Młodzi Orfeusze


Mali artyści godnie reprezentowali Gdynię za granicą        (fot. gdynia.pl)

Dobrze znane nie tylko mieszkańcom Dąbrowy dziecięco-młodzieżowe zespoły „Wiercipięty” i „Luz” zostały uznane za najlepsze na festiwalu „Orfeo in Italia 2013” w Wenecji!
Udział gdyńskich zespołów na włoskim festiwalu był nagrodą za zdobycie nagród na 34 Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Koninie. Przypomnijmy, że droga na szczyt była długa. Ogólnopolskie eliminacje dzieci śpiewających do Międzynarodowego Dziecięcego Festiwalu Piosenki i Tańca w Koninie odbyły się bowiem już w marcu. Następnie zespoły „Luz” i „Wiercipęty” zostały docenione przez jurorów i reprezentowały nasze miasto w międzynarodowym konkursie.
W międzynarodowym towarzystwie
– To ogromne wyróżnienie dla tych młodych pasjonatów i motywacja do dalszej ciężkiej, ale w pełni satysfakcjonującej pracy – podkreśliła Elżbieta Cupiał, opiekunka młodych talentów.
Nominację do udziału w tym najbardziej prestiżowym konkursie dla młodych wokalistów w Europie otrzymał 13-letni Maciej Guć, który kształci swoje zdolności wokalne w ZS nr 14 na Dąbrowie w ramach projektu „Gdynia po godzinach”. Taką nominację otrzymał również zespół wokalny „Wiercipięty” z ZS nr 14 oraz zespół „Luz” (również z ZS nr 14).
VI Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Tańca „Orfeo in Italia 2013” odbywał się w dniach 9 – 15 września 2013 w kurorcie nadmorskim Lido di Jesolo, niedaleko Wenecji. Wzięły w nim udział soliści, zespoły, orkiestry, formacje taneczne z 19 krajów (takich, jak Belgia, Białoruś, Bułgaria, Gruzja, Niemcy, Włochy, Kazachstan, Łotwa, Litwa, Mołdawia, Polska, Wielka Brytania, Rumunia, Rosja, Szwecja, Turcja, Ukraina, Węgry, Uzbekistan). Uczestnicy konkursu oceniani byli przez komisję, złożoną z wybitnych europejskich ekspertów, która brała pod uwagę m. in. oryginalność występu i interpretację.
Pasmo sukcesów
Obydwa gdyńskie zespoły podbiły serca włoskiej publiczności i wygrały VI Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Tańca „Orfeo in Italia 2013”. Znakomicie wypadli także soliści. Maciej Guć zajął trzecie miejsce w kategorii do lat 13, zaś Aleksandra Golec – w kategorii do lat 16. Ww Włoszech wystąpiła także 7-letnia Gabrysia Borys, dla której był to debiut na międzynarodowym festiwalu.
Zespół „Wiercipięty”, który zajął pierwsze miejsce w kategorii do lat 13, wystąpił w składzie: Emilka Hawrot, Basia Borys, Zbyszek Borek, Natalia Sikora, Dominika Glura. „Luz” wygrał w kategorii do lat 16. Grupa wystąpiła w składzie: Aleksandra Golec, Agnieszka Kozyra, Dominika Poręba, Weronika Grądzka, Maciej Guć.
Przypomnijmy, że to nie pierwsze imponujące osiągnięcie młodych wokalistów. Nie lada sukces – i to na skalę kraju – odniosły wcześniej dzieci z Zespołu Szkół nr 14 w V Ogólnopolskim Konkursie Wokalnym Kolęd i Pastorałek „Nad Światem Cicha Noc”. Zgarnęli wszystko, co tylko było do wygrania i zajęli wszystkie miejsca na podium! Pierwsze miejsce w kategorii zespołów wokalnych klas IV-VI szkół podstawowych zdobył zespół „Wiercipięty” z ZS nr 14, trzecie miejsce w kategorii zespołów wokalnych klas gimnazjalnych zdobył zespół „Luz” z ZS nr 14, zaś drugie miejsce (pierwszego nie przyznano) w kategorii zespołów szkół ponadgimnazjalnych zdobył zespół „To i Owo”, działający oczywiście przy ZS nr 14. Ponadto wyróżnienie w kategorii klas IV-VI szkół podstawowych otrzymał Maciej Guć.
Bez wsparcia ani rusz
Trzeba dodać, że wszyscy ci młodzi artyści uczęszczają na zajęcia wokalne prowadzone przez Elżbietę Cupiał, m. in. w ramach projektu „Gdynia po godzinach”, które odbywają się w ZS nr 14. Nie bez znaczenia dla możliwości rozwoju młodych talentów jest także wsparcie finansowe uzyskane przez Radę Dzielnicy Dąbrowa w konkursach organizowanych przez gdyński samorząd „Gdynia po godzinach” i przeznaczone właśnie na ten cel.

(kod)

Zielone światło… dla światła


To miejsce także przestanie straszyć po zmroku egipskimi ciemnościami   (fot. kod)

Ponad 70 tys. zł będzie kosztować projekt oświetlenia ciągów pieszych i ulic na Dąbrowie zlecony przez naszą radę dzielnicy. Które zakątki załapały się na tę listę?
Brak oświetlenia ulic to wciąż olbrzymi problem na terenie naszej dzielnicy. Problem z zaciemnionymi ulicami to sprawa bardzo złożona i dotyczy bardzo wielu miejsc na Dąbrowie. Kwestia ta przewijała się już wielokrotnie przy rozmaitych okazjach, m. in. podczas konsultacji społecznych. RD Dąbrowy deklaruje, że zdecydowanie najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców. Dlatego też radni zaproponowali wówczas (podczas spotkania z mieszkańcami) projekt oświetlenia niebezpiecznych miejsc na terenie naszej dzielnicy. Są to miejsca ciemne, przeważnie sąsiadujące z lasami.
Do realizacji
Przekazane do realizacji zostało przede wszystkim oświetlenie ulicy Łopianowej. Radni dzielnicy początkowo chcieli wykonać tę ulicę kompleksowo. Brakuje tu bowiem nie tylko oświetlenia, potrzebna jest jeszcze kanalizacja deszczowa oraz sanitarna, razem z przepompownią ścieków, nawierzchnia ulicy i chodniki. Po deszczu na drodze pojawiają się takie dziury, że mieszkańcom jest trudno dojść, a nawet dojechać do swoich domów. Koszt całości według wyceny Wydziału Inwestycji wynosił w granicach od 3 do 4,5 mln zł i przekraczał kilkukrotnie możliwości Rady Dzielnicy Dąbrowy. Trzeba było inwestycję podzielić na etapy, a najwięcej zgłoszeń od mieszkańców dotyczyło oświetlenia. Jest ono bardzo ważne, gdyż wpływa nie tylko na komfort, ale również na bezpieczeństwo. Z kolejnych inwestycji przekazanych do realizacji warto wymienić także oświetlenie ulicy Koperkowej. Tutaj sytuacja wyglądała analogicznie do ulicy Łopianowej. Ta ulica również była proponowana przez radnych dzielnicy do realizacji kompleksowo, jednak nie pozwoliły na to możliwości finansowe. W najbliższych latach jednak ulica ta zyska oświetlenie.
Już po przetargu
Cieszy fakt, że niektórzy mieszkańcy już nie muszą dłużej czekać na oświetlenie. Miasto zajęło się bowiem montażem lamp przy głównej arterii dzielnicy. Zainstalowano latarnie na słupach trakcyjnych na końcu ul. Rdestowej. Wciąż jednak w kolejce stoją inwestycje takie, jak: przy ul. Macierzanki, przejście piesze Ziołowa – Nagietkowa oraz odcinek ul. Kameliowej z szeregowcami. W tym ostatnim przypadku jest to poszerzenie inwestycji związanej z oświetleniem przejścia leśnego Gorczycowa-Sezamowa. Wszystkie te inwestycje podczas konsultacji uzyskały zarówno poparcie ze strony radnych dzielnicy, jak i zgromadzonych na sali mieszkańców.
A ponieważ to nie koniec, a dopiero początek procedur, zatem właśnie przystąpiono do dzieła.
– Został rozstrzygnięty przetarg na wykonanie projektów oświetlenia ciągów pieszych i ulic dotyczący inwestycji zlecanych przez Radę Dzielnicy Dąbrowa – informuje Lechosław Dzierżak, radny dzielnicy. – Są to: oświetlenie ulic Łopianowej, Kameliowej, Koperkowej, Macierzanki oraz ciągów pieszych Gorczycowa-Sezamowa i Ziołowa-Nagietkowa. Przetarg wygrała firma NORD Investments Sp. z o.o. z Pruszcza Gdańskiego z ceną brutto: 73431 zł.
(kod)

Dawca szpiku – to brzmi dumnie


Zbierano szpik dla małego Bartusia                       (fot. KrewAktywni.pl)

Dzień Dawcy Szpiku to oficjalna nazwa akcji, która odbyła się niedawno na terenie Dąbrowy. Poszukiwano dawcy między innymi dla 4-letniego Bartusia, chorego na białaczkę,
Akcja odbywała się w dniach 20-22 września na terenie Tesco przy ul. Nowowiczlińskiej. W samym tym czasie trwała ona w 40 hipermarketach w Polsce. W całym kraju w tych dniach zarejestrowało się 5325 osób, w tym 153 osoby u nas na Dąbrowie.
Akcję na naszym lokalnym poziomie zorganizowali wolontariusze ze Stowarzyszenia KrewAktywni. W organizację wydarzenia włączyli się czynnie członkowie Młodzieżowej Rady Dzielnicy Dąbrowa, którzy pomagali zarówno przy samej rejestracji, jak i przy zbiórce pieniędzy.
– Poszukiwaliśmy dawcy między innymi dla 4-letniego Bartusia chorego na białaczkę – wyjaśnia Lechosław Dzierżak ze Stowarzyszenia KrewAktywni. – Choć, oczywiście rejestracja zwiększa szanse znalezienia dawcy dla wszystkich chorych, a nawet dla tych, którzy jeszcze o swojej chorobie nie wiedzą, bo wszyscy zapisani będą w światowym rejestrze potencjalnych dawców szpiku do 60 roku życia.


Trwała także zbiórka pieniędzy na rzecz chorych           (fot. KrewAktywni.pl)

Aby zarejestrować się do światowego rejestru potencjalnych dawców szpiku trzeba być zdrowym, ważyć minimum 50 kg i mieć od 18 do 55 lat.
– Podczas rejestracji oddaje się 4 ml krwi lub wymaz z jamy ustnej – wyjaśnia Lechosław Dzierżak. – Oddanie szpiku jest bezpieczne. W ok 80 proc. przypadków pobiera się komórki krwiotwórcze w krwi obwodowej (podobnie jak w krwiodawstwie), pozostałe 20 proc. z talerza kości biodrowej pod narkozą. Podczas zabiegu nie jest ruszany kręgosłup.
Dodać należy, że każdy może zostać wolontariuszem Stowarzyszenia KrewAktywni i pomóc przy zorganizowaniu kolejnej akcji.
– Zapraszam do kontaktu na krewaktywni@op.pl oraz poprzez www.krewaktywni.org – zachęca L. Dzierżak. – Warto też przypomnieć, że Stowarzyszenie KrewAktywni razem z Radą Dzielnicy organizuje na Dąbrowie bezpłatne szkolenia z udzielania pierwszej pomocy „Aktywni w ratowaniu życia”, na które serdecznie zapraszamy wszystkich mieszkańców!
(kod)

Z bliska widać lepiej


Co potrzeba zmienić w naszej dzielnicy?                                   (fot. kod)

Jakie inwestycje są najpilniej potrzebne na terenie naszej dzielnicy? Drogi, lampy uliczne, a może usprawnienie komunikacji miejskiej. Tworzenie budżetu obywatelskiego to okazja do zgłoszenia propozycji najbardziej potrzebnych przedsięwzięć do realizacji.
Nie każde miasto budżet obywatelski posiada. Budżet taki, zwany także partycypacyjnym oznacza taki proces dyskusji i podejmowania decyzji, w którym każdy mieszkaniec miasta decyduje o tym, w jaki sposób wydawać część funduszu miejskiego lub też publicznego.
W toku konsultacji
Najczęściej budżet obywatelski jest tworzony poprzez wykorzystanie takich narzędzi, jak poznanie priorytetów w wydawaniu pieniędzy przez samych członków danej wspólnoty, wybór delegatów budżetowych, reprezentujących lokalne społeczności, wsparcie techniczne ze strony rajców miejskich (na poziomie lokalnym), lokalne i regionalne zgromadzenia w celu debaty i głosowania nad priorytetowymi wydatkami oraz zgłaszanie pomysłów mających bezpośrednie przełożenie na jakość życia mieszkańców. Badania, a także praktyka miast korzystających z tej formy demokracji wskazują, że skutkuje on bardziej równym podziałem środków publicznych, wyższą jakością życia, zwiększonym zadowoleniem z usług publicznych, większą przejrzystością i wiarygodnością władz publicznych, większym udziałem w życiu publicznym, a także lepszą edukacją obywatelską. Tyle oficjalnej definicji. A jak to wygląda w praktyce? Gdynia zdecydowała się na przeprowadzenie konsultacji społecznych projektu budżetu obywatelskiego.
Dwa projekty
Właściwie, w tej sprawie zostały zgłoszone dwa projekty – jeden Samorządności, a drugi obywatelski. Projekt Samorządności został uchwalony, natomiast projekt obywatelski radni skierowali do jednej z komisji. Uchwalony projekt zakładał konsultacje społeczne z mieszkańcami, które potrwały do 20 października 2013 r. Odbywały się poprzez ankietę, którą znaleźć można było na stronie internetowej www.gdynia.pl lub odebrać w siedzibie dowolnego z biur rad dzielnic. Wnioski można było składać w Urzędzie Miasta Gdyni w Centrum Aktywności Obywatelskiej lub właśnie w siedzibach rad dzielnic. Można też było wszelkie sugestie przesłać mailem. Możliwość przedstawiania i wyboru przedsięwzięć do realizacji mieli wszyscy mieszkańcy. Zrealizowane zostaną te, które zdobędą największe poparcie. Rady dzielnic otrzymają na ten cel określone fundusze. Przy czym urzędnicy podkreślają, że środki na realizację lokalnych przedsięwzięć radni poszczególnych dzielnic mogą pozyskać także m. in. w ramach konkursów: „Gdynia po godzinach”, „Kultura w dzielnicy”, czy też „Bezpieczna dzielnica”.

(kod)

Gdy liczą się sekundy…


Pokaz pierwszej pomocy                                         (fot. KrewAktywni.pl)

Pierwsza pomoc ratuje życie – to znana prawda. Pokaz ratownictwa medycznego odbył się podczas imprezy plenerowej „Karwiny Biegają”. Ponadto na terenie naszej dzielnicy rusza cykl profesjonalnych szkoleń z udzielania pierwszej pomocy.
Podczas pokazu ratowniczego były różne atrakcje zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.
– Nauka resuscytacji krążeniowo-oddechowej RKO, pokaz działania defibrylatora AED, postępowanie podczas zadławienia, pozycja bezpieczna, nauka wzywania pomocy, numery alarmowe oraz wyścig rodzinny z deską ortopedyczną – wylicza Lechosław Dzierżak ze Stowarzyszenia KrewAktywni. – Dodatkowo w naszym punkcie medycznym odbywał się pomiar ciśnienia tętniczego oraz saturacji (nasycenia krwi tętniczej tlenem). Można było porównać swoje wyniki przed i po biegu.
Na tym nie koniec. W październiku na Karwinach rusza cykl profesjonalnych szkoleń z udzielania pierwszej pomocy. Szkolenie jest bezpłatne, trwa 12 godzin zegarowych, będzie się odbywało w Zespole Szkół nr 10. W programie zawarto m. in. RKO AED, badanie fizykalne, postępowanie podczas zadławienia, oparzenia, odmrożenia, zatrucia, zadławienia, zawału, napadu padaczki, złamania, krwiotoku, wypadku komunikacyjnego, porażenia prądem i wielu innych przypadków w których konieczne jest udzielenie pierwszej pomocy.
Szkolenie może się odbywać dzięki dofinansowaniu Rady Dzielnicy Karwiny, natomiast wykorzystany zostanie sprzęt szkoleniowy wygrany przez sąsiednią Radę Dzielnicy Dąbrowa w konkursie „Bezpieczna Dzielnica”. Przypomnijmy, że podobne szkolenia odbywają się z powodzeniem już od jakiegoś czasu na Dąbrowie i wciąż cieszą się olbrzymią popularnością. Tamtejsza RD wystartowała swego czasu z wnioskiem zatytułowanym „Aktywni w ratowaniu życia”, autorstwa Stowarzyszenia KrewAktywni. Dzięki wygranej w konkursie można było wyposażyć Zespół Szkół nr 14 w profesjonalny sprzęt do nauki pierwszej pomocy, który służy zarówno dzieciom podczas lekcji bezpieczeństwa, jak i dorosłym podczas wspomnianych szkoleń.
Zgłoszenia na bezpłatne szkolenie można wysyłać na adres krewaktywni@op.pl (imię, nazwisko oraz numer telefonu). Więcej informacji o szkoleniu na stronie internetowej www.krewaktywni.org. Propozycja skierowana jest do wszystkich, którzy pragną nieść pomoc innym osobom, znajdującym się w potrzebie. Zdobyta w ten sposób wiedza pozwoli udzielić pierwszej pomoc w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia.
(kod)

Karwiny biegają!


Frekwencja na starcie dopisała (fot. KrewAktywni.pl)

Karwiny biegają – i to jak! Kolejny bieg przełajowy Rady Dzielnicy można zaliczyć do udanych, a radni już teraz zapowiadają następne edycje tej imprezy plenerowej.
Radni dzielnicy są zachęceni sukcesem pierwszej, ubiegłorocznej edycji. Po tym, jak ponad 200 osób wzięło udział I Biegu Przełajowym, organizowanym przez Radę Dzielnicy Karwiny, nie było wątpliwości – to na pewno nie ostatnia tego rodzaju impreza na terenie naszej dzielnicy. Biegi, połączone z rajdem nordic walking, pozostaną w kalendarzu lokalnych wydarzeń na stałe. Wydarzenie to było nie lada gratką dla amatorów aktywnego odpoczynku na świeżym powietrzu. Zawodnicy startowali wówczas podzieleni na siedem kategorii wiekowych, od krótkich dystansów dla najmłodszych, aż do wyścigu kategorii „open” na odcinku 5 km. Na wszystkich uczestników czekały pamiątkowe dyplomy oraz medale.
Tym razem cała dzielnica odpowiednio wcześniej została oplakatowana afiszami dotyczącymi tego wydarzenia. Nic dziwnego, bowiem „Karwiny biegają – biegi przełajowe Rady Dzielnicy” cieszą się niezmiennie sporym zainteresowaniem. Zwłaszcza, że dla startujących przewidziano różne kategorie wiekowe: do lat siedmiu, potem kolejne przedziały, aż po bieg kobiet i mężczyzn na 8 km. Był także rajd dla miłośników nordic walking.


Miejsca na podium były powodem do dumy                  (fot. KrewAktywni.pl)

– Impreza naprawdę się udała – mówi Maria Iwona Wiczling, przewodnicząca RD Karwiny. – Frekwencja dopisała, samych dorosłych pojawiło się ponad 200 osób, a jeszcze oprócz tego licznie stawiły się dzieci. Atmosfera była bardzo fajna, a organizacja – perfekcyjna. Przed biegiem prowadzono badania, odbywało się malowanie twarzy, stał dmuchany zamek dla dzieci. Ponadto był pokaz działań ratowniczych, a ratownicy medyczni zabezpieczali biegnących, jadąc na motocyklu i na rowerze.
Każdy otrzymał pamiątkowy medal, a zwycięzcy dodatkowo dostali puchary. Organizatorzy chcieliby, by z czasem wydarzenie rozszerzyło swój zasięg poza obszar lokalny. Chodzi o to, by nie zamykać się „na własnym podwórku” i wciągać kolejne dzielnice, miasta, a nawet gości z głębi kraju. Podobne biegi urządzają już inne gdyńskie dzielnice: Cisowa, Chylonia, Witomino Leśniczówka i są to imprezy, w których uczestnicy biorą udział dość licznie – po 200-300 osób. Jest nadzieja, że taka impreza odbywać się będzie na Karwinach cyklicznie i że wciąż będzie się spotykać z dużym zainteresowaniem mieszkańców. Służy bowiem promocji zdrowia oraz aktywnego spędzania wolnego czasu, a także integracji mieszkańców dzielnicy.

(kod)

Zawalona autami Morena


Znalezienie bezpłatnego miejsca parkingowego na Morenie po godz. 18 graniczy z cudem… Fot. tg

Gdy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wznoszono budynki na Morenie, to nikomu się w głowach nie mieściło, że w Polsce każde mieszkanie będzie przypadał jeden samochód, a co dopiero dwa lub trzy. Minęło 30 lat, i dzisiaj na Morenie chciałoby zaparkować więcej samochodów, niż jest miejsc parkingowych.
Dlatego codziennym obrazkiem są tutaj samochody zaparkowane na chodnikach, trawnikach, przejściach dla pieszych, podjazdach do budynków, miejscach przeznaczonych na wystawianie kontenerów na śmieci, drogach pożarowych i pieszo-jezdniach. Od kilku miesięcy Zarząd LWSM „Morena” próbuje spełnić oczekiwania mieszkańców w zakresie poprawy tej sytuacji, organizując postępowania przetargowe na kompleksową koncepcję modernizacji układu drogowego tych terenów. Celem takiego opracowania ma być zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i miejsc postojowych właścicielom pojazdów, jednak wymaga to zespołu projektowego, w skład którego wchodzą specjaliści z wielu dziedzin. – Teraz, gdy prace przy termomodernizacji budynków ruszyły z kopyta, i pewne jest, że skończą się w przyszłym roku, mieszkańcy stawiają przed spółdzielnią kolejne zadania – komentuje prezes zarządu LWSM „Morena”, Eugeniusz Głogowski. – Niewydolny układ komunikacyjny to bolączka każdej spółdzielni w Gdańsku i bardzo duże utrudnienie życia jej mieszkańcom. Zwłaszcza, że na terenie naszej spółdzielni niektórzy mieszkańcy wykazują się duża gorliwością w zawiadamianiu o nieprawidłowym parkowaniu Straży Miejskiej, co skutkuje dotkliwymi mandatami. Co do zasady – my nie popieramy lekceważenia prawa, ale wiemy, że zanim będzie się surowo egzekwowało jego przestrzeganie, należy stworzyć do tego warunki. Dlatego intensywnie pracujemy, żeby ten problem jak najszybciej rozwiązać, mimo, że na kompleksowe rozwiązanie brakuje nam pieniędzy w budżecie. Musimy bowiem pamiętać, że poza pieniędzmi na miejsca postojowe w pierwszej kolejności musimy wygospodarować pieniądze na poprawę bezpieczeństwa pieszych w miejscach o słabej widoczności, drogi pożarowe oraz likwidację potencjalnych miejsc kolizyjnych.
Mimo świadomości wagi problemu działania spółdzielni nie są zbyt dynamiczne w tym zakresie, gdyż w 2013 roku nie pojawiło się jeszcze żadne dodatkowe miejsce postojowe. Władze LWSM „Morena” tłumaczą się trwającym postępowaniem konkursowym, ale brak reakcji przez wiele miesięcy na pierwszy rzut oka wygląda na brak pomysłu na rozwiązanie tego problemu. – To nie jest brak pomysłu, tylko brak zgody części mieszkańców na tworzenie nowych miejsc postojowych w pobliżu ich budynków, pomysły mamy od dawna – wyjaśnia zastępca prezesa zarządu LWSM „Morena”, Aleksander Nowaczek. – Mieszkańcy obawiają się 10 dodatkowych samochodów w pobliżu swojego budynku, które w ciągu doby z włączonymi silnikami spędzą pod ich oknami łącznie 10 minut. Nie dostrzegają, że te samochody dzisiaj też parkują pod ich oknami, tylko na chodnikach lub trawnikach, zamiast na parkingach odgrodzonych od budynków szpalerami żywopłotów pochłaniających spaliny. Mieszkanie w centrum miasta wiąże się z pewnymi ograniczeniami, a do takich ograniczeń w każdym dużym mieście należy sąsiedztwo parkujących samochodów. Nie pozwalając na wybudowanie ładnie zaaranżowanych miejsc postojowych nie usuniemy tych samochodów z osiedla, jest XXI wiek i samochodów będzie nam przybywało, a nie ubywało.
W roku 2013 spółdzielnia już dwukrotnie ogłaszała przetargi na układ drogowy osiedla, i żaden nie przyniósł efektu. Samochodów na osiedlu przybywa, a miejsc postojowych nie. Nic nie wskazuje na to, żeby ten stan miał szybko ulec zmianie. Dodatkowo w ostatnim czasie bardzo uaktywniła się Straż Miejska, która zachowuje się rzeczywiście tak, jakby była wzywana przez sąsiadów. Krótko mówiąc – zaparkowanie zgodnie z prawem swojego pojazdu na Morenie graniczy z cudem, zwłaszcza jeżeli ma się to odbyć po godzinie 18, gdy większość mieszkańców już wróciła do domu. Wprawdzie pozostają jeszcze parkingi strzeżone, lecz i one nie rozwiążą problemu, gdyż na terenie Moreny łącznie oferują maksymalnie 200 wolnych miejsc postojowych, podczas gdy według szacunków spółdzielni brakuje ich około 2 tysięcy. – Układ drogowy jest najważniejszym zadaniem stojącym przed spółdzielnią w najbliższych latach, mamy kilka pomysłów na to, jak rozwiązać ten problem, ale wszystko musimy przygotować i przekonsultować z naszymi mieszkańcami – komentuje prezes Głogowski. – Dzięki temu jako zarząd będziemy pewni, że przystępując do realizacji tego zadania mamy mandat zaufania od mieszkańców. Pomysłów jest kilka, bo mogą to być zarówno parkingi wielopoziomowe naziemne czy podziemne, miejsca postojowe tworzone wzdłuż dróg wewnętrznych, dodatkowe place postojowe czy parkingi terenowe będące rodzajem umocnionych terenów zielonych przeznaczonych do parkowania. O tym, który pomysł rzeczywiście trwale rozwiąże problemy naszego osiedla, zadecyduje zespół doświadczonych urbanistów, któremu chcemy powierzyć zadanie zaprojektowania układu drogowego.
Gdańskie spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe w różnie radzą sobie z problemem deficytu miejsc parkingowych. Wspólnoty przede wszystkim odgradzają się od sąsiadów płotami i szlabanami, oraz wprowadzają sprzedaż miejsc postojowych w podziemnych garażach i przed budynkami. Spółdzielnie, jak ostatnio na Żabiance, wprowadzają identyfikatory dla swoich mieszkańców i zakazują wjazdu na swoje terytorium pojazdom niewyposażonym w identyfikatory. W centrach miast pojawiają się płatne strefy parkowania, które nie dotyczą osób zamieszkujących budynki stojące przy danej ulicy. Może któreś z takich rozwiązań przyniosłoby rozwiązanie na Morenie? – Ograniczając dostęp obcym pojazdom nie rozwiążemy problemu braku miejsc parkingowych, a tylko utrudnimy życie naszym mieszkańcom i ich gościom – komentuje wiceprezes Nowaczek. – Byłem ostatnio na uroczystości u rodziny na Żabiance – mieli jeden identyfikator i trzy samochody gości do obdzielenia. Mimo, że początkowo byli za wprowadzeniem zakazu, to teraz byli z tego niezadowoleni. Do każdego przyjeżdżającego gościa musieli wyjść z budynku i przejść kilkaset metrów do strefy objętej zakazem. A przecież my mamy ułatwiać życie mieszkańcom, a nie utrudniać.
Z problemem braku miejsc postojowych i dróg pożarowych mieszkańcy Moreny będą musieli jeszcze kilka lat się borykać. Wyjaśnienia członków zarządu spółdzielni są logiczne, jednak również tego problemu nie rozwiążą. W kontekście braku efektów kolejnego postępowania przetargowego, które miało wyłonić wykonawcę projektu układu drogowego, należy jedynie mieć nadzieję, że zarządowi spółdzielni wystarczy czasu na realizację swoich planów, zanim mieszkańcom zabraknie cierpliwości. I należy mieć nadzieję, że mieszkańcy nie będą blokowali inicjatyw zarządu, jeżeli rzeczywiście będą one zmierzały do poprawy obecnej sytuacji na drogach Moreny.

(tg)

Drgnęło w kulturze


Marzena Czulak: „Plany mamy ambitne”…Fot. t

Nie minął miesiąc od rozpoczęcia nowego sezonu w Domu Kultury LWSM „Morena”, a placówka tętni życiem i z dnia na dzień poszerza swoją ofertę. Niepozorny dotąd profil Domu Kultury na Facebook’u (facebook.com/dom kultury.morena) polubiło w ciągu ostatniego miesiąca prawie 2 tys. osób, a oferta placówki poszerzyła się radykalnie. O sposobach na promowanie kultury, a także edukacji w sferze kulturalnej i społecznej, rozmawiamy z nową kierowniczką Domu Kultury „Morena”, Marzeną Czulak.
– Minął zaledwie miesiąc od rozpoczęcia przez panią pracy na stanowisku kierownika Domu Kultury Morena, a oferta zajęć poszerzyła się kilkukrotnie. Nie obawia się pani, że to nie wypali?
– Jak na razie nic na to nie wskazuje – jeszcze dobrze nie rozpoczęliśmy promocji naszych działań, a już mamy niemal pełne listy chętnych na ofertę, którą prezentowaliśmy podczas Dnia Otwartego. Właściwie to pracujemy, żeby tę ofertę jeszcze poszerzyć.
– Skąd w ogóle taki pomysł, żeby organizować Dzień Otwarty w Domu Kultury? Dotychczas takie dni organizowały ewentualnie salony samochodowe.
– Żyjemy w XXI wieku, w którym ludzie są bombardowani masą najróżniejszych informacji, i zaczynają mieć coraz większy problem z ich selekcjonowaniem i wartościowaniem wiadomości. Proszę spojrzeć na dzieci – one paradoksalnie z większą uwagą oglądają bloczki reklamowe niż dedykowane im bajki. Podobnie dorośli – mają tyle codziennych spraw, że zapominają o samych sobie, o swoich młodzieńczych pasjach, zainteresowaniach, talentach. Poza tym ludzie obawiają się, że za wszystko będą musieli zapłacić, a jak tylko będą się chcieli dowiedzieć, zapytać, albo czegoś wypróbować, to od razu będą musieli za to zapłacić, albo zostaną potraktowani jak intruzi.
– I Dzień Otwarty to zmienił?
– Nie wiem, czy zmienił, ale stworzył szansę, żeby bez tych obaw przyjść i zapoznać się z naszą ofertą. Były zajęcia teatralne, plastyczne, muzyczne, taneczne, wokalne, pokazy ceramiki, kreatywne zajęcia dla dzieci i młodzieży. Była oferta dla rodziców, dla seniorów – każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Liczyliśmy, że jeśli ktoś tu przyjdzie, to opowie o tym co zobaczył swojej rodzinie, sąsiadom, znajomym. Odebraliśmy bardzo dużo pozytywnych sygnałów od mieszkańców, że taka akcja była bardzo potrzebna.
– Dotychczas większość zajęć w Domu Kultury była za darmo, a obecnie za wszystkie trzeba zapłacić. Czy to nie zniechęci ludzi do przychodzenia na zajęcia?
– Spójrzmy prawdzie w oczy – ile było tych darmowych zajęć w Domu Kultury? Jak zoptymalizowałam ich grafik, to okazało się, że te darmowe zajęcia nie wypełniają nawet jednego dnia, a pozostałe i tak są płatne, bo są prowadzone przez firmy, które wynajmowały od nas sale. Poza tym okazało się, że te darmowe zajęcia nie odpowiadają potrzebom mieszkańców, albo nie przynoszą efektów, bo grupy zajęciowe są przepełnione. Jeżeli na lekcjach gitary było kilkanaście osób w grupie, to faktycznie nauczyciel nie był w stanie kontrolować wszystkich ćwiczących, mógł poświęcić każdemu nie więcej niż 3-4 minuty. Trzeba było poświęcić całą godzinę, żeby otrzymać kilka minut lekcji. Teraz wprawdzie trzeba zapłacić 20 zł za godzinę, ale za to w grupie jest maksymalnie 5 osób, więc nauczyciel może kontrolować wszystkich, a dodatkowo z każdą osobą indywidualnie pracować po kilkanaście minut.
– Ale członkowie LWSM „Morena” płacą przecież składki na działalność społeczno-kulturalną i oświatową, a dodatkowo muszą jeszcze płacić za zajęcia. To może lepiej nie płacić tych 9 groszy od metra kwadratowego mieszkania, skoro i tak trzeba płacić za zajęcia?
– Proszę sobie policzyć, co się bardziej opłaca. Członkowie LWSM „Morena” od ceny wszystkich zajęć otrzymują 20 proc. zniżki, więc np. już na jednej godzinie gry na gitarze oszczędzają 4 zł. Biorąc pod uwagę, że takich godzin jest średnio w miesiącu 4-5 to daje średnio w miesiącu zniżkę 18 zł. Największe mieszkania w spółdzielni, które mają powierzchnię ok. 76 m, płacą składkę poniżej 7 zł. Już przy jednej osobie uczestniczącej w zajęciach to się im opłaca. A teraz proszę policzyć oszczędności w sytuacji, gdy jedno dziecko pójdzie na gitarę, drugie na taniec, mama na aerobik, a tata na biegi. Łącznie taka rodzina zaoszczędzi w miesiącu ok. 80 zł, a w ciągu roku niemal tysiąc złotych w porównaniu do oferty dla osób nie będących członkami spółdzielni. Dodam jeszcze, że nasza oferta jest już na starcie przeciętnie o 20 proc. tańsza od ofert innych placówek w Gdańsku.
– Skąd taka pewność?
– Z analizy konkurencji, którą przeprowadziliśmy przed ustaleniem cennika. Sprawdziliśmy ceny wszystkich placówek w Gdańsku i mogę państwu zagwarantować, że w tej chwili nie ma bardziej atrakcyjnej oferty na rynku. A dzięki uzależnieniu wynagrodzenia instruktorów od popularności ich zajęć mamy gwarancję, że będą to programy na najwyższym poziomie, bo w innym przypadku uczestnicy tego nie kupią. Obecnie wszystkie zajęcia osiągnęły już minimalny poziom, który zakładałam w swoim business planie, co znaczy, że nasza oferta odpowiada potrzebom mieszkańców.
– Business plan, analiza konkurencji, oferta odpowiadająca potrzebom, wynagrodzenie uzależnione od popularności – skąd to wszystko w przypadku takiego ośrodka, jak Dom Kultury? Przecież to pojęcia charakterystyczne dla biznesu.
– Minęły już czasy, w których tworzyło się sztukę dla sztuki, w której przeznaczało się olbrzymie pieniądze na to, żeby jeden artysta mógł się zrealizować, a kilku krytyków mogło napisać o nim swoją recenzję. Dzisiaj sztuka musi się bronić swoją atrakcyjnością, musi pokazać swoją przydatność. Oczywiście – trudno znaleźć taki utylitaryzm w zajęciach z ceramiki, na których tworzy się gliniane naczynia. Ale i tam, jeżeli zajęcia nie będą przynosiły satysfakcji uczestnikom, to po prostu przestaną na nie przychodzić. Bo miło jest podać gościom herbatę w zrobionych własnoręcznie filiżankach, a wiązankę imieninową włożyć do własnoręcznie zrobionego wazonu.
– Czy nie zmierzamy przez to do pauperyzacji sztuki?
– Uczymy gry na skrzypcach, altówce, wiolonczeli, śpiewu, baletu, malarstwa, aktorstwa – gdzie tutaj zagrożenie pauperyzacją? Sztuka to ogół twórczości artystycznej odpowiadającej wymaganiom estetyki, odznaczającej się pięknem i harmonią, będącej efektem rzadkiej zręczności i kreatywności. Jako absolwentka Akademii Sztuk Pięknych mam to przede wszystkim na uwadze, a nasza oferta ma na celu prowadzenie uczestników przez kolejne stopnie wtajemniczenia. Ktoś, kto na zajęciach z ceramiki dzisiaj zrobi filiżanki do herbaty, jutro być może zacznie robić przepiękne gliniane wazy, misy, będzie w unikalny sposób łączyć kolory i materiały. Proszę przyjść do nas w dowolne popołudnie i zajrzeć do dowolnej sali – tutaj czuć ducha kultury i sztuki, widać uśmiechniętych ludzi, którzy odkrywają nowe pasje i realizują swoje marzenia.
– Czego możemy się spodziewać w przyszłości?
– Plany mamy ambitne, jednak przede wszystkim musimy pamiętać, że nasz Dom Kultury od wielu lat nie przeszedł poważnego remontu, i wymaga znacznych nakładów. Większość okien przecieka i zalewa pomieszczenia, więc w pierwszej kolejności szukamy wykonawcy, który w ekspresowym tempie je wymieni, a płatność rozłoży na raty. W pomieszczeniach nie ma wykładzin, a to dyskwalifikuje je do zajęć muzycznych, pracownie są bardzo słabo wyposażone. Spółdzielnia nie znajdzie na wszystko pieniędzy, więc będziemy szukali programów pomocowych, dzięki którym uda się nam pozyskać środki na remonty. Poza tym zamierzamy poszerzyć ofertę koncertów, pokazów, przedstawień – z dnia na dzień będzie się działo coraz więcej. Zapraszam do polubienia naszego profilu na Facebooku (DomKulturyMorena), na którym będziemy zamieszczali wszystkie informacje na temat nowej oferty.
(TG)

Jak na Morenie domy docieplano…


Czy sąd nakaże wznowienie śledztwa? Fot. t

Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz umorzyła śledztwo w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej na szkodę LWSM Morena przez osoby pełniące w nieodległej przeszłości funkcje członków Zarządu LWSM. Zawiadomienie o przestępstwie złożył do prokuratury obecny zarząd spółdzielni, zgodnie z zaleceniem lustratora. Spółdzielnia nie zgadza się z postanowieniem prokuratury i wniosła zażalenie do sądu.
– Prokuratura wszczęła z naszego doniesienia śledztwo nie w sprawie, lecz przeciwko byłym członkom zarządu za niedopełnienie obowiązków ciążących na nich w obrocie gospodarczym, jak również wszczęła śledztwo przeciwko osobom poświadczającym nieprawdę w dziennikach budowy – mówi Henryk Talaśka, zastępca prezesa zarządu LWSM Morena. – Zostały zabezpieczone przez organa policji wszystkie niezbędne dokumenty do dalszego postępowania dowodowego.
Chodzi o proces dociepleń budynków na Morenie w latach 2008-2009. Lustrator spółdzielni badając dokumenty LWSM Morena dostrzegł nieprawidłowości, które w ocenie Rady Nadzorczej spółdzielni kwalifikowały sprawę do organów ścigania. Rada zobowiązała zarząd spółdzielni do wniesienia do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez były zarząd LWSM.
– W liście polustracyjnym który wpłynął do zarządu kontroler stwierdził, że „po wyliczeniu strat jakie poniosła spółdzielnia, dalszy bieg sprawy powinien być przejęty przez organa do tego celu powołane” – dodaje Talaśka.
Prezes stwierdza, że chodzi o dwie straty jakie poniosła spółdzielnia Morena. Jedna wynikająca z nienaliczenia przez ówczesny zarząd kar umownych wobec wykonawców. Umowy nakazywały dokończenie procesu termomodernizacji do października, podczas gdy w rzeczywistości roboty zostały zakończone pod koniec grudnia. Zarząd, choć miał taki obowiązek, nie naliczył kar, podczas gdy według lustratora LWSM Morena powinien obciążyć wykonawców karami finansowymi z kwotę kilkaset tysięcy złotych. I druga strata – mieszkańcy po zakończeniu procesu termomodernizacji w umownym terminie powinni być beneficjentami mniejszych kosztów z tytułu ogrzewania ich mieszkań.
– My szacujemy, nie tylko z audytów termomodernizacyjnych ale z rzeczywistego stanu, że oszczędności zużycia ciepła w docieplonych domach wynoszą 90 groszy na każdym metrze kwadratowym – twierdzi Henryk Talaśka. – Jest to kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Czy było to zaniechanie, nieświadome działania, czy okazywanie uprzejmości względem wykonawców? – pytamy wiceprezesa Talaśkę.
– Powiem w ten sposób – odpowiada. – W 2008 roku docieplenia budynków na Morenie robiły dwie firmy. Jedna z nich skończyła roboty nawet przed terminem umownym, o czym pisemnie powiadomiła spółdzielnię. Trzy dni później z obydwoma firmami podpisano aneksy wydłużające czas realizacji dociepleń! Kuriozalne, ale takie są fakty. Tylko jedna firma miała w tym czasie zaawansowane roboty w 50 procentach. Roboty w jej wykonaniu do dziś spędzają sen z powiek obecnemu zarządowi spółdzielni. Co dziwne, rok potem z niewiadomych powodów ów firma, która wyraźnie sobie nie radziła z robotami, ponownie wygrała przetarg na docieplenia. W tym roku kończy się gwarancja dotycząca budynków docieplonych w 2008 roku. Objęte są one, z racji druzgocących ekspertyz, szczególnym nadzorem ekip technicznych spółdzielni, aby każdy detal został naprawiony w ramach trwania pięcioletniej gwarancji.
– Nie chciałbym mieszkać w budynku ani wielorodzinnym, ani jednorodzinnym, gdzie w połowie grudnia dokonuje się wyprawek na styropianie – dodaje wiceprezes Talaśka. – Stąd takie, a nie inne były decyzje Rady Nadzorczej zobowiązujące zarząd spółdzielni do podjęcia stosownych działań. Wbrew obiegowym pogłoskom nie ma tu zemsty, po prostu istnieje odruch ludzkiej przyzwoitości, troska o standard mieszkania i standard jakości wykonanych prac.
Śledztwem objęte były także osoby poświadczające nieprawdę w dziennikach budowy. Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Odnośnie członków byłego zarządu, który miał się dopuścić nadużycia uprawnień lub niedopełnienia ciążącego na nim obowiązku stwierdziła, że „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”. W kwestii poświadczenia nieprawdy w dziennikach budowy: „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”.
Z werdyktem nie zgodził się zawiadamiający. Uznał, że trudno jest przyjąć, aby stwierdzone fakty nie zawierały znamion czynu zabronionego. Bo jeśli tak, to byłoby coś nie tak…
– Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz zawiadomiła nas, że prokurator wydał zarządzenie o przyjęciu zażalenia wniesionego 15 lipca 2013 przez LWSM na postanowienie z 28 czerwca o umorzeniu śledztwa i zarządził przyjąć zażalenie jako wniesione przez osobę uprawnioną i w terminie – kończy wiceprezes Talaśka. – Przekazał go celem rozpoznania do Sądu Rejonowego Gdańsk Północ w Gdańsku, Wydział XI Karny. Sąd Rejonowy Gdańsk Północ w Gdańsku wyznaczył na 29 października posiedzenie w sprawie rozpoznania zażalenia na postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia (śledztwa) umorzenia postępowania przygotowawczego.
(TG)