prośbą o takie materiały, to rzeczywiście osoba poszkodowana, czy może jednak sprawca, który chciałby sprawdzić, czy jego występek został zarejestrowany przez monitoring. Posiadanie takich informacji przez przypadkowe osoby często mogłoby zniweczyć pracę śledczych, dlatego w uzgodnieniu z nimi przekazujemy materiał wyłącznie na prośbę Policji. Mogę tylko dodać, że takich próśb tylko ze strony Policji odnotowujemy kilka w tygodniu, co absorbuje służby spółdzielni.
Materiały przekazywane Policji wzmacniają bezpieczeństwo na osiedlu, gdyż wśród przestępców i chuliganów szybko rozchodzą się wieści, że ich występki nie pozostaną bezkarne. Dodatkowo na Morenie zlokalizowany jest lotny zespół Agencji Ochrony WENA S.A., który prowadzi stałe patrole na terenie osiedla. – Dzięki temu, że WENA posiada stały podgląd monitoringu, możliwe są natychmiastowe interwencje w danym obszarze osiedla – komentuje Roman Jastrzębowski – co w ewidentny sposób przekłada się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa mieszkańców. Mieliśmy już przypadki, gdy sprawcy wykroczeń byli łapani na gorącym uczynku, bo patrol może dotrzeć w każde miejsce w ciągu kilku minut.
System monitoringu na Morenie współpracuje z kamerami obrotowymi umieszczonymi w kluczowych punktach miasta. W ciągu najbliższych miesięcy ta współpraca będzie jeszcze lepsza, gdyż tym razem na koszt miasta zostaną zainstalowane kamery wzdłuż ulicy Rakoczego i Bulońskiej, przy przystankach kolei metropolitalnej i tramwaju, które już wkrótce zawitają na Morenie. Z pewnością jeszcze bardziej podniesie to poziom bezpieczeństwa mieszkańców osiedla.
(t)

Zmiany dopiero się zaczęły…


Aleksander Nowaczek: „W kilku przypadkach byliśmy zmuszeni do podjęcia stanowczych kroków kadrowych”…Fot. TG

Na Morenie gołym okiem widać zmiany zachodzące wreszcie w szybki tempie w zakresie odnawiania budynków, jednak osiedle to nie tylko budynki, to przede wszystkim jego mieszkańcy. Program poprawy jakości obsługi mieszkańców wdraża Aleksander Nowaczek, zastępca prezesa zarządu LWSM „Morena”, którego zapytaliśmy o ostatnie zmiany w tym zakresie.
– Od dawna LWSM Morena systematycznie podnosi poprzeczkę swoim pracownikom w zakresie jak najlepszych standardów obsługi mieszkańców. Jak pan ocenia, jak wygląda to w rzeczywistości?
– To trochę jak z treningiem skoczków wzwyż – nie wystarczy podnosić poprzeczki, bo tylko od tego zawodnik nie zacznie wyżej skakać. Trzeba zaobserwować, co się działo dotychczas, czego jeszcze brakuje, jak to robią najlepsi – i stopniowo wprowadzać zmiany. Nasz personel to prawie 180 osób, więc mówimy tutaj o całym procesie zarządzania zmianą, którego nie da się przeprowadzić z dnia na dzień. Jestem jednak pewien, że jesteśmy na dobrej drodze do szybkiej poprawy wyników.
– Z czego wynika to przekonanie?
– Przede wszystkim z zaangażowania coraz większej liczby osób, które przejawiają inicjatywę we wprowadzaniu zmian, które mają służyć mieszkańcom. Jak rozpoczynałem pracę w spółdzielni, to na część moich pomysłów słyszałem od niektórych pracowników odpowiedź – „tego się nie da zrobić w naszej spółdzielni”. Przyznam szczerze, że ten brak chęci, żeby chociaż spróbować coś zmienić, był dla mnie zadziwiający.
– To co się zmieniło w międzyczasie, że teraz wierzy pan w sukces?
– Wydaje mi się, że nareszcie ludzie zrozumieli, że te zmiany to nasze wspólne być albo nie być. Najlepszym tego przykładem był wniosek mieszkańców o likwidację Domu Kultury. To był sygnał, że robimy nie to, czego życzyliby sobie mieszkańcy, że nie spełniamy ich oczekiwań. W ostatnim roku odbyłem wiele indywidualnych i grupowych spotkań z mieszkańcami i mimo, że wielokrotnie ich oczekiwania były wzajemnie wykluczające się, to zawsze mieszkańcy oczekiwali zaangażowania w ich problemy i podejmowania decyzji, które będą służyły całej spółdzielni.
– Co jest najważniejsze w bezpośrednim kontakcie z mieszkańcem?
– Zrozumienie, na czym rzeczywiście polega problem i jak go rozwiązać w taki sposób, żeby to było dobre dla całej spółdzielni, a nie tylko dla tego jednego mieszkańca. Ale oczywiście ważne jest aktywne podejście, umiejętność odróżnienia właściwych powodów od powodów populistycznych, oraz chęć jak najlepszego wypełnienia swojego zadania. Bardzo ważna jest również asertywność, ale nie taka błędnie rozumiana jako sztywne bronienie własnego stanowiska, ale asertywność, w której staramy się spełnić czyjeś oczekiwania, nie łamiąc równocześnie zasad panujących w spółdzielni.
– Mógłby pan podać jakiś przykład?
– Oczywiście. Przyjrzyjmy się choćby ostatniej sprawie dotyczącej planów wybudowania na czas określony hali do squasha na części terenu asfaltowych kortów na Wileńskiej, które miały zostać wydzierżawione od spółdzielni. Dla spółdzielni to byłby czysty zysk, gdyż zachowalibyśmy dotychczasową funkcję rekreacyjną na obecnie niezbyt często wykorzystywanym, zdegradowanym terenie i pozyskalibyśmy środki do jego odnowienia, i rozbudowy. Pewni mieszkańcy postanowili podburzyć swoich sąsiadów, nie przekazując im całej informacji, ale tylko jej cześć (że niby korty mają zostać w całości zlikwidowane) i problem gotowy – na konsultacje społeczne mieszkańcy przyszli z postawą negatywną i na nic się nie chcieli zgodzić. Jednak po godzinie okazało się, że wypracowanie wspólnego stanowiska jest możliwe i zostało to zaakceptowane przez wszystkich obecnych.
– To dlaczego jednak kortów nie będzie?
– To już zupełnie inna sprawa – kortów nie będzie, bo inwestora zniechęciło całe zamieszanie, i nie chciał się do nas pchać na siłę. Pieniądze, które mogła zarobić spółdzielnia, żeby zainwestować je na naszym terenie, zarobi ktoś inny. I to jest właśnie przykład niewłaściwie rozumianej asertywności – co z tego, że kilku mieszkańców osiągnęło swój cel i zablokowało tę inwestycję, skoro stracili na tym wszyscy mieszkańcy spółdzielni.
– Bywa, że ci mieszkańcy, poirytowani swoimi problemami, nie bywają za grzeczni. Jeśli pracownik także, to może dochodzić do patologii. Pracownik, choć opluwany przez niezrównoważonych petentów, nie może zrobić tego samego?
– Brak przestrzegania ogólnie przyjętych zasad współżycia i komunikacji źle świadczy o nas samych, dlatego nie wyobrażam sobie, żeby pracownicy nie przestrzegali zasad kultury i zapominali i nieodzownej w naszej pracy grzeczności i uprzejmości. Jednak nie znaczy to, że mają pozwalać mieszkańcom na zachowania rażąco niezgodne z przyjętymi zasadami. Każdy pracownik, jeżeli spotka się z zachowaniem wulgarnym, obraźliwym czy poniżającym jego godność, ma prawo odmówić obsługi takiego mieszkańca i zwrócić się o pomoc do swojego przełożonego.
– Czy pracownicy spółdzielni są szkoleni przez specjalistów, znawców zagadnienia, w zakresie obsługi klienta?
– I tak i nie. Tak, gdyż ja jestem specjalistą w zakresie obsługi klienta i przez wiele lat prowadziłem szkolenia z profesjonalnej obsługi klienta, pracując na stanowisku Głównego Trenera w dużej międzynarodowej korporacji. Nie – gdyż zakres mojej pracy jest tak szeroki, że mogę jedynie przekazywać swoje uwagi, ale nie mam na tyle wolnego czasu, żeby prowadzić kompleksowe szkolenia dla pracowników. Na koniec tego roku przewidziałem wprawdzie kilka dni szkoleniowych prowadzonych przeze mnie, ale to będzie tylko wstęp do całego procesu. Robiliśmy wstępne przymiarki i koszty, które należałoby ponieść, są naprawdę wysokie. Pisaliśmy wnioski o dofinansowanie całego procesu z funduszy europejskich, ale nie otrzymaliśmy wsparcia finansowego. Nie składamy jednak broni i jeżeli w nowym okresie programowania znajdą się środki na ten cel, to z pewnością będziemy o nie aplikować, miejmy nadzieję, że z większą skutecznością.
– Czy właśnie te kwestie czy inne były przyczyną zmian kadrowych, które w spółdzielni miały miejsce?
– Jeżeli pyta pan o zaniedbania w jakości obsługi mieszkańców czy brak skuteczności w działaniu – to rzeczywiście, w kilku przypadkach byliśmy zmuszeni do podjęcia stanowczych kroków. W większości przypadków okazywało się jednak, że to pracownicy sami dochodzili do przeświadczenia, że nie są w stanie spełnić nowych oczekiwań i to oni składali wypowiedzenia.
– Proszę powiedzieć w ostatnim czasie jakie były to zmiany, jakich osób dotyczyły, na jakich stanowiskach i dlaczego do nich doszło?
– Nie chciałbym mówić o konkretnych przypadkach, gdy druga strona nie może równocześnie zaprezentować swoich poglądów. Mogę tylko powiedzieć, że efektem każdej zmiany było poszukiwanie pracownika, który będzie jak najlepiej odpowiadał oczekiwaniom spółdzielni i będzie w stanie wypełniać swoje obowiązki według nowych standardów. Jeżeli zdarza się, że nowi pracownicy nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań, to dziękujemy im za współpracę i szukamy dalej, jednak dzieje się tak w sporadycznych przypadkach.
– Dlaczego doszło do zmiany na stanowisku kierownika Domu Kultury na Morenie? Tomasz Lipski się nie sprawdził? Artysta, muzyk, człowiek z duszą, pasjami, organizator wielu imprez? Był zły? Będzie lepszy?
– Proszę nie traktować tej sprawy w kategorii zły-lepszy, ale w kategorii dopasowania odpowiednich osób do konkretnych zadań. Tomek Lipski rzeczywiście świetnie sprawdzał się w roli kierownika artystycznego wydarzeń organizowanych przez Dom Kultury i przygotował kilka spektakularnych projektów, jak choćby festiwal młodzieżowych zespołów Youth Festiwal, czy nietuzinkową imprezę z ostatnich miesięcy – Morena Graffiti Jam. Za wszystkie te działania serdecznie Tomkowi dziękuję i z podziwem odnoszę się do jego osiągnięć. Jednak Dom Kultury to coś więcej, niż wydarzenia – to instytucja, która powinna prowadzić kompleksową działalność kulturalną, społeczną i oświatową, kierując ofertę w różnych obszarach do różnych grup odbiorców. To konieczność rozciągania ciasnego budżetu, zabiegania o dofinansowanie z różnych źródeł, efektywne wykorzystywanie potężnego obiektu, który generując znaczne koszty utrzymania, powinien rekompensować to mieszkańcom bogatą ofertą. My po prostu potrzebujemy na to miejsce menadżera sztuki, a nie artysty czy nawet kierownika artystycznego, jakim niewątpliwie jest Tomek.
– Skąd pewność, że nowe osoby, mówiąc wprost, będą lepsze od tych, których zwolniono?
– Mówiąc na przykładzie Domu Kultury – czas pokaże, ale nowa pani kierownik to osoba z dużym doświadczeniem menedżerskim, która ma na swoim koncie m. in. organizację wizyty Michela Platiniego w Polsce w czasie przygotowań do Euro 2012, pełniła rolę menadżera kilku zespołów muzycznych i kierowała działem kulturalnym regionalnej telewizji. Jej pierwsze kroki są bardzo obiecujące. W innych przypadkach również pierwsze wrażenia są bardzo dobre. Przykładamy dużą wagę do zatrudniania osób, które od razu staną się liderami pozytywnych zmian i wniosą dużą wartość dodaną do zasobów personalnych spółdzielni. Nie jest to łatwe, gdyż zarobki w spółdzielni nie są konkurencyjne do oferowanych przez prywatne przedsiębiorstwa i na niektórych kandydatów najzwyczajniej w świecie nas nie stać, jednak najczęściej udaje się nam wybrać kandydata, który odpowiada poszukiwanemu przez nas profilowi.
– Czy jeszcze jakieś zmiany są planowane w najbliższym czasie?
– My przez cały czas jesteśmy w trakcie zmiany, można powiedzieć, że zmiany dopiero się zaczęły. Z mojego pionu i mojego zakresu odpowiedzialności mogę powiedzieć, że właśnie testujemy nowe standardy pracy gospodarzy domów, które mamy zamiar wdrażać już od tego roku, pracujemy nad poprawą efektywności pracy naszych konserwatorów, postawiliśmy nowe zadania przed administratorami, wdrażamy nowy sposób obsługi mieszkańców w punktach pierwszego kontaktu.
– Skoro już pan o tym wspomniał, to jakie spółdzielnia ma plany w zakresie poprawy obsługi mieszkańców i jak chce je ewentualnie wdrożyć?
– Podejmujemy dwutorowo działania – zarówno w zakresie poprawy warunków obsługi mieszkańców, jak i w zakresie nowego standardu obsługi. Tak naprawdę, to są naczynia połączone, bo obecnie zupełnie inaczej obsługuje się klientów. Teraz klient powinien móc usiąść przy tym samym biurku, przy którym jest załatwiana jego sprawa, uzyskać kontakt do osoby, która tę sprawę prowadzi, dowiedzieć się, kiedy sprawa zostanie załatwiona, jak uzupełnić ewentualne braki, a w przypadku niemożliwości załatwienia sprawy – powinien uzyskać dokładną przyczynę takiego stanu. Chcemy, żeby coraz więcej spraw było można załatwić przez internet, ale zanim skierujemy swoje wysiłki w tym kierunku, musimy nadrobić zaległości z podstawowych zagadnieniach.
– Czyli?
– Mam na myśli utrzymanie czystości w naszych budynkach, zwiększenie liczby miejsc parkingowych, wymianę instalacji czy dźwigów, zakończenie dociepleń i wiele innych aspektów. Bo dobrze działająca spółdzielnia to taka, do której mieszkańcy nie musza się zwracać w różnych sprawach, gdyż wszystkie ich potrzeby leżące w gestii spółdzielni są zaspokojone. Tak więc nasz główny cel, do którego będziemy dążyć, to w taki sposób ulepszać i organizować przestrzeń naszego osiedla, żeby jak najlepiej służyło ono różnym grupom mieszkańców.
– Dziękuję za rozmowę.
TG

Gra w kolory


Henryk Talaśka:  „Nie możemy wybierać elewacji budynków w konkursach sms-owych”…

Osiedle Morena, za sprawa kontynuowanej termomodernizacji, nabiera coraz bardziej estetycznego wyglądu. Jednak zastosowana kolorystyka budynków nie wszystkim przypadła do gustu. O trudnym procesie estetyzacji osiedla rozmawiamy z odpowiedzialnym za ten fragment działalności LWSM „Morena” zastępcą prezesa zarządu, Henrykiem Talaśką.
– Panie prezesie, skąd wzięła się koncepcja właśnie takiej kolorystyki budynków?
– W zakresie termomodernizacji budynków dokumentację projektową wykonało Sopockie Studio Projektowe Jacek Bosiacki z siedzibą w Sopocie. Postawiono przed nim zadanie pokazania Moreny jako nowoczesnego osiedla spółdzielczego, wpisanego w przestrzeń powstających wokół nas nowych osiedli deweloperskich, które swoją kolorystyką nie będzie od nich odstawać na niekorzyść. Nie chcieliśmy również rozwiązań infantylnych, które pasują do dziecięcych pokoików, ale nie do centrum dużego miasta, które łączy swoją tysiącletnią tradycję z dynamicznym rozwojem w XXI wieku.
– Czy te zadania zostały spełnione?
– W moim i nie tylko w moim odczuciu, tak. Ponieważ moje osobiste zdanie w tej sprawie nie powinno być decydującym kryterium, otrzymane projekty konsultowałem z szeregiem osób będących autorytetami w tej sprawie. Odnośnie zaprojektowanych rozwiązań architektoniczno-plastycznych z uznaniem wypowiada się m.in. Referat Estetyzacji Miasta Gdańska. Architekci oraz sam Kierownik Referatu wypowiadali się pozytywnie zarówno o projekcie jak i jego kolorystyce, podkreślali nowatorskie i europejskie rozwiązania.
– A jak na te rozwiązania zareagowali mieszkańcy?
– Właściwie w naszym przypadku sprawdza się powiedzenie, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. W przypadku kolorystyki elewacji niemal każdy ma inne zdanie, zdarzało się, że przychodzące po sobie osoby miały całkowicie odmienne poglądy. Dyskutowaliśmy o poziomie nasycenia kolorów, głębiach czerwieni, zieleni czy fioletu, o nastrojach elewacji i ich spójności z otoczeniem. Ktoś chciał więcej różu, ktoś inny beż, a komuś nawet podobała się czerń. Już starożytni mawiali, że o gusta się nie dyskutuje, więc nie chciałbym wartościować tych opinii. Cieszy mnie, że pojawiło się tyle różnych głosów, bo świadczą one o tym, że naszym mieszkańcom zależy na tym osiedlu i chcieliby, żeby było ono jak najładniejsze.
– Jakie decyzje podjęli państwo w zakresie kolorystyki elewacji?
– Patrząc na skalę zjawiska, stosunkowo niewielka grupa osób kontestowała te projekty. Obecne rozwiązania kolorystyczne i architektoniczne 36 budynków są utrzymane w takiej samej konwencji plastycznej. Bonie są zachowane do II piętra, a jasne, pastelowe kolory tworzą nowy klimat.
– Kto tak naprawdę zdecydował o kolorystyce docieplanych domów?
– Jak już wspomniałem – moje osobiste zdanie nie powinno stanowić w tej sprawie decydującego kryterium, dlatego zdaliśmy się na specjalistów, którzy zostali przez nas poproszeni o udział w konsultacjach z mieszkańcami. W niektórych przypadkach udało się osiągnąć kompromis, w innych oczekiwania mieszkańców wzbudzały całkowity opór projektantów, którzy nie chcieli swoim nazwiskiem firmować pewnych rozwiązań. Myślę, że udało się nam osiągnąć oczekiwany poziom porozumienia, chociaż zdaję sobie sprawę, że pewnych mieszkańców zadowoli jedynie realizacji ich wizji, co często jest niemożliwe do realizacji.
– Oprócz koloru na elewacji znajdują się też elementy ozdobne, najczęściej poprzeczne paski mniej więcej co kondygnację, czasem są w pionie. Czy to decyzja wykonawcy?
– Całość wykończenia elewacji podlega pozwoleniu na budowę, więc nie ma mowy o jakiejkolwiek inwencji twórczej wykonawcy. To są przemyślane i zaplanowane rozwiązania, które mają uatrakcyjniać monotonne bryły budownictwa wielkopłytowego. Chcieliśmy, żeby zastosowane rozwiązanie nie kolidowało z otoczeniem, ale na terenie Moreny przewijało się kilka rozwiązań. Dlatego konsultowaliśmy kierunki z architektami w urzędu Miasta, żeby podpowiedzieli nam, jakie są trendy europejskie i co warto kontynuować, a czego nie.
– Jak dogodzić mieszkańcom pozostałych do docieplenia budynków? Tak na wszelki wypadek, żeby znowu nie było protestów?
– Panie redaktorze, najbardziej zastanawiające w tych protestach było to, że wśród całej plejady protestujących zacnych mieszkańców Moreny nie było ani jednego architekta czy plastyka. Przecież te osoby powinny być jak najbardziej wrażliwe na piękno otaczającej ich materii. Musimy czasami przyjąć z zaufaniem, że nasze gdańskie uczelnie kształcą dobrych specjalistów, którzy po prostu znają się na swojej pracy. Z całym szacunkiem – nie możemy wybierać elewacji budynków w konkursach sms-owych, gdyż wówczas prawdopodobnie nie wygra rozwiązania innowacyjne, kreatywne, które wytycza trendy i przełamuje stereotypy. My, Polacy, jesteśmy tradycjonalistami, i z trudem przyjmujemy zmiany. Jednak patrząc na entuzjastyczne opinie specjalistów z Referatu Estetyzacji Urzędu Miasta Gdańska chciałby uspokoić wszystkich mieszkańców – nasze projekty są naprawdę na wysokim poziomie, a dzięki ich realizacji nasze osiedle przedstawiane jest jako wzór modernizacji wielkopłytowych blokowisk. To z pewnością wpływa na wartość naszych nieruchomości, bo Morena to miejsce w Gdańsku, o którym się dobrze mówi.
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: TG